100 ważnych wspomnień » 21

Miejsce 21 na liście 100 najważniejszych wydarzeń w historii naszego klubu zajmuje finał FA Cup z roku 2001. Serwis "This is Anfield" wspomina tamten sezon, w którym the Reds zdobyli wspaniałą potrójną koronę. Zachęcamy do lektury!

W finale FA Cup stanęło naprzeciw siebie dwóch gigantów. Zespoły te spotkały się w finale najstarszych rozgrywek na świecie po raz pierwszy od 1971 roku, kiedy po dogrywce zwyciężył Arsenal. To był pierwszy finał Pucharu Anglii, który rozegrano poza krajem, na Millenium Stadium w Cardiff. W ligowej tabeli obydwa zespoły dzielił zaledwie jeden punkt, Arsenal finiszował na drugiej pozycji z 70 punktami na koncie, Liverpool był trzeci z 69 oczkami.

Arsenal miał bardzo udaną drogę do finału, pokonując drużyny takie jak Blackburn lub Chelsea. Musieli odrabiać straty w meczu z rywalem z miasta, Tottenhamem, by zapewnić sobie awans do spotkania finałowego. Liverpool miał prawdopodobnie łatwiejszą przeprawę, bo na jego drodze stawały zespoły jak Rotherham lub Manchester City, jednakże przyszło mu się również zmierzyć z zawsze groźną ekipą Leeds, którą pokonał 2-0 na Elland Road. W półfinale czekał zespół z Wycombe, a bramki Fowlera i Heskeya pozwoliły awansować do pierwszego finału od czasu rozczarowującej porażki z Manchesterem United w 1996 roku.

Mecz
Millennium Stadium wypełnione było do ostatniego miejsca, oba zespoły wspierane były przez tysiące fanów. Arsenal grał tradycyjnie na biało-czerwono, co zmusiło Liverpool do założenia złoto-niebieskich, wyjazdowych trykotów.

Obaj menadżerowie musieli desygnować do gry najlepsze jedenastki, przez co Robbie Fowler i Dennis Bergkamp zasiedli na ławce. W ataku the Reds grał angielski duet Owen-Heskey, w Arsenalu zaś francuski, Wiltord-Henry.

Pierwszy raz kibice wstali z miejsc, kiedy Heskey upadł w polu karnym po wejściu Grimandiego, jednakże pomimo nacisków sędzia Steve Dunn nie podyktował jedenastki. Niedługo potem to piłkarze Arsenalu domagali się rzutu karnego, kiedy Henry ominął bramkarza Liverpoolu i został zablokowany przez Henchoza stojącego na linii bramkowej. Powtórki pokazały, że arbitrzy pomylili się, a Henchoz pomógł sobie ręką.

Arsenal miał wspaniałą statystykę posiadania piłki w pierwszej połowie, co spowodowane było ustawioną na kontrataki taktyką Liverpoolu. Pomimo przewagi na tym polu Arsenal nie był w stanie strzelić bramki, a oba zespoły zeszły do szatni przy wyniku bezbramkowym.

Po zmianie stron Liverpool stworzył pierwszą bramkową akcję, kiedy strzał głową Heskeya obronił legendarny David Seaman. Henry dobrze operował piłką, kiedy minął obronę Liverpoolu i ponownie bramkarza Westervelda, a jego strzał został wybity z linii bramkowej przez środkowego obrońcę, Samiego Hyypię.

Kapitan Liverpoolu niedługo potem ponownie uchronił drużynę od straty gola, wybijając zmierzającą do bramki piłkę po uderzeniu lobem w wykonaniu Ljungberga. Hyypii nie było kilka chwil później, kiedy do Ljungberga piłkę zagrał Pires, a ten pokonał Westervelda i dał Arsenalowi prowadzenie na 20 minut przed końcowym gwizdkiem.

Kanonierzy powinni wygrać to spotkanie, wspaniałą okazję miał Henry, kiedy został zatrzymany przez kapitalnie interweniującego Westervelda dając Liverpoolowi szansę na zgarnięcie wyrównania w końcówce.

Liverpool wykonywał rzut wolny, który zmienił oblicze spotkania, a Michael Owen zaskoczył defensywę Kanonierów na osiem minut przed końcem. Wtedy moment magii w wykonaniu Bergera pozwolił pobiec Owenowi za obrońców Arsenalu i pokonać Davida Seamana pakując piłkę do siatki.

Wynik nie uległ zmianie do końca meczu, Arsenal mógł żałować zmarnowanych szans, a Liverpool świętował słynne zwycięstwo w FA Cup i tym samym jedno z trzech trofeów tamtego sezonu.



Również felietonista Ste Speed podzielił się swoimi wspomnieniami z tamtego magicznego wieczoru:
To był tydzień, w którym Liverpool skompletował historyczną potrójną koronę. Zaczął się "finałem Owena", a skończył zapewnieniem sobie miejsca w Champions League na stadionie Charltonu.

Oglądałem finał FA Cup z Arsenalem na przyjęciu grillowym, u mojego najlepszego kumpla Pata. Na zewnątrz panowała wspaniała, słoneczna aura. Czy kiedykolwiek finał FA Cup rozgrywano w pochmurny dzień? Niestety przyjaciele i rodzina Pata byli nieco drętwi, w przeciwieństwie do nas, więc trudno było zobaczyć u nich choć odrobinę entuzjazmu podczas meczu. Nie przypominam sobie pierwszych 82 minut, oprócz zagrania ręką Henchoza, gola Ljungberga i faktu, że zostaliśmy absolutnie zdominowani i zmuszeni do wybijania kilka razy piłki z linii bramkowej.

Mecz wyglądał na zakończony, nic kompletnie nie mogliśmy stworzyć i głowy szybko nam ze smutku opadały. Wtedy wywalczyliśmy rzut wolny i kiedy Gary McAllister podszedł, by go wykonać, poczuliśmy, że coś magicznego się wydarzy. McAllister miał udział w niewiarygodnej liczbie bramek i wiele razy wybierano go na gracza meczu w tamtym sezonie. Począwszy od zwycięskiego gola w derbach z Evertonem w ostatniej sekundzie, strzelał decydujące bramki w serii istotnych jednobramkowych wygranych przeciwko Bradfrod, Coventry i co najważniejsze przeciwko Barcelonie w półfinale Pucharu UEFA.

Piłka poszybowała w pole karne Arsenalu i któryś z obrońców odbił ją w górę, potem dotknął ją jeszcze Babbel i spadła idealnie do zawodnika, na którego mógłbyś postawić dom, że zdobędzie bramkę. Razem z Patem absolutnie oszaleliśmy, nasi gospodarze wyglądali na zadowolonych, ale zostali na swoich miejscach, a my skakaliśmy po wszystkich meblach, omal nie lądując na ich głowach!

Zdołaliśmy się uspokoić i usiąść z powrotem z nadzieją, że chłopaki nie zaprzepaszczą tego i wytrzymamy do dogrywki. Ledwo zdążyliśmy pogadać o bramce, kiedy Berger zagrał długą piłkę nad pomocnikami Arsenalu. Widzieliśmy Owena pędzącego w jej kierunku, ale byliśmy pewni, że Adams i Dixon sobie z nim poradzą. Jak bardzo się myliliśmy, kiedy cały sezon przeleciał nam przed oczami, a piłka wylądowała w siatce obok Seamana.

Mój Boże, dom dosłownie eksplodował, razem z Patem biegaliśmy do ogrodu i na taras, koszulki latały w powietrzu podczas naszego radosnego tańca.

Piękny moment, kiedy Fowler i Hyypia zaprosili kapitana drużyny Jamiego Redknappa, długo kontuzjowanego na boisko, by razem z nimi uniósł puchar. Pamiętam jego tatę Harry'ego, który komentował wtedy dla BBC i miał łzy w oczach, tak samo jak my. Niesamowite sceny, muzyka grała na całego, wokół pełno puszek z piwem a przyjęcie dopiero się rozpoczynało.


Liverpool FC: Westerveld, Babbel, Henchoz, Hyypia, Carragher, Murphy (77), Gerrard, Hamann (60) , Smicer (77), Heskey, Owen.
Rezerwowi: Fowler (77), Berger (77), Arphexad, McAllister (60), Vignal



Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u