Analiza taktyczna meczów z Birmingham i Newcastle

Dwa mecze, sześć punktów, osiem zdobytych bramek i zero straconych. Takiego Liverpoolu nie oglądaliśmy już dawno. Pod wodzą Dalglisha Anfield odzyskuje swoją magię.

Pass&move

Alex McLeish zdawał sobie sprawę z tego, jak trudne zadanie czeka jego zespół. Jego plan na mecz był prosty – zagęścić środek pola i uniemożliwić Liverpoolowi szybkie rozgrywanie piłki.



Linia obrony Birmingham miała grać cofnięta a cały zespół wąsko, co przy braku skrzydłowych w Liverpoolu, niedoświadczonych bocznych obrońcach, Robinsonie i Flanaganie, oraz nieustannym kontrolowaniu odległości między poszczególnymi formacjami w swoim zespole, teoretycznie miało szanse powodzenia. Jedyne, co pozostało to odpowiednio przygotować drużynę pod względem przekazywania krycia. I ten element w zespole McLeisha zawiódł.

Obrońcy Birmingham nie radzili sobie z pozostającymi w ciągłym ruchu atakującymi Liverpoolu. Środkowy obrońca Johnson zdecydowanie zbyt często opuszczał swoją pozycję aby pilnować Suareza (czerwony), robiąc tym samym miejsce dla wbiegającego Kuyta (niebieski). Jeśli dodać do tego prawego pomocnika Meirelesa (żółty) schodzącego na lewą stronę i Maxiego (czarny), który w ataku przeistaczał się w środkowego napastnika, gracze z St Andrew's mieli olbrzymi problem chcąc utrzymać linię spalonego.



Bohater spotkania, Rodriguez, wystawiony przez Dalglisha na lewej stronie pomocy, skrzydłowego nawet nie próbował udawać. Nawet jeśli w defensywie wspomagał młodego Robinsona, to kiedy Liverpool atakował, Argentyńczyk natychmiast zbiegał do środka i szukał sobie miejsca na oddanie strzału.



Liverpool bardzo rzadko atakował lewym skrzydłem z prostej przyczyny - nie było takiej potrzeby. Grający po przeciwnej stronie boiska Ridgewell grał fatalny mecz i w całym spotkaniu nie zanotował choćby jednej próby odbioru piłki. Luis Suarez z zaproszenia chętnie skorzystał, kompletnie odpuszczając walkę z Carrem, ale też cały czas naciskając i zmuszając do kolejnych błędów lewego obrońcę Birmingham.


Odbiory i podania Suareza w meczu z Birmingham



Po szybko straconej bramce podopieczni McLeisha musieli zaatakować, jednak gdy próbowali wyjść wyżej żeby rozegrać atak pozycyjny, Liverpool natychmiast posyłał piłkę za linię obrony Birmingham. Dwa momenty dekoncentracji, nie utrzymana linia spalonego i szybkość Suareza zdecydowały, że trzy punkty zostaną na Anfield.






Tydzień później na Anfield przyjechało Newcastle. Alan Pardew w przeciwieństwie do McLeisha przygotował swoją drużynę nie tylko na obronę 0:0. Mocna lewa strona zespołu z Tyneside z Enrique i Gutierrezem mająca naprzeciwko siebie Flanagana oraz niezbyt chętnie walczącego o piłkę Meirelesa (1 udany odbiór w pierwszej połowie) pozwalała na nieco bardziej ofensywne ustawienie niż w przypadku Birmingham.



Pardew nakazał swoim zawodnikom atakowanie tą właśnie stroną. Większość piłek od Krula kierowanych było w ten sektor boiska, gdzie dodatkowo ze środka ataku schodził dobrze grający głową Ameobi.



W konsekwencji gracze Newcastle raz po raz dośrodkowywali piłkę w pole karne Liverpoolu, jednak Skrtel z Carragherem dobrze sobie radzili z ich obroną.


Dośrodkowania Newcastle:
góra – podania niecelne;
dół – podania celne.



Dalglish widział jakie zagrożenie stwarzają Gutierrez i Enrique, dlatego w przerwie zdecydował się na ryzykowny manewr - na prawą stronę obrony wrócił Johnson a debiut na lewej zaliczył Flanagan. Reprezentant Anglii przy wsparciu Lucasa opanował sytuację. Gracze Liverpoolu wygrywali większość starć o piłkę i mimo że Sroki uparcie atakowały tą stroną boiska, to nie uzyskały żadnego wymiernego efektu.


Walka o piłkę i podania Newcastle:
góra – starcia o piłkę;
niebieskie – starcia wygrane; czerwone – przegrane;
dół – procentowy rozkład podań na poszczególne sektory boiska.



Newcastle w meczu z Liverpoolem zagrało dużo solidniej w obronie niż Birmingham, w związku z czym zespół Dalglisha miał nieco więcej problemów z rozmontowaniem obrony rywala. Z pewnością pomogła w tym nieco szczęśliwie strzelona bramka już w pierwszym kwadransie, ale faktem jest, że gospodarze skutecznie odparli wszelkie argumenty gości, pozwalając im na oddanie zaledwie jednego celnego strzału w meczu. Gracze Newcastle argumentów Liverpoolu odeprzeć nie zdołali, nie poradzili sobie z mobilnością podopiecznych Dalglisha i wysokim tempem gry, przez co ponieśli zasłużoną porażkę. Liverpool nie zagrał wybitnego spotkania, ale prostymi środkami osiągnął cel, jakim były trzy punkty.

Autor: DWT-Adas Dodano: 04.05.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u