100 ważnych wspomnień » 8

Que Sera, sera, whatever will be, will be, we’re going to Italy, que sera, sera… Była elektryzująca atmosfera, napięcie rosło, oczekiwania wyczuwano na godziny przed rozpoczęciem meczu. Wchodząc na Anfield nikt nie zdawał sobie sprawy, że stanie się świadkiem jednej z najpiękniejszych europejskich nocy na tym stadionie w historii. Całe Anfield było rozśpiewane, nawet fani St. Etienne siedzący na trybunie Anfield Road End śpiewali Allez les Verts.

Po porażce 1-0 w meczu wyjazdowym, the Reds dawano nieco mniejsze szanse. Kiedy obie ekipy pojawiły się na murawie, Anfield eksplodowało, można było odczuć, że to będzie ciekawa, nerwowa noc. Po zaledwie dwóch minutach gry Kevin Keegan wyprowadził the Reds na prowadzenie, kiedy przelobował francuskiego bramkarza, Curkovicia. Fani uwierzyli w sukces, a na trybunach próbowali udowodnić swoją wyższość nad rywalami! The Kop wyglądało jak morze, wypełnione ponad 25 tysiącami falujących ludzi, raz cofających się na swoje miejsca, raz zmierzających w kierunku boiska, kiedy Liverpool atakował. Ich śpiewy były po prostu niewiarygodne! Nadeszła przerwa, a Liverpool wciąż był na prowadzeniu 1-0 (1-1 w dwumeczu).

Francuski zespół wyrównał stan rywalizacji sześć minut po zmianie stron, podczas gdy jego kibice wyśpiewywali "Allez Les Rouges". Bathenay minął pułapkę ofsajdową, pobiegł sprintem w kierunku długiego podania i pokonał Clemence'a stojącego w bramce Liverpoolu z 25 metrów. Saint Etienne znów prowadziło w kontekście dwumeczu. The Kop zamilkło, jednak eksplodowało ponownie 10 minut później, kiedy w 59 minucie Ray Kennedy wyprowadził the Reds z powrotem na prowadzenie. Francuzi wciąż jednak mieli przewagę w dwumeczu dzięki bramce zdobytej na wyjeździe, więc Liverpool musiał szukać zwycięskiego trafienia. Kiedy europejskie nadzieje zdawały się kończyć, atmosfera stała się niesamowicie napięta.


Kiedy Toshack nie był w stanie kontynuować gry z powodu urazu, menadżer Bob Paisley posłał na plac boju Fairclougha na ostatnie dwadzieścia minut meczu, a czerwonowłosy dwudziestolatek odwdzięczył się trenerowi za otrzymaną szansę. Na zaledwie sześć minut przed końcem Fairclough przejął piłkę tuż za linią połowy boiska, przebiegł 35 metrów mijając jednego z francuskich obrońców i pokazał swoją klasę, opanowanie i umiejętności strzelając obok bramkarza Curkovicia, czym doprowadził stadion do euforii i zapisał się na stałe w historii klubu.

Na Anfield zrobiło się zamieszanie, to niesamowite ile razy David Fairclough desygnowany do gry przez Billa Shankly'ego czy Boba Paisleya odwracał losy spotkania na korzyść the Reds w latach 1973-1983. To była nerwowa, dramatyczna noc pełna entuzjazmu, frustracji i ostatecznego świętowania, jako że Liverpool wygrał tę taktyczną, wyczerpującą bitwę. Wieczór, którego w Liverpoolu nikt nigdy nie zapomni.

Na Anfield rzadko kiedy panowała tak napięta atmosfera jak tamtego wieczora 16 marca 1977 roku. Niesamowite emocje powodujące ciarki na plecach charakteryzowały tę jedną z najpiękniejszych nocy kiedykolwiek doświadczonych na Anfield, kiedy the Reds utrzymali wynik 3-2 w dwumeczu. Que Sera, sera, whatever will be, will be, we’re going to Italy, que sera, sera… Liverpool awansował do półfinału, a następnie do finału, ostatecznie zdobywając Puchar Europy i przywożąc go z powrotem na Anfield, do domu.

Liverpool FC: Clemence, Neal, Jones, Smith, Kennedy, Hughes, Keegan, Case, Heighway, Toshack (Fairclough), Callaghan
Gole: Keegan (2), Kennedy (59), Fairclough (84)

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u