100 ważnych wspomnień » 75

10 marca 2009 roku Liverpool podejmował na Anfield Real Madryt w rewanżu 1/8 finału Champions League i było to jedno z najbardziej emocjonujących spotkań w tych rozgrywkach ostatnimi czasy. The Reds zagrali jeden z najlepszych meczów w sezonie 2008/09, demolując hiszpańskich gigantów 4-0 (5-0 w dwumeczu).

Następnego ranka działy sportowe we wszystkich gazetach zapełniły się pochwałami występu the Reds. To był po prostu przebłysk geniuszu, a Czerwoni przespacerowali się do ćwierćfinału rozgrywek sprawiając że Real Madryt, świetnie radzący sobie w La Liga, wyglądał na chłopców do bicia.

Przedstawienie stało na wysokim poziomie od samego początku, a Liverpool wyglądał na nietykalny, kiedy już po półgodzinie gry prowadził z Królewskimi 2-0. "Steven Gerrard, czerwony niszczyciel dowodzi pogromem wielkiego Realu Madryt" pisze po meczu The Times, "Benitez grzebie swoich krytyków pod lawiną goli" The Guardian, "Torres rozpala Anfield swoim czystym geniuszem" The Independent, "Rafa Benitez zdobywa szacunek" The Telegraph, "Królewscy zmieceni z powierzchni Ziemi przez Gerrarda i Torresa" Daily Mail, "Zawirowany Madryt" Daily Express.

Poniżej Max Munton wspomina ten mecz, który niewątpliwie na zawsze zapisał się w annałach historii Liverpoolu.
Skończyło się 4-0, 5-0 w dwumeczu, dzięki dwóm bramkom Stevena Gerrarda, otwierającym wynik meczu trafieniu Fernando Torresa i golu Andrei Dosseny dołożonemu w końcówce. Ofensywna czwórka the Reds, którą tworzyli Gerrard, Torres, Dirk Kuyt i Ryan Babel sprawiała ogromne problemy defensywie Królewskich, a kluczowe dla przebiegu spotkania okazało się pierwsze pół godziny gry.



Pierwsze pięć minut meczu przyniosło cztery rzuty rożne i to wprowadziło Anfield w kolejną niezapomnianą europejską noc. Iker Casillas niejednokrotnie interweniował na najwyższym światowym poziomie, broniąc strzał Javiera Mascherano, a następnie zatrzymując Torresa w sytuacji sam na sam.

Mascherano i Alonso kontrolowali środek pola, Masche był we wspaniałej dyspozycji, miał wiele odbiorów i kończył ataki gości jeszcze zanim się rozpoczęły. Czwórka obrońców była dobrze zorganizowana i solidna, a Arbeloa i Aurelio brali udział akcjach ofensywnych tworząc przewagę. Reina jak to Reina, zawsze można na niego liczyć.

Absolutnie wszyscy piłkarze byli w szczytowej formie, włączając publiczność.

Bramka otwierająca wynik meczu padła po błędzie obrońcy gości Pepe i podaniu Dirka Kuyta do Fernando Torresa, którym Holender otworzył drogę do pustej bramki Hiszpanowi. Niedługo potem padł drugi gol, kiedy w polu karnym po główce Arbeloy piłkę ręką zagrał Gabriel Heinze, a Steven Gerrard pewnie zamienił jedenastkę na bramkę.

Druga połowa rozpoczęła się równie wspaniale, a Gerrard zdobył drugą bramkę już kilka minut po wznowieniu gry. Babel minął Ramosa po lewej stronie i dośrodkował do wbiegającego kapitana, który uderzeniem z woleja podwyższył wynik na 3-0 w swoim setnym występie w europejskich rozgrywkach.



Mając już awans do następnej rundy w garści Benitez mógł dać odpocząć Torresowi i Gerrardowi przed sobotnim meczem na Old Trafford. Na boisku pojawił się i wywarł wrażenie Jay Spearing, a Andera Dossena dołożył czwartą bramkę dzięki współpracy Babela z Mascherano. Argentyńczyk wyłożył piłkę Włochowi w pole karne, a ten pokonał Casillasa i zdobył swojego pierwszego gola dla klubu.


Liverpool FC: Reina, Arbeloa, Skrtel, Carragher, Aurelio, Alonso (Lucas 60), Mascherano, Kuyt, Gerrard (Spearing 74), Babel, Torres (Dossena 83).
Goals: Torres 16, Gerrard 28 karny, 47, Dossena 88

Real Madryt: Casillas, Sergio Ramos, Cannavaro (Van der Vaart 64), Pepe, Heinze, Robben (Marcelo 46), Lassana Diarra, Gago (Guti 77), Sneijder, Raul, Higuain.

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u