Analiza taktyczna meczu z Boltonem

Po męczarniach i upokorzeniu z Wolves okazja do rehabilitacji pojawiła się zaledwie trzy dni później. Na Anfield przyjeżdżał zaskakująco dobrze radzący sobie w obecnych rozgrywkach Bolton, nad którym dwa miesiące temu Liverpool odniósł jedyne jak do tej pory wyjazdowe zwycięstwo w lidze w tym sezonie.

W porównaniu z meczem z Wilkami Hodgson dokonał trzech zmian w wyjściowej jedenastce. Do składu w miejsce Gerrarda, Kyrgiakosa i Konchesky'ego wskoczyli Maxi, Agger oraz Aurelio. Menadżer gości, Owen Coyle, ustawił swój zespół w formację 4-4-1-1 z Kevinem Daviesem za plecami wysuniętego Elmandera.



Coyle nie wziął przykładu z McCarthy'ego i nie wykorzystał sprawdzonego sposobu na Liverpool. Zamiast grać wysoko cofnął swoją linię obrony. Zamiast grać wysokim pressingiem pozwolił na przetrzymywanie piłki pomocnikom the Reds. Wreszcie, zamiast wykorzystać do rozbijania ataków Liverpoolu podobnie jak trener Wolverhampton całą drużynę, cofnął jedynie Daviesa (biały) a Elmanderowi pozwolił wyczekiwać z przodu, aż piłkę odbiorą jego koledzy, przez co przegrał walkę w środku boiska.



Brak planu gry w defensywie Boltonu został w pełni wykorzystany przez Liverpool, który, zwłaszcza w drugiej połowie spotkania dominował na boisku i wyłącznie dzięki nieskuteczności swoich zawodników nie rozstrzygnął tego spotkania na swoją korzyść znacznie wcześniej.

I kura ma skrzydła jak orzeł, ale cóż z tego?

Liverpool z błędów Coyle'a skorzystał – dzięki słabemu pressingowi rywala akcje w meczu z Boltonem (góra) rozgrywał około 20 metrów dalej od własnej bramki niż w meczu z Wilkami (dół; na grafikach procentowe rozłożenie podań na poszczególne sektory boiska):



Co najważniejsze, gracze the Reds wykorzystywali do gry całą dostępną przestrzeń, łącznie z bocznymi sektorami na wysokości pola karnego Boltonu. Rozciągnięcie obrony przeciwnika, przy nienaturalnie dużych odległościach między jego formacjami umożliwiło nam z kolei swobodny dostęp do pola karnego rywala.

Idealny przykład zbytniego rozciągnięcia defensywy podopiecznych Coyle'a podziwiać mogliśmy na początku drugiej połowy, przy trafieniu Fernando. Mimo zasłużonych oklasków za wykonanie dla Gerrarda i Torresa zauważyć należy, iż cała akcja nie miałaby miejsca, gdyby nie Dirk Kuyt, który w jej trakcie nie miał nawet okazji do kontaktu z piłką. Właśnie obecność Holendra (u dołu ekranu) na prawym skrzydle zmusiła niedoświadczonego Alonso do opuszczenia swojej pozycji a tym samym stworzenia wolnej przestrzeni, momentalnie wykorzystanej przez Ngoga (czerwony):



Młody Francuz dzięki wspomnianym zbyt dużym odległościom między liniami Boltonu (spóźniony Muamba) nie miał problemów ze zgraniem piłki do Gerrarda, jednocześnie absorbując uwagę Knighta i pozostawiając Torresa (również dzięki niezainteresowanemu asekuracją kolegów Markowi Daviesowi) 1 na 1 z Cahillem,



dzięki czemu, mimo że w początkowej fazie ustawienie napastników Liverpoolu niczym się nie różniło od tego z meczu z Wolves, w prosty sposób możliwe stało się stworzenie Torresowi dogodnej sytuacji do zdobycia bramki bez konieczności walki na łokcie z obrońcami rywala.

Zbyt duże odległości między formacjami Boltonu były zresztą wykorzystywane przez graczy Liverpoolu raz za razem – w tej sytuacji znowu Ngog mając mnóstwo czasu na przyjęcie piłki i obrócenie się:



nie miał problemu z odwróceniem się i podaniem do któregoś z partnerów, mając do wyboru Maxiego (żółty), Torresa (niebieski), bądź wbiegającego w drugie tempo Gerrarda (fioletowy):



Wreszcie też Hodgson zdecydował się na ofensywne ustawienie bocznych obrońców. Do tej pory grający bardzo asekuracyjnie pod tym względem trener Liverpoolu, będąc pod presją zaryzykował. Grając tym systemem należy się liczyć z faktem, iż przy wypadach do przodu Aurelio bądź Johnsona, ewentualna strata piłki (jak po akcji Cole'a z 84. minuty) będzie ekstremalnie niebezpieczna. Jednak porównując wykres podań Fabio Aurelio przeciwko Boltonowi (góra) i Paula Konchesky'ego przeciwko Wolves (dół):



oraz miejsca na boisku, gdzie w obu tych meczach o piłkę walczył Johnson:



nasuwa się jedno pytanie – dlaczego Liverpool walczy o zwycięstwo wtedy, kiedy punktów potrzebuje Hodgson a nie wtedy, kiedy punktów potrzebuje Liverpool?

Autor: DWT-Adas Dodano: 14.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON