Kirkland o problemach z depresją

Chris Kirkland czuł się jak w pułapce - był przerażony i zdesperowany. Największym lękiem byłego bramkarza reprezentacji Anglii i Liverpoolu było jednak to, że może upaść jeszcze niżej.

- Bardzo zmartwiło mnie to, co przydarzyło się Gary'emu Speedowi - wspomina samobójstwo walijskiego pomocnika z 2011 roku Kirkland. - Nie wiedziałem jak daleko jestem od tego momentu. Miałem nadzieję, że bardzo, bardzo daleko. Zawsze zadaję sobie pytanie: "czy potrafiłbym coś sobie zrobić? Czy umiałbym się skrzywdzić?" Uważam, że nie. Z pewnością nigdy nie siedziałem myśląc, "dobra, musisz... no wiesz". Ale myślisz o tym. Tak, myślisz, ponieważ nie chcesz się już nigdy obudzić.

- Mojej żonie, Leeonie, powiedziałem, że nie mogę się doczekać wieczora i snu, bo wtedy mam czysty umysł. Ale jednocześnie nie chciałem się rano obudzić i zaczynać od nowa. Nigdy nic nie zrobiłem z uwagi na Leeonę i naszą córkę, Lucy, ale byłem zaniepokojony jak blisko byłem do kolejnego kroku. Wtedy powiedziałem sobie "musisz przestać grać w piłkę".

W sierpniu zeszłego roku Kirkland nie potrafił kontynuować gry z depresją, która - jak sam twierdzi - zaczęła się pojawiać u niego już w 2012 roku, kiedy opuścił Wigan - klub, który kochał i z którego nie chciał odchodzić. W czerwcu 2016 roku podpisał roczny kontrakt z Bury, ale czuł się przytłoczony. Po prostu nie mógł już kontynuować.

Bury okazało swojemu zawodnikowi mnóstwo wsparcia, a ich menedżer, Dave Flitcroft, pokazał, że jest świetnym liderem i ma ludzie podejście do zawodników - od razu powiedział mu, żeby odpoczął, wziął przerwę od gry i poszukał pomocy. Kirkland w swoim stylu jednak zdecydował, że spróbuje jeszcze raz.

- Wznowiłem treningi, ale w trzecim dniu podczas gierki pięciu na pięciu w ogóle nie rzucałem się do strzałów. Myślałem tylko, że nie chcę tu już być. Zszedłem z boiska, podszedłem do Dave'a i powiedziałem: "nie mogę tego już dłużej robić, chcę żebyś podarł mój kontrakt".

Jego oświadczenie początkowo nie wspominało nic o depresji.

- Było tak ponieważ wstydziłem się - przyznał Kirkland. - Nie znalazłem wtedy pomocy. Nikt nic nie wiedział. Ale zaraz po tym poszedłem do Leeony i powiedziałem, że muszę coś z tym zrobić.

Kirkland znalazł pomoc u Michaela Bennetta, który w Związku Piłkarzy Zawodowych (PFA) jest osobą dbającą o dobrobyt zawodników, a obecnie były bramkarz Liverpoolu nie wstydzi się już swojej historii i chce o niej mówić, by dodać odwagi innym zawodnikom, którzy mają podobne problemy. Na dzisiaj zaplanowane jest jego przemówienie na konferencji PFA poruszającej problemy psychologiczne i zdrowotne, która odbędzie się na St George's Park.

- Łatwo mi o tym teraz mówić bo zobaczyłem, że jest z tego wyjście. To najważniejsze i chcę, by inni wiedzieli, że wystarczy rozmowa. Nie miałem nadziei dopóki komuś o tym nie opowiedziałem. Bałem się, ale po podzieleniu się swoimi problemami uzyskałem pomoc dla siebie i swojej rodziny.



Kirkland nigdy nie był zadowolony z nieustannego bycia pod okiem opinii publicznej. Zawsze był typem samotnika, a wraz z pojawieniem się depresji tylko się to pogłębiało.

- W pewnym momencie nie chcesz już wychodzić. Nie chcesz z nikim rozmawiać. Wyciszasz telefon i nie odpowiadasz nikomu. Nie mogłem się doczekać powrotów do domu. To błędne koło, z którego nie możesz się wydostać.

Leeona przyznała, że czuła się jakby straciła męża na cztery lata, a Kirkland tylko przytaknął.

- Nie byłem już osobą, którą poślubiła. Jej rodzina jest w Szkocji, moja w Leicester, jesteśmy bardzo blisko siebie i zawsze chciałem być głową rodziny. Było mi wstyd, że przez pewien czas nie potrafiłem odpowiednio zająć się moją rodziną.



Z Kirklandem wiązano wielkie nadzieje - w 2001 roku został najdroższym bramkarzem w historii angielskiej piłki, kiedy to w wieku 20 lat przeszedł z Coventry City do Liverpoolu za 8 milionów funtów.

Ówczesny menedżer reprezentacji U-21, David Platt, mianował go "najlepszym młodym bramkarzem na świecie", a Sven-Göran Eriksson stwierdził, że jest on "przyszłością angielskich bramkarzy".

W pierwszej reprezentacji Kirkland wystąpił tylko raz - jako zmiennik w meczu z Grecją w sierpniu 2006 roku.

Kluczową częścią jego historii są kontuzje i wizerunek. Cierpiał przez nie w Liverpoolu oraz na wypożyczeniu w West Bromwich Albion w sezonie 2005/2006. Jak sam przyznaje, urazy wybiły go z rytmu, ale duży wpływ miał też fakt, że postrzegano go jako wiecznego rekonwalescenta.

- To jedna z rzeczy, która mnie uderzyła - ludzie mówili, że zawsze byłem kontuzjowany, a tak nie było - mówi Kirkland, wspominając okres po 2006 roku, kiedy to praktycznie nie miał urazów.

- Zawsze zastanawiam się gdzie bym doszedł gdyby nie kontuzje. Moja kariera byłaby o wiele lepsza. Gdy ludzie mówią Chris Kirkland, to w podtekście jest też "zawsze kontuzjowany". Nikt nie mówi "Chris Kirkland, ten co wygrał Ligę Mistrzów" jak to jest w przypadku topowych zawodników. To kolejny z wiele czynników, który miał wpływ na moją psychikę.

Kirkland być może wygrał Ligę Mistrzów w sezonie 2004/2005, zagrał czterech meczach grupowych - w tym w decydującym, wygranym 3:1 z Olympiakosem na Anfield, ale z reszty sezonu wykluczyła go kontuzja.

W Stambule był na trybunach z żoną, a kiepską sytuację pogorszył też fakt, że drużynowy samolot poleciał do Liverpoolu bez nich.

- Nie czekali na nas. Zostawili nas i przegapiliśmy paradę. Zdaje się, że mój medal dali komu innemu. Oglądaliśmy paradę w telewizji, ale tylko chwilę. Musieliśmy to wyłączyć. To był lekki cios.

Kirkland wspomina także, że w każdym meczu był o jeden błąd od "ukrzyżowania w gazetach" - ot niewdzięczny los bramkarza - a walcząc o utrzymanie z Wigan doświadczył potwornej presji. Do tego dochodzi incydent z 2012 roku, kiedy grając dla Sheffield Wednesday został uderzony w twarz przez kibica Leeds United, który wbiegł na boisko.

Jak sam przyznaje chciałby zostać doradcą i pomagać osobom z problemami mentalnymi i nie ma wątpliwości, że rozmowy z kobietą, do której skierował go Bennett, zmieniły jego życie.

- Dokonała cudu. Na początku spotykaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu, teraz jest to raz na dwa-trzy tygodnie. Pokazuje mi jak radzić sobie z moimi problemami, między innymi poprzez techniki oddechu. Wciąż ich potrzebuję, gdyż do tej pory bywam niespokojny. To wciąż trwa, ale teraz wiem, że mogę sobie z tym poradzić - i tak też uczynię.