Dlaczego Salah musiał wyjechać?

Ekspert w zakresie prawa wyjaśnia specyfikę procesu pozyskiwania pozwolenia na pracę. Debiut Mohameda Salaha został opóźniony właśnie przez sprawy formalne.

Podczas gdy koledzy z drużyny mierzyli się z Tranmere Rovers, najnowszy nabytek Liverpoolu utknął w Paryżu, gdzie czekał na swoje pozwolenie na pracę w Anglii. Po spełnieniu wszystkich wymogów formalnych i wypełnieniu niezbędnych dokumentów Salah będzie mógł wystąpić w dzisiejszym meczu z Wigan.

Jednak dlaczego musiał opuścić kraj na 24 godziny? Jakie wymagania musiał spełnić? Ponadto, dlaczego po dwóch latach od dołączenia do Liverpoolu brazylijski pomocnik Allan Rodrigues de Souza nadal nie otrzymał pozwolenia na pracę?

Wszystko wyjaśnia Ian Robinson, który jest jednym z partnerów międzynarodowej kancelarii zajmującej się prawnymi aspektami imigracji:

- Możemy przypuszczać, że Salah, przybywając do Liverpoolu, swój przyjazd do kraju zadeklarował jako przyjazd w celach biznesowych. Oznacza to, że otrzymał taką samą tymczasową wizę, której potrzebuje każdy, kto przybywa negocjować jakikolwiek kontrakt. Pozwoliło mu to złożyć podpis pod kontraktem, ale nie pozwalało mu na nic więcej.

- By zawodowo grać w piłkę nożną, potrzebował jednak pozwolenia na pracę. Proces jego pozyskania obejmuje dwa elementy. Przede wszystkim potrzebne było zaaprobowanie jego kandydatury przez FA. Taki przywilej mają tylko najlepsi zawodnicy.

- Salah był zapewne oceniany pod względem swoich osiągnięć na arenie międzynarodowej w barwach Egiptu. Piłkarzy można też oceniać pod względem kwoty za ich transfer, ich umiejętności oraz klubu, z którego się przenoszą. Ten element procesu, mając na uwadze jego umiejętności, nie był żadnym problemem.

- Drugi element jest nieco bardziej problematyczny. Aprobata FA nic nie daje, jeżeli nie jest poparta wizą uzyskaną od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jednak Salah nie mógł aplikować o nią, przebywając na terenie Wielkiej Brytanii.

- Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie przepada za ludźmi, którzy deklarują przyjazd do kraju w określonej sprawie, a potem wskazują chęć do pozostania w nim w innym celu. Kiedy pracowałem w Ministerstwie, określaliśmy takie zjawisko mianem zatajonej migracji.

- Czasami takie zachowanie jest w pełni uzasadnione np. student, który się zakochał i wziął ślub, ale te uzasadnione przypadki uznawane są raczej za wyjątki, niż za normalny stan rzeczy.

- Salah wjechał do kraju, posiadając jedną z milionów udzielonych w ciągu roku przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wiz tymczasowych. Ministerstwo pyta o trzy kluczowe kwestie, kiedy człowiek ubiega się tego typu wizę: Czy osoba jest przestępcą? Czy jej obecność może zagrozić bezpieczeństwu? Czy planuje wrócić do rodzinnego kraju?

- Przy udzielaniu pozwolenia na pracę, zadają jeszcze dodatkowe pytania i preferują, aby ta procedura odbywała się z terenu kontynentu. Czy osoba będzie pobierała odpowiednie wynagrodzenie? Czy praca tej osoby może być wykonywana przez kogoś z kraju? Czy pracodawca jest podmiotem działającym zgodnie z prawem?

- Szybko i łatwo są w stanie zablokować przyjazd kogokolwiek do kraju, jeżeli nie spodoba im się któraś z odpowiedzi na te pytania. Znacznie trudniejsze i znacznie bardziej kosztowne jest usunięcie kogoś z kraju, kiedy dana osoba już znajduje się na jego terenie.

- Oczywiście, Salah będzie pobierał bardzo dobre wynagrodzenie, to wyjątkowy piłkarz, a Liverpool to szanowany pracodawca, który przestrzega przepisów prawa. Szkopuł w tym, że dla Ministerstwa rodzą się problemy, kiedy wybrani pracodawcy lub branże zaczynają być traktowani w wyjątkowy sposób.

- W związku z tym Salah musiał wyjechać i przejść proces weryfikacji jak każdy inny człowiek. Fakt, że klub rozgrywa mecz z Tranmere, nie miał w tym momencie żadnego znaczenia (chociaż pojawiają się twierdzenia, że mógł wyjechać w zeszłym tygodniu). Pod tym względem stał na równi z niezliczoną liczbą programistów, księgowych i finansistów, którzy przechodzą ten sam proces.

- Salah i tak przeszedł przez te formalności dość gładko. Musiał wyjechać tylko na jeden dzień. Allan Rodrigues de Souza od prawie dwóch lat oczekuje na swoje pozwolenie na pracę, w których trakcie przebywał w Finlandii, Belgii i w Niemczech. Jego przypadek jest nieco inny. On jeszcze nie udowodnił, jak dobrym zawodnikiem może się stać.

- Liverpool zapewne w odpowiedni sposób prowadzi cały proces. Allan grał w Bundeslidze w barwach Herthy, czym buduje swoją markę.

- Mogli skorzystać z łatwiejszej drogi i przenieść go na Maltę. Inwestując 1 mln funtów (co FSG mogłoby ofiarować jako formę podarunku dla piłkarza) zostałby tam obywatelem Europy już po roku. Nie ciążyłby wtedy na nim obowiązek ubiegania się o pozwolenie na pracę. Jednak w obecnych realiach byłby to ryzykowny manewr, ponieważ nie wiadomo, co przyniesie Brexit.