Wielka zagadka – Loris Karius

Bramkarz Liverpoolu w meczu z Tranmere Rovers zaliczył kolejną wstydliwą interwencję. Jürgen Klopp ma przed sobą twardy orzech do zgryzienia w kontekście Kariusa i jego roli, jako stałego numeru jeden w bramce the Reds.

Na horyzoncie być może jednak pojawił się człowiek, który może stanowić odpowiedź na bolączki menadżera.

To był moment, który jedynie uwidocznił, jak wielkie wyzwanie stoi przed bramkarzem Liverpoolu Lorisem Kariusem.

Nie nastąpił on jednak we wtorek wieczorem na Prenton Pakr.

Karius swoją osobą ponownie przyciąga głośną falę krytyki z powodu błędu, który umożliwił skrzydłowemu Tranmere Johnny’emu Smithowi strzelenie bramki na 3:2. Liverpool ostatecznie wygrał całe spotkanie.

Zaledwie sześć tygodni po katastrofalnym występie w drugiej połowie finału Ligi Mistrzów, przegranego z Realem Madryt, taki błąd był ostatnią rzeczą, której Niemiec oczekiwał na początku swojej piłkarskiej rehabilitacji po koszmarze z Kijowa.

Potwierdzenie tego, pod jak skrupulatną obserwacją będzie obecnie występował Loris Karius, można było dostrzec już kilka dni wcześniej w trakcie rozgrzewki przed meczem z Chester City. Na krążącym po internecie filmiku można zobaczyć w tle golkipera, który pozwala, by piłka po zwykłym uderzeniu prześlizgnęła się przez jego rękawice i wturlała do bramki.

Był to sygnał do histerii u fanów, którzy do tej pory nie wybaczyli mu słabego występu w finale Ligi Mistrzów.

Niesprawiedliwie? Owszem. Jednak jeżeli taki poziom szczegółowości utrzyma się u krytyków przez długi czas, trudno sobie wyobrazić, jak bramkarz the Reds ma w ogóle uzyskać szansę na odkupienie swoich win w ich oczach.

Z pewnością dotychczasowe mecze towarzyskie potwierdziły wszystko z wyjątkiem formy Kariusa. Może to oznaczać, że w nadchodzących spotkaniach przedsezonowych Klopp stanie w obliczu ważnej decyzji.

Z uwagi na coraz głośniejsze głosy namawiające do ruchu po nowego bramkarza (wzmocnione ostatnio przez deklaracje Romy o chęci wysłuchania ofert za Allisona) boss Liverpoolu, przynajmniej w najbliższej przyszłości, może skłonić się ku opcjom, które już ma do wyboru.

Simon Mignolet nadal jest na Mistrzostwach Świata i oczekuje się, że będzie poszukiwał latem nowego pracodawcy. Oznacza to, że zostaje jedno nazwisko.

Danny Ward.

Dwa lata temu ten bramkarz stał między słupkami reprezentacji Walii na Euro 2016 i pomógł swojej drużynie w drodze do półfinału. Następnie rozegrał imponujący sezon na wypożyczeniu w Huddersfield Town, który okrasił obronami rzutów karnych w drugim meczu półfinału fazy play-off i w samym finale. Dzięki temu jego zespół po raz pierwszy w historii awansował do Premier League.

Jednak postanowienie Kloppa, by Ward w minionym sezonie pozostał w Liverpoolu, zaszkodziło samemu zawodnikowi. Jego czas na boisku ograniczył się do jednego występu w trzeciej rundzie League Cup z Leicester City. Frustrujące, tym bardziej że Karius później został desygnowany do roli bramkarza numer jeden w momencie, kiedy Ward mógł oczekiwać, że będzie występował w FA Cup.

Przechodząc do wtorku. W porównaniu do występu stremowanego Kariusa w drugiej połowie gra Warda w pierwszej odsłonie spotkania niosła za sobą powiew stabilnego przekonania o swoich działaniach.

Dlaczego wiec nie dać mu szansy pokazać swoich umiejętności w większym zakresie w pozostałej części okresu przedsezonowego?

Klopp będzie czuł pewne zobowiązania wobec Kariusa, zwłaszcza że generalnie znacznie poprawił on swoje występy w drugiej połowie sezonu. Piłka nożna to jednak brutalny biznes i w najlepszym interesie Kariusa (i jednocześnie Liverpoolu) może leżeć, by w najbliższej przyszłości ściągnąć go z linii ognia. Nawet jeśli ma to nastąpić tylko na pewien czas. Nikt nie ma gwarancji występów w pierwszym składzie.

Ostatecznie Ward może nie okazać się stałym remedium na problemy Liverpoolu. Być może nadszedł natomiast czas, by dać mu szansę pokazać, że może stanowić rozwiązanie w krótkiej perspektywie.

Ian Doyle