Klopp: Musimy być gotowi

Jürgen Klopp z naciskiem podkreśla, że Liverpool nie może wnioskować na podstawie aktualnej pozycji Burnley w Premier League. The Reds przygotowują się do walki o trzy punkty na Turf Moor.

Po 14 kolejkach the Clarets plasują się na 19 pozycji w tabeli z dorobkiem 9 punktów. W ostatnim spotkaniu musieli także uznać wyższość Crystal Palace.

Jednak Klopp w trakcie swojej kariery na Anfield na wyjeździe ma na koncie jedno zwycięstwo i jedną porażkę z ekipą Seana Dyche’a. Z tego powodu jest w pełni świadomy, że Burnley będzie w stanie znacząco utrudnić życie Liverpoolowi w środę wieczorem.

O wyzwaniu, jakie stanowi mecz z Burnley…

Pracujemy wspólnie już wystarczająco długo, by mieć świadomość tego, jak specyficznym wyzwaniem są pojedynki z zespołami takimi jak Burnley. To naprawdę trudny teren do gry. Za mojej kadencji zawsze były to trudne spotkania. Nie rozmawiamy i nie myślimy za dużo o danym meczu, dopóki nie wejdziemy w etap przygotowań do danego spotkania. Oczywiście czasami pewne sprawy przebiegają podobnie, a czasami zupełnie inaczej. Musimy upewnić się, że jesteśmy w pełni gotowi. Wiedzieliśmy o tym jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Wiedzieliśmy, że musimy być gotowi do gry co trzy dni. Właśnie taka sytuacja ma miejsce w tym tygodniu.

To trudny teren. Wiem, jakie są ostatnie wyniki osiągane przez Burnley, ale kiedy dokonujesz analizy, to traktujesz to na chłodno – aktualną sytuację Burnley. Wydaje mi się, że od początku sezonu wszyscy wiedzieli, że ten okres będzie dla nich dużym wyzwaniem z uwagi na kwalifikację do Ligi Europy. To właściwie zabójczy turniej, jeżeli musisz przejść przez wszystkie etapy kwalifikacji do niego w trakcie okresu przedsezonowego i w pierwszych tygodniach ligowej kampanii. Najwyraźniej ich skład nie był w stanie sobie z tym poradzić, więc z oczywistych powodów początek sezonu w ich wykonaniu jest nieco niemrawy.

Obecnie w lidze, od kilku tygodni, pod względem swojej gry doszli już do odpowiedniego poziomu, co sprawia, że przed nami ponownie trudne wyzwanie tak jak w przypadku innych spotkań. Przed nami na horyzoncie nie widać żadnego łatwego spotkania.

O podobieństwach pomiędzy sytuacją Burnley, a jego sezonem w Mainz, kiedy po raz pierwszy wprowadził klub do rozgrywek europejskich w 2006 r.…

Przegraliśmy wtedy pierwsze pięć spotkań ligowych, więc nikt nie spodziewał się, że dobrze sobie poradzimy lub że przebrniemy przez kwalifikacje. Ostatecznie w pierwszej rundzie wyeliminowała nas Sevilla, która następnie wygrała Ligę Europy w tamtym sezonie. Graliśmy w czwartki, a potem w Bundeslidze czekały nas mecze w sobotę. Lądowaliśmy w Niemczech w piątek po południu, a następnego dnia już rozgrywaliśmy mecz ligowy.

To było dla nas wyzwanie – granie co dwa lub trzy dni na wczesnym etapie sezonu jest naprawdę, naprawdę trudne. W środku sezonu trzy mecze w tygodniu to także ciężka sprawa, ale jednak jest łatwiej sobie z tym poradzić. Na początku jednak nie możesz zbyt wiele trenować, ponieważ zawsze masz przed sobą ważny mecz do rozegrania. Nie można też mówić o normalnym okresie przygotowawczym. Rozgrywasz te mecze, grasz co trzy dni i podróżujesz po całym świecie. To po prostu duże wyzwanie. Sean Dyche jest wystarczająco doświadczony i wiedział o tym od samego początku. Mimo tego nadal chcieli się zmierzyć z tym wyzwaniem, ponieważ to coś ekscytującego. Przeżyli na arenie europejskiej mnóstwo cudownych chwil.

Mają mocny skład i wiem, że dobrze będą się spisywali w dalszej części sezonu. Jestem tego pewien. Zachowują spokój, ale jak na razie nie wywalczyli rezultatów, których oczekiwali na podstawie jakości swoich występów. My w tej chwili musimy zrobić wszystko, by początek dobrego okresu pod względem ich rezultatów zaczął się w weekend, a nie wcześniej.

O tym, czy emocje związane ze zwycięstwem w derbach Merseyside mogą mieć negatywnych wpływ na grę zespołu w spotkaniu z Burnley…

Oczywiście atmosfera w szatni po meczu była niesamowita. Czy jednak da się tym żyć nieustannie przez dwa lub trzy dni? Owszem, pozytywne odczucia związane z tym sezonem nadal są obecne. Czujemy, że jesteśmy w dobrej dyspozycji i musimy upewnić się, że ta sytuacja się utrzyma. Nie jesteśmy jednak dziećmi – absolutnie nie zarzucam tu nic dzieciom – i nie będziemy czegoś świętować przez pięć dni, by potem zorientować się, że wczoraj rozegraliśmy kolejny mecz.

To mecz z Burnley. Zupełnie inna para kaloszy. Wiemy o tym i nie wyjeżdżamy tam po raz pierwszy. Ostatnio graliśmy 1 stycznia i dla mnie, z perspektywy całego sezonu, był to chyba nasz mecz sezonu, ponieważ wygraliśmy po golu zdobytym w ostatnich minutach. Wcześniej rozegraliśmy mecz 30 grudnia, a 1 stycznia pojechaliśmy do Burnley, gdzie mecz rozpoczynał się o 15:00. Pogoda nie była zbyt przyjemna. To był naprawdę ciężki dzień, więc wygranie takiego spotkania dało nam naprawdę dużo, zwłaszcza w początkowej fazie drugiej części sezonu. Teraz, musimy być znów gotowi.

Z naszego punktu widzenia nie ma nic złego w zwycięstwie nad Evertonem w ostatniej minucie spotkania. Dlaczego zatem mielibyśmy mieć trudności ze zrozumieniem tego, że mecz z Burnley rozpoczyna się od stanu 0:0 i będziemy musieli walczyć przez kolejne 95 minut? Uważam, że oznaką braku szacunku dla rywala byłoby, gdybym poszedł do moich piłkarzy i powiedziałbym im coś innego. Oczywiste od zawsze było, że musimy być gotowi 38 razy w tym sezonie ligowym i tak wiele razy i tak często, jak to możliwe, w innych rozgrywkach.