Czy pominięcie Hendo było błędem?

Wydaje się, że opaska kapitańska znaczy dla Jürgena Kloppa bardzo niewiele. Dobór składu meczowego rządzi się według Niemca swoimi prawami, a hierarchia w zespole nie powinna mieć nań żadnego wpływu.

Dla Jordana Hendersona spotkanie z Manchesterem United było źródłem podwójnej frustracji. Przegrana w prestiżowym starciu to zawsze gorzka pigułka do przełknięcia, ale konieczność przesiedzenia całego meczu na ławce to dla takiego piłkarza rzecz wyjątkowo trudna.

Liverpool na Old Trafford musiał radzić sobie bez kapitana. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że niewystawienie Hendersona było błędem. Angielski pomocnik w rewanżu z Porto w Lidze Mistrzów doznał niegroźnego urazu, ale w sobotę był już gotów do gry. Klopp zupełnie niespodziewanie zdecydował, że w meczu z United Hendo zastąpi Alex Oxlade-Chamberlain. W teorii miało to być zestawienie bardziej ofensywne, ale ostatecznie plan nie wypalił. Ox zagrał bardzo słabo, a ubezpieczający go Milner i Can wypadli o wiele gorzej, niż ich odpowiednicy z Manchesteru – Nemanja Matić i Scott McTominay. Can zajął pozycję, na której zazwyczaj gra Henderson. Nie był jednak w stanie ustabilizować gry Liverpoolu i nie pokazał nic ciekawego ani w obronie, ani w ataku.



Pamiętając doskonały występ Hendersona w spotkaniu z Newcastle, należy zadać pytanie, dlaczego Klopp postanowił pominąć go przy kompletowaniu wyjściowej jedenastki. Być może pewną rolę odegrało tu zmęczenie zawodnika, ale w takim razie po co w ogóle grał w nic przecież nieznaczącym rewanżu z Porto? Jedno jest pewne – dla niemieckiego szkoleniowca opaska kapitana znaczy bardzo niewiele. Klopp udowadniał to już wielokrotnie w tym sezonie. Jako kapitan poza Hendo występowali już James Milner, Simon Mignolet, Emre Can, Philippe Coutinho i Dejan Lovren.

Na Old Trafford Henderson rozegrałby swój dwusetny mecz w Premier League w barwach Liverpoolu. Anglik będzie musiał jednak poczekać na ten jubileusz jeszcze tydzień, do spotkania z Watfordem na Anfield. 27-latek występuje w czerwonej koszulce już siódmy sezon. Do tej pory temat jego przydatności dla klubu dzieli kibiców. Nie wszystkim gra reprezentanta Anglii przypada do gustu. Należy jednak przyznać, że Henderson przynajmniej przyzwyczaił się do roli defensywnego pomocnika, jaka narzucił mu Jürgen Klopp.

– Patrząc na sposób, w jaki grałem na „szóstce”, gdy dołączałem do zespołu, muszę stwierdzić, że bardzo się poprawiłem i rozwinąłem – powiedział Henderson w niedawnym wywiadzie dla The Times.

– Zmiana stylu gry z mojego własnego na taki, jaki preferuje trener, była dla mnie wielkim wyzwaniem. Chciałem na boisku robić o wiele więcej, ale menedżer uświadomił mi, że moja rola powinna być węższa. Specjalizacja bardziej pomaga drużynie. Czasami w dalszym ciągu chciałbym zrobić jakiś sprint w kierunku bramki przeciwnika, strzelić z dystansu i równie szybko wrócić na pozycję, ale nie tego się ode mnie oczekuje.

– Mamy w zespole innych zawodników, którzy świetnie sprawdzają się w bardziej ofensywnych sytuacjach. Każda pozycja jest ściśle przypisana określonym osobom na dany mecz. Bardzo ważne, żeby każdy z nas wykonywał swoje obowiązki.



Henderson to przykładny profesjonalista. Nie zadaje pytań, nie żąda wyjaśnień i się nie obraża. W bieżącym sezonie jest jeszcze zbyt wiele do zrobienia, żeby rozwodzić się nad przeszłością. Kapitan The Reds zawsze odpowiednio reagował na przeszkody i trudności i to się teraz na pewno nie zmieni.

– Tu nie chodzi o to, czy czuję się doceniany. To nie jest ważne – dodał Henderson.

– Od początku kariery zmagam się z takimi sytuacjami. Wszyscy bezustannie pytają, czy jestem wystarczająco dobry, żeby grać na tym poziomie. Pytali już w Sunderlandzie. Byli tacy, którzy wątpili, czy powinienem się łapać do pierwszego składu. Potem przeniosłem się do Liverpoolu, więc pytali, czy jestem wart takich pieniędzy, jakie na mnie wydano.

– Moim zdaniem już wielokrotnie odpowiedziałem na wszystkie te pytania swoim zachowaniem na murawie. Znam swoją wartość. Wiem, że wątpliwości nigdy się nie skończą, ale to w sumie dobrze. To zdrowa sytuacja, która mnie motywuje. Dzięki krytyce bezustannie staram się dawać z siebie wszystko i rozwijać jako piłkarz. Moim celem było i zawsze będzie sięganie coraz wyżej.

James Pearce