Analiza taktyczna meczów z WBA i MCFC

Liverpool pod wodzą Kenny'ego Dalglisha jest najbardziej nieprzewidywalną drużyną ligi. The Reds zaskakująco słabe wyniki z drużynami z dołu tabeli przeplatają z nadspodziewanie dobrymi wynikami w meczach z zespołami z czołówki.

W jednej kolejce Liverpool potrafi oddać punkty ostatniemu w tabeli West Hamowi aby w następnej nie dać dojść do głosu liderowi Premier League. Po porażce na wyjeździe z West Bromwich Albion nastroje wśród kibiców w obliczu starcia z Manchesterem City nie były zbyt optymistyczne a tymczasem już po pierwszej połowie jasne było, że trzy punkty zostaną na Anfield.

Liverpool kontynuuje serię meczów bez porażki na własnym boisku, ale to nie magia Anfield jest najistotniejszym czynnikiem decydującym, czy czerwoni grają koncertowo, jak w meczu z City, czy jak w meczu z WBA z trudem wypracowują jakiekolwiek sytuacje strzeleckie. Choć zabrzmi to trywialnie, kluczem jest przestrzeń do gry.

Mecz z West Bromwich był doskonałą okazją aby przekonać się, że choć pomysły Roya Hodgsona w Liverpoolu się nie sprawdzały, to przeciwko Liverpoolowi działają znakomicie i gdyby nie niesamowity tego dnia Pepe Reina, spotkanie to zostałoby rozstrzygnięte znacznie wcześniej.



Jak niebezpieczny jest Luis Suarez przekonali się jakiś czas temu gracze Manchesteru United. Jak niebezpieczny jest Andy Carroll w poniedziałkowy wieczór na własnej skórze odczuli podopieczni Roberto Manciniego. Jak bezproduktywni mogą być obaj napastnicy w duecie gdy nie mają odpowiedniego wsparcia, przekonali się na początku kwietnia kibice na The Hawthorns. Obrońcy WBA, aby zminimalizować zagrożenie ze strony Carrolla zostali ustawieni dość wysoko, co teoretycznie jest wymarzoną sytuacją dla szybkiego Suareza, który z łatwością może urwać się obrońcom i popędzić do prostopadłego podania.



Tyle tylko, że pod nieobecność Stevena Gerrarrda, jedynym zawodnikiem w kadrze Liverpoolu, który taką piłkę potrafi dokładnie dograć jest... Luis Suarez. Brak kreatywnego pomocnika operującego między poszczególnymi formacjami przeciwnika był w tym meczu aż nadto widoczny:



Słabszy dzień mieli również defensywni pomocnicy Liverpoolu (żółci). Nie dość, że rzadko angażowali się oni w ataki the Reds to jeszcze zostawiali zbyt dużo miejsca atakującym WBA, którzy z łatwością przechodzili naszą drugą linię:







Jednak prawdziwym ciosem dla ofensywnej gry the Reds okazały się kontuzje Johnsona oraz Aggera. Kolejny raz brak jakiegokolwiek wsparcia w ofensywie od bocznych obrońców oznaczał, że Liverpool musi liczyć na długie wykopy Carraghera a Andy Carroll na dokładnych dośrodkowań mógł się doczekać wyłącznie po stałych fragmentach gry:




W drugiej połowie Dalglish zaryzykował bardziej ofensywną taktykę najpierw przesuwając do przodu Meirelesa:



a później na lewą stronę Suareza:

Podania i odbiory Suareza z meczu z WBA
Góra – pierwsza połowa; dół - druga
Z lewej – podania; z prawej – odbiory


jednak nie zmieniło to stylu gry Liverpoolu, który w dalszym ciągu długimi piłkami od obrońców szukał Carrolla. Cały czas to drużyna gospodarzy kontrolowała mecz. Sklecona naprędce linia obrony nie była w stanie powstrzymać Odemwingiego i spółki, którzy w sumie oddali na bramkę Reiny 19 strzałów. Słabszy dzień Kyrgiakosa (bordowy), popełniającego szkolne błędy w ustawieniu, oraz Lucasa i Spearinga, którzy zbyt dużo miejsca zostawiali rozgrywającym WBA:


spowodował, że z The Hawthorns gracze Liverpoolu wyjechali z pustymi rękoma.


Roberto Mancini miał od Roya Hodgsona zadanie nieco trudniejsze. Trzon drużyny Liverpoolu pozostał ten sam, ale tym razem w zespole Dalglisha wystąpili boczni obrońcy z prawdziwego zdarzenia.



Włoski menadżer, który nie posiada 36-letniego doświadczenia trenerskiego, popełnił błąd katastrofalny w skutkach dla drużyny z Manchesteru – zostawił graczom Liverpoolu zbyt dużo miejsca. Mimo że boisko na Anfield jest od tego na The Hawthorns 6 metrów węższe i 14 metrów krótsze, to na rozegranie piłki przestrzeni było zdecydowanie więcej. Napastnicy i skrzydłowi City zorientowani byli wyłącznie na atak, a gdy piłkę miał Liverpool, z rzadka zainteresowani byli jakimkolwiek pressingiem.



Sporadyczne ataki Manchesteru były niegroźne dla obrony Liverpoolu. Statyczna gra ich ofensywy po zejściu Teveza ułatwiała graczom Liverpoolu odbiór piłki zanim powstało jakiekolwiek poważne zagrożenie pod bramką Reiny.



Kontuzja kapitana the Citizens i wejście Balotelliego sprawiły, że w ataku drużyny Manciniego grało dwóch napastników o bardzo podobnym stylu gry. W przeciwieństwie do Liverpoolu, gdzie Carroll przez cały mecz „wyciągał” któregoś ze środkowych obrońców, robiąc tym samym miejsce Suarezowi, obaj napastnicy z Manchesteru (z prawej) grali jakby nie zdawali sobie sprawy z obecności kolegi na boisku.



W grze obronnej Manchesteru również brakło jakiejkolwiek organizacji. Ich linia obrony była ustawiona zbyt głęboko, a sami obrońcy grali zbyt pasywnie, swoją uwagę skupiając tylko na Carrollu. W połączeniu z brakiem wsparcia defensywnych pomocników, Luis Suarez miał przez prawie całą pierwszą połowę ogrom miejsca na rozegranie piłki a dzięki dobrej pracy bocznych obrońców, wreszcie mógł podawać nie tylko do środka, ale również rozciągać akcje na skrzydła.



Fatalna gra defensywy City widoczna była zwłaszcza, kiedy Liverpool wyprowadzał szybki atak. Poza środkowymi obrońcami, Kompanym i Lescottem, nikt w drużynie gości nie wiedział kogo ma kryć, co doprowadzało do komicznych sytuacji jak przed drugą bramką dla Liverpoolu, gdzie Raul Meireles, dzięki drobnej pomocy Carrolla, odciągającego bocznego obrońcę, mógł nie niepokojony przez nikogo przebiec pół boiska a defensywa zespołu Manciniego zwróciła na niego uwagę dopiero jak wpadał z piłką w pole karne Harta.







Na reakcję ze strony włoskiego menadżera czekać trzeba było do przerwy, kiedy to mecz był już w zasadzie rozstrzygnięty. Dopiero w drugiej połowie można było dostrzec jakiekolwiek próby rozpracowania defensywy the Reds przez napastników City:



jednak fatalna pierwsza połowa w wykonaniu Manchesteru przesądziła o losach spotkania.

Gracze Liverpoolu zaprezentowali się o niebo lepiej od zawodników City, ale trzeba przyznać, że ci drudzy niewiele robili, żeby drużynie gospodarzy przeszkodzić w rozegraniu akcji, a gdyby nie jednakowe, błękitne koszulki ciężko byłoby się domyślić, że kiedykolwiek w ogóle mieli okazję razem trenować. W pomocy i ataku the Reds szaleli ci sami zawodnicy, którzy z trudem radzili sobie z przeniesieniem akcji pod pole karne West Bromwich.

Liverpool doskonale sobie radzi z zespołami, które nastawiają się na otwartą grę, kiedy jednak przychodzi do ataku na defensywnie usposobionego rywala, który nie zostawia miejsca na rozegranie akcji, pojawia się problem. Możliwych rozwiązań tego problemu jest kilka. Na nasze szczęście nazwiska tych rozwiązań od dawna znajdują się w notesie Damiena Comolliego.

Autor: DWT-Adas Dodano: 14.04.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u