Mecz z Burnley: 5 wniosków

W środowy wieczór piłkarzom Liverpoolu udało się odrobić jednobramkową stratę i pokonać Burnley 3:1, dzięki czemu w dalszym ciągu tracą tylko 2 punkty do lidera Premier League, Manchesteru City.

Na otwierającą wynik na Turf Moor bramkę Jacka Corka trafieniami odpowiedzieli James Milner, Roberto Firmino, który wszedł na boisko z ławki rezerwowych, oraz Xherdan Shaqiri. Dzięki temu wynikowi The Reds przedłużyli swoją passę bez przegranej do 15 spotkań.

Poniżej prezentujemy 5 najważniejszych aspektów wczorajszego meczu…

The Reds dowodzą swojej wartości

Kolejny mecz, kolejny rekord pobity przez drużynę Kloppa, mimo że na początku się na to nie zanosiło.

Pomimo utraty bramki w 54. minucie zawodnicy Liverpoolu zdołali odrobić stratę i zwyciężyć, dzięki czemu po 15 meczach zgromadzili 39 punktów, a jest to najlepszy wynik w historii drużyny.

Poprzednim rekordem po tej liczbie spotkań było 38 punktów, zdobyte przez The Reds z sezonu 1904/05, 1978/79 oraz 1990/91.

Keïta pod lupą

Jürgen Klopp dokonał aż 7 zmian w porównaniu z niedzielną meczem z Evertonem. Pomocnik Naby Keïta po raz piąty rozpoczął spotkanie w Premier League od pierwszej minuty i błyszczał na boisku.

W czasie trudnej pierwszej połowy spotkania był wyróżniającą się postacią w ekipie z Merseyside, pełen energii reprezentant Gwinei ciężko pracował po obu stronach boiska przez pełne 90 minut.

W defensywie miał najwięcej bloków i odzyskanych piłek (10) w całym zespole, miał też najwięcej strzałów (6) i celnych strzałów (4) w drużynie, a jego celność podań na poziomie 93,2% była najwyższa spośród wszystkich piłkarzy na boisku.

Milner ożywiający grę The Reds

Liverpool znalazł się w dość niecodziennej dla siebie sytuacji w tym sezonie, kiedy konieczne było odrobienie straty, zespół w czasie meczu przegrywał dopiero 2 raz w trwającej kampanii. Sygnał do ataku dał jednak James Milner, który wyrównał wynik w 62 minucie wymierzonym strzałem z 18 metrów.

Okazało się, że to był dobry omen. 32-latek nie przegrał żadnego z poprzednich 49 meczów ligowych, w których zdobył bramkę.

To już wcześniej był rekord Premier League, teraz przedłużony do 50 spotkań.

Jednak co ważniejsze, był to sygnał do ataku dla Liverpoolu na Turf Moor.

Świetne zmiany

To był pierwszy raz od września 2017 roku, kiedy w wyjściowej jedenastce nie pojawił się żaden z zawodników tercetu Mané, Salah Firmino. Ostatni dwaj pojawili się na boisku w połowie drugich 45-minut i z miejsca mieli duży wpływ na spotkanie.

W przypadku Firmino dosłownie z miejsca. Brazylijczyk wykorzystał fenomenalne podanie Virgila van Dijka i swoim pierwszym kontaktem z piłką w meczu skierował futbolówkę do bramki, dzięki czemu The Reds wyszli na prowadzenie.

Napastnik, podobnie jak Milner, śrubuje swój własny rekord: LFC nie przegrali żadnego z 23 wyjazdowych spotkań we wszystkich rozgrywkach, w których Firmino zdobył bramkę.

Z kolei Salah w ciągu 30 minut na murawie stworzył 3 okazje bramkowe, a także asystował przy golu Shaqiriego w doliczonym czasie gry.

Alisson najlepsze zostawia na koniec

Gospodarze oddali na bramkę Alissona 10 strzałów, przy 5 zmuszony był do interwencji, a ostatnia z nich była na tyle ważna, że mogła odmienić losy meczu.

Przy wyniku 2:1 gra była wyrównana, a golkiper zdołał obronić strzał Bena Mee w samo okienko bramki i rezultat pozostał niezmieniony.

Chwilę później Brazylijczyk wyrzucił piłkę prosto do Daniela Sturridge’a, który jednym zagraniem uwolnił Salaha, a ten z kolei dokładnym podaniem obsłużył Shaqiriego i padła bramka, która umocniła prowadzenie The Reds i w rezultacie dała drużynie komplet punktów.

Świetna robota.