Analiza taktyczna meczu z Chelsea

„Nie spodziewaliśmy się takiego ustawienia i rywale na tym skorzystali” - Fernando Torres w pomeczowym wywiadzie powiedział wprost, że nikt w Chelsea nawet nie brał pod uwagę, że ustawienie Liverpoolu z meczu ze Stoke City zostanie użyte również przeciwko nim.

Carlo Ancelotti miał przed meczem dość własnych problemów. Na boisku musiał znaleźć miejsce dla swoich największych gwiazd, w tym będącego ostatnio w słabszej dyspozycji Drogby i kupionego za olbrzymie pieniądze Torresa. Podobnie jak Dalglish zdecydował się na grę diamentem w środku, sadzając na ławce Maloudę, ale w przeciwieństwie do Liverpoolu w defensywie wystawił standardowy blok czterech obrońców.



Pass&stop

Problemem Chelsea, poza doskonale zorganizowanym przeciwnikiem, było w tym meczu słabe zrozumienie między zawodnikami, którzy często niepotrzebnie dublowali swoje pozycje. Głównym winowajcą tego stanu rzeczy był Anelka, który miał być łącznikiem między pomocą a atakiem. Francuz zbyt często i zbyt głęboko wracał się po piłkę:



przez co pomocnicy zespołu ze Stamford Bridge jeśli chcieli zagrać do przodu zmuszeni byli do długich i ryzykownych podań do napastników, które często kończyły się stratami. Zajmując pozycję tuż obok Lamparda (niebieski) nie oferował żadnych dodatkowych możliwości rozegrania piłki a jedynie ułatwiał krycie zawodnikom Liverpoolu.



Kiedy w końcu udawało się graczom Chelsea przenieść akcję do przodu, stawali przed problemem, którego wszyscy kibice zespołu z Londynu po transferze Torresa się obawiali. Style gry Hiszpana i Drogby są zbyt podobne – czekając na podanie ustawiają się w tym samym sektorze boiska. W niedzielę, grając wyjątkowo pasywnie i nie wymuszając podań ruchem do przodu zmuszali partnerów z drużyny do gry do boku lub do tyłu.



Brak ruchu był problemem nie tylko Torresa i Drogby, ale całej drużyny Chelsea. Brak odpowiedniej siły na skrzydłach oznaczał dla nich konieczność gry przez środek, na co Liverpool grający trójką środkowych obrońców był przygotowany. Statyczna gra podopiecznych Ancelottiego tylko ułatwiała zadanie Carragherowi i spółce:



umożliwiając też odpowiednie ustawienie pomocnikom the Reds, którzy nie musieli martwić się o wbiegających za ich plecy zawodnikom Chelsea, dzięki czemu bez większych problemów byli w stanie odciąć ich napastników od podań.



W konsekwencji gracze Liverpoolu zaliczyli w tym meczu 26 przechwytów – prawie dwa razy więcej niż zawodnicy the Blues.



Najskuteczniejszą odpowiedzią na takie ustawienie Liverpoolu byłoby szybkie przestawienie się na grę trójką z przodu – tercet Drogby z Maloudą i Anelką bądź Kalou po bokach dobrze się spisywał już od kilku sezonów. Ancelotti takim ustawieniem mógł w prosty sposób rozciągnąć szyk trójki obrońców Liverpoolu i wykorzystać częstą nieobecność na własnej połowie Johnsona i Kelly'ego. Włoch zareagował jednak zbyt późno – kiedy Malouda pojawił się na boisku w miejsce Mikela było już 1:0 a skrzydłowi the Reds mogli skupić się na grze w obronie nie ryzykując ofensywnych wypadów – po bramce Meirelesa Johnson wraz z Kellym grali cofnięci, przez 25 minut gry podając piłkę łącznie 9 razy.

Pass&move

Zanim skupili się na obronie, cofnięci skrzydłowi Liverpoolu atakowali jednak wyjątkowo wysoko, a co najważniejsze, w przeciwieństwie do meczu ze Stoke, ograniczyli zejścia do środka do minimum. Ashley Cole i Jose Bosingwa przechodząc do ataku natychmiast atakowani byli przez odpowiednio Kelly'ego i Johnsona, w związku z czym mieli mało miejsca na rozpędzenie się, minięcie rywala i dośrodkowanie. Grająca dwójką środkowych obrońców Chelsea nie mogła sobie na to pozwolić – ich środkowi obrońcy potrzebowali asekuracji bocznych, dzięki czemu podczas ataków pozycyjnych środkowi pomocnicy Liverpoolu nie mieli problemów z rozegraniem akcji na skrzydło.



Mimo dobrej gry w ataku bolączką Liverpoolu w dalszym ciągu pozostają prostopadłe podania. Ustawiając Gerrarda nieco bardziej z tyłu niż robił to Benitez, Dalglish wykorzystuje instynkt, potencjał strzelecki i umiejętności techniczne Meirelesa. Kiedy jednak na skutek złego ustawienia obrony przeciwnika nadarza się okazja szybkiego wykorzystania błędu przeciwnika zarówno Portugalczyk:



jak i Kuyt:



decydują się na bezpieczne podanie do boku, spowalniające akcję i dające przeciwnikowi czas na ponowne ustawienie formacji.

Kenny „the Dinosaur” Dalglish

Tym co pozwoliło Liverpoolowi cieszyć się z trzech punktów wywiezionych ze Stamford Bridge była przede wszystkim dyscyplina taktyczna. Przedsezonowi przeciwnicy zatrudnienia Dalglisha argumentujący swoje wypowiedzi twierdzeniem, że zbyt długi rozbrat Szkota z futbolem uniemożliwia mu skuteczny powrót nie wzięli jednak pod uwagi innego scenariusza. Jak się okazuje, na menadżerów próbujących grać różnymi wariacjami systemu 4-4-2, „pradawne taktyki” Dalglisha to najskuteczniejsza broń.

Autor: DWT-Adas Dodano: 10.02.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u