Trzy kropki: Mecz z Plymouth

Niedzielny mecz na Anfield nie przejdzie raczej do historii jako jeden z klasyków rozegranych na tym obiekcie, niemniej serdecznie zapraszamy do zapoznania się z najnowszymi „Trzema kropkami”, w których spotkanie z Argyle pokrótce przeanalizowali AirCanada, Arvedui i Liczenerek.

– O ogólnym przebiegu meczu… (Licznerek)

Najmłodsza w historii jedenastka Liverpoolu przez cały mecz nie potrafiła znaleźć sposobu na strzelenie bramki głęboko cofniętemu zespołowi grającemu trzy ligi niżej. To młodzi podopieczni Kloppa nieustannie prowadzili grę, a rywal miał problemy, by utrzymać się przy piłce dłużej niż kilka sekund. Jednak w ostatniej tercji boiska w akcjach The Reds brakowało elementu zaskoczenia, podjęcia ryzyka i szybkiej wymiany piłki, co spowodowało, że okazji na strzelenie bramki było jak na lekarstwo. Goście przyjechali po 0:0 i plan wykonali, bezbramkowy remis był zasłużony i sprawiedliwy dla obu stron.

– O końcu męczarni Joego Gomeza… (AirCanada)

Młody Anglik dużo nacierpiał się w ostatnich miesiącach i musiał mieć w sobie multum cierpliwości, wobec żmudnego procesu rehabilitacji po dwóch urazach. Na szczęście w niedzielę ponownie zameldował się na murawie i chociaż rywal nie był z najwyższej półki, to każda minuta spędzona na placu gry była na wagę złota dla tego chłopaka. Kibice mówią, że powrót Gomeza jest niczym nowy transfer i trzeba przyznać, że jest w tym wiele prawdy. Wydaje mi się, że Klopp nie pójdzie tropem Rodgersa i nie będzie wystawiał 19-latka na boku obrony. Będzie częściej rzucał go na głęboką wodę w centrum defensywy. Co z tego wyjdzie? Pozostaje trzymać kciuki.



– O 18 rzutach rożnych bez strzału na bramkę… (Arvedui)

Absolutna dominacja gospodarzy i skomasowana obrona gości skutkowała ogromną liczbą sytuacji, w których piłka zagrana przez tych pierwszych a odbita przez drugich lądowała za bramką Argyle. Łącznie w niedzielnym spotkaniu doliczyć można się było 18 rzutów rożnych dla Czerwonych. Czy ktoś potrafi przypomnieć sobie choć jedną groźną sytuację, jaka z tego wynikła? Ja nie jestem w stanie, choć w tym celu przejrzałem kilka pomeczowych relacji. Za wybijanie piłki z narożników boiska zabierali się Moreno, Ojo, a w końcówce także Firmino, grali krótko albo wrzucali piłkę przed bramkę, na bliższy i dalszy słupek, jednak w zasadzie wszystkie te próby można by było spokojnie przemilczeć. Jasne, Woodburn, Alexander-Arnold czy nawet Lucas to nie Petery Crouche, jednak można się było spodziewać, że zawodowi bądź co bądź piłkarze stworzą sobie z tego jakąkolwiek sytuację. No cóż, pozostaje się zgodzić ze starą prawdą krążącą w redakcji już od jakiegoś czasu – słaba gra Liverpoolu przy bronieniu rzutów rożnych wynika przede wszystkim z tego, że na treningach w ofensywie występują również zawodnicy the Reds

– O przebłyskach nastoletnich skrzydłowych… (Licznerek)

Kibice Liverpoolu chcieli obejrzeć w akcji Woodburna i zobaczyć jego kolejne gole w dorosłej piłce. Młodzieniec dostał szansę od Kloppa, został ustawiony na lewym skrzydle i był najlepszym zawodnikiem wśród gospodarzy. Widać było w jego grze inteligencję boiskową, dobre poruszanie i świetny timing. Wiedział, co robić z piłką i potrafił radzić sobie w tłoku. Pozostaje żałować, że nie zagrał na środku ataku, gdzie miałby łatwiej o strzelenie bramki. Nie był to jakiś wielki występ, ale nadzieja, że rośnie nam napastnik pokroju Owena czy Fowlera jest uzasadniona. Słabiej po drugiej stronie spisał się mający większe doświadczenie w pierwszej drużynie Ojo, ale można to zrzucić na karb powrotu po kontuzji. Klopp wierzy w tę dwójkę i zapewne znów da im szansę w powtórkowym meczu w Plymouth.



– O niepotrzebnym rewanżu za półtora tygodnia… (Arvedui)

Remis z ekipą z League Two oznacza, że 18 stycznia The Reds – po 470-kilometrowej podróży – wybiegną na Home Park w Plymouth. Niby to nic wielkiego, ot jeden dodatkowy mecz w sezonie, ot kolejna okazja dla młodzieży, ot cena jaką trzeba zapłacić za awans do kolejnej rundy. Niemniej patrząc obiektywnie, unikniecie powtórki na wyjeździe było jak najbardziej w interesie piłkarzy i sztabu LFC. Arsenal, Chelsea, Tottenham i oba kluby z Manchesteru zameldowały się w czwartej rundzie, a Liverpool czekać będzie jeszcze jeden mecz w i tak już pełnym terminarzu. Dobrze przynajmniej, że spotkanie w Devonie odbędzie się trzy dni po pojedynku z United, a trzy przed meczem ze Swansea. Zawsze mogło być odwrotnie.

– O zbliżającym się półfinale EFL Cup ze Świętymi… (AirCanada)

Nie będzie to łatwy dwumecz i chyba wszyscy zdają sobie z tego doskonale sprawę. Święci potrafili postawić się Liverpoolowi na własnym stadionie w Premier League i w środę możemy spodziewać się zaciętej konfrontacji. Oczywiście nie mam nic przeciwko powtórce z zeszłego sezonu, kiedy rozstrzelaliśmy Southampton w krajowych pucharach, lecz jakoś nie wierzę w coś podobnego. Bardzo żałuję, że nie będziemy mieli Mané, gdyż bez Senegalczyka tracimy „coś ekstra” na boisku. Pozytywne wieści to z pewnością powrót do zdrowia Coutinho, Sturridge’a i Milnera. Bardzo liczę przynajmniej na kwadrans gry naszego Brazylijczyka.