100 ważnych wspomnień » 77

Po pierwszym meczu zakończonym bezbramkowym remisem w Niemczech, the Reds podejmowali na Anfield Kolonię w ćwierćfinale Pucharu Europy 3 marca 1965 roku. Cały stadion był pokryty grubą warstwą śniegu, jednak pomimo tego bramy wejściowe były otwarte, a na wejście na Anfield czekało ponad 45000 widzów.

Jednakże podczas przedmeczowej rozgrzewki, która odbyła się w bardzo srogich, zimowych warunkach, arbiter spotkania podjął decyzję, że mecz się nie odbędzie. Wkrótce w stadionowych głośnikach zabrzmiało ogłoszenie, że fani, którzy przyszli obejrzeć mecz, mogą odebrać bilety na inny termin, a miały być one wydane za bramami stadionu. Jednakże rozdawano je za kołowrotkami wpuszczającymi kibiców do środka, więc wszyscy przeszli przez te kołowrotki, by zdobyć swoje bilety.

W roku 1965 kołowrotki kręciły się tylko w jedną stronę, umożliwiając kibicom jedynie wejście na stadion, więc kibice, którzy stali w kolejce by opuścić Anfield, mieli tylko jedno wyjście, a więc przeskakiwać przez te kołowrotki. Nawet kiedy ostatecznie bramy zostały otwarte, nikt nie opuszczał Anfield, zanim nie dostał swojego biletu na powtórzony mecz.

Z powodu opóźnienia, z jakim opuszczano stadion tego wieczora, fani zaczęli gromadzić się na murawie, a już niedługo miała rozpocząć się bitwa na śnieżki pomiędzy trybunami the Kop i Anfield Road! Na boisku zrobiono nawet bałwana! Pojawiły się nawet plotki, że Shankly i jego drużyna obserwowali wszystkie wydarzenia z budki spikera.

W ostatnim wywiadzie dla This is Anfield Neil Dunkin tak opisywał wydarzenia tamtego wieczora na Anfield:
- Wszyscy musieli czekać na bilety, które miały być rozdane poza bramami. W międzyczasie ktoś rzucił piłkę na murawę boiska i zaczęła się kopanina - bez drużyn, bez zasad, po prostu horda facetów kopiących piłkę w kierunku jednej lub drugiej bramki i goniących za nią po całym boisku.

Bardzo zabawna sytuacja. Nikt nie mógł ustać na własnych nogach, bo było tak ślisko. Kiedy piłka utknęła w śniegu, ludzie biegnący za nią ślizgali się, wpadając na siebie wzajemnie. Kiedy próbowali się podnieść, byli przewracani przez kolejne osoby nie mogące utrzymać równowagi, jak kręgle. W międzyczasie piłka przekopywana była na drugi koniec boiska, a za nią goniła już reszta tłumu.

Jeden facet nie mógł się podnieść po tym, jak ktoś go przewrócił, próbując wstać wciąż się ślizgał. W końcu się poddał i zaczął czołgać w kierunku miejsca, w którym nie było śniegu.

Tłum ruszył z piłką w kierunku the Kop i rozpoczęto strzelanie na bramkę, która stoi przed tą trybuną. Wyobraź sobie Kopitów strzelających gole na the Kop. Niezapomniana chwila. To był jeden z najzabawniejszych wieczorów na Anfield.

Rewanż ostatecznie rozegrano dwa tygodnie później, a tablica wyników ponownie pokazała 0-0. Z tego powodu mecz powtórzono w Rotterham, gdzie ponownie padł remis, jednak to Liverpool awansował do półfinału dzięki rzucie monetą.

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u