Chelsea vs Liverpool - analiza

Liverpool zdołał pokonać Chelsea. Zwycięstwo okazało się być pierwszym ligowym triumfem pod wodzą nowego menadżera i można odnieść wrażenie, że mecz był idealny. Dobre nastroje po meczu pokazują jak bardzo było wyczekiwane to zwycięstwo. A jak idealnie zagrali piłkarze?

Pressing, wreszcie pressing


Piłkarze Liverpoolu zagrali idealne spotkanie jeśli mówimy o graniu blisko przeciwnika. Nie tylko atakowali zaraz po wejściu na swoją połowę, ale również skutecznie zatrzymywali akcje rywali na ich połowie. Bardzo dobrze też poruszaliśmy się na połowie przeciwnika, co powodowało przejęcia piłki blisko pola karnego.


To co można zauważyć, to pięciu naszych zawodników. Dwóch z przodu próbuje już przed polem karnym wywierać presje na obrońcach Chelsea. Trzech z tyłu ma proste zadanie. Pomóc im za moment. Efekt można zauważyć poniżej.


Krótko. Widzimy większą liczbę zawodników przyklejonych do rywali, przez co łatwiej odebrać piłkę. Każdy jest za kogoś odpowiedzialny a dwóch zawodników z pierwszej grafiki ma teraz inne zadanie. Czekać na piłkę i od razu atakować bramkę przeciwnika. Dzięki takiej przewadze liczebnej i nieustępliwości udało się strzelić pierwszą bramkę. Drugą zresztą też. Duża jednak zasługa w tym wszystkim Roberto Firmino, który rozegrał niemal perfekcyjne spotkanie.


Liverpool nie posiadał na boisku nominalnego napastnika. To oznaczało, że cała drużyna miała zarówno bronić jak i atakować. Roberto często wracał się po piłkę, rozgrywał ją, konstruował akcje i dyktował tempo gry. Nie miał problemu z wracaniem nawet na własną połowę, co zresztą widzimy na powyższej grafice.

Dominacja


Liverpool miał moment kryzysu w tym spotkaniu, jednak dobrze sobie z nim poradził. Bronienie i atakowanie jednocześnie całą drużyną jest wymagające i nie ma się co dziwić, że w drugiej połowie było zdecydowanie trudniej grać na połowie przeciwnika. Jednak mimo to właśnie Czerwoni potrafili oddać więcej strzałów, wymienić więcej podań i utrzymywać się przy piłce. To pozwoliło zdominować rywala.


Podania. Kluczowym było nie posiadanie piłki za wszelką cenę a właśnie rozgrywanie jej w taki sposób, aby kończyć akcję pod bramką przeciwnika, najlepiej strzałem. Możemy spodziewać się długiego holowania piłki przez podopiecznym Kloppa pod polem karnym i chociaż wydaje się to złym podejściem w rzeczywistości jest skuteczne. Chodzi o to aby znaleźć idealny moment na uderzenie. Dwukrotnie zrobił to Coutinho i dzięki temu udało się wyjść na prowadzenie. Ważne jest też to, że Liverpool zanotował tylko 70 podań niecelnych. Zależało przede wszystkim na szybkich akcjach z wykorzystaniem każdej możliwej strefy boiska.

Chelsea natomiast nie mogła zagrać defensywnie. Nie opłacało jej się to. Musiała się otworzyć. Podawała mniej, ale cel był taki sam. W dobrym momencie zadać cios. Przeczekanie nie wchodziło jednak w grę, bo to Liverpool miał prowadzenie. Inaczej wyglądałaby gra, gdyby nie gol w pierwszej połowie, który dał remis. The Blues musieli zagrać znowu ofensywnie i niestety im to nie wyszło. Mimo to ich defensywa zagrała znacznie gorzej. Łatwo to można zaobserwować po liczbie strzałów.


Wyraźna przewaga po stronie gości. Osiem strzałów więcej nie wzięło się z niczego. Liverpool chciał strzelać zawsze, niezależnie od wyniku. Sukces polegał na tym, że podopieczni Kloppa skuteczniej przejmowali piłki w kluczowych momentach akcji, przez co w destrukcji byli znacznie lepsi. Z każdą minutą Chelsea chciała agresywniej atakować a Liverpool skuteczniej odbierał piłkę.

Prostota czy chamstwo?


Jurgen posiada w swoim zespole obrońców, którzy potrafią grać twardo, ale również posiada pomocników, którzy wiedzą kiedy mają popełnić faul. No okej, Lucas jeszcze czasami nie do końca rozumie tę idee i szarpnie kogoś na siedemnastym metrze, ale generalnie jest dobrze. Can, Leiva czy Milner mogli dużo biegać i często przerywać akcje. Chcący lub niechcący faulowali i skutecznie odgradzali drogę do bramki. Szybko strzelona bramka spowodować mogła zmianę podejścia, ale nic z tych rzeczy.

The reds faulowali częściej. Chelsea otrzymała rzut wolny od arbitra aż 21 razy, przy czym Liverpool tylko osiem. Wniosek? Fauluj a zatrzymasz przeciwnika? Nie. Zatrzymaj przeciwnika chociażby faulem. Przy stracie pierwszej bramki zabrakło właśnie tego elementu. Większej odwagi i agresywności. Skrtel wolał się cofać zamiast zaatakować a Moreno był nie przed przeciwnikiem a za. Później już mogliśmy zobaczyć wylatującego w powietrze Williana, czy innych zawodników, którzy po prostu sobie nie radzili z taką grą.

Sakho show


Umówmy się. Trzymanie takiego zawodnika na ławce rezerwowych jest zbrodnią i powinno być karalne. Tym bardziej, jeśli nie masz kogoś przynajmniej na tym samym poziomie na boisku. Francuz zaliczył rewelacyjny występ nie tylko pod kątem statystyk, ale przede wszystkim idealnie wypełniał miejsce na boisku. Był pod własnym polem karnym gdy musiał bronić, jednak po przyjęciu piłki nie wykopywał jej bez celu. Szukał długim podaniem partnerów z boiska albo swobodnie rozgrywał piłkę z pobliskimi partnerami. Wygrał wszystkie powietrzne pojedynki oraz zanotował 91% celnych podań. To jest bardzo dobra statystyka zważywszy na to, że podawał często górą.


Możemy zwrócić uwagę na miejsce, w którym Sakho aktualnie jest, czyli na połowie przeciwnika, którego sekundę temu atakował. Taka gra mocno przeszkadzała wyprowadzać akcję rywalom. Wynik jest remisowy nie potrzeba było desperackich ataków. To był zamysł taktyczny. Sukcesem jest posiadanie takiego zawodnika w kadrze, jeszcze większym odpowiednie wykorzystanie takiego „potwora”. To się Kloppowi udaje od samego początku. Czas tylko pokaże, kiedy i czy w ogóle ujarzmi kolejnych swoich zawodników. Miejmy nadzieje, że to nie było tylko chwilowe zwycięstwo nad przeciwnikiem, który jest w strasznym dołku.

Autor: Gall Dodano: 02.11.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u