Analiza taktyczna meczu z Arsenalem

Upragnione zwycięstwo na the Emirates nie przyszło łatwo. Po 70 minutach impasu i wzajemnego wybijania sobie argumentów, chwila niepoczytalności Frimponga zdecydowała, że 3 punkty trafią na Anfield.

Wyjazdowe potyczki z Arsenalem nigdy do łatwych nie należały. Choć spodziewano się, że przez problemy z kondycją Suareza miejsce w ataku obok Carrolla zajmie Kuyt, Kenny Dalglish postanowił zastosować wariant bezpieczny i zagrać piątką w pomocy, zagęszczając tym samym środek pola i utrudniając Kanonierom szybkie rozgrywanie piłki po ziemi.



Liverpool przez większość spotkania miał delikatną przewagę. W środku pola Lucas z Adamem nie dawali dojść do głosu pomocnikom Arsenalu, w sumie aż 24 razy odbierając im piłkę. Choć sprowadzony z Blackpool rozgrywający zagrał kolejny niezły mecz w czerwonej koszulce, znacznie ograniczył zasięg swoich podań w porównaniu z poprzednim sezonem. Jego znak firmowy – kilkudziesięciometrowe przerzuty do wybiegających na wolne pole skrzydłowych zastąpiony został próbami zaskoczenia Szczęsnego strzałami z własnej połowy.


Podania Adama z Arsenalem:
góra – w Blackpool, dół – w Liverpoolu.



Zachowawcza postawa Adama, która wyeliminowała z akcji Liverpoolu element zaskoczenia, dobrze obrazuje założenia Dalglisha na ten mecz: nie tracić piłki, grać cierpliwie, nie spieszyć się. Jak popełnią błąd – wykorzystać.

Dobra postawa bocznych obrońców również ułatwiła Liverpoolowi rozgrywanie piłki na połowie rywala, zapewniając odpowiednią szerokość gry i umożliwiając Kuytowi i Downingowi zejścia do środka. Kelly i Enrique wyłączyli z gry skrzydłowych Arsenalu, osamotniony van Persie był natomiast całkowicie bezradny – z jego trzech strzałów w meczu dwa zostały zablokowane a jeden miał miejsce po faulu Arshavina na Kellym.


Podania Walcotta w pierwszej połowie.



Zarówno Hiszpan jak i młody Anglik z chęcią podłączali się do ataków, częściej podajac piłkę na połowie Arsenalu niż na swojej. Schody zaczynały się jednak w okolicy pola karnego przeciwnika – z siedmiu dośrodkowań wykonanych przez bocznych obrońców Liverpoolu celne było zaledwie jedno.


Procentowy rozkład podań Kelly'ego i Enrique na poszczególne sektory boiska.



Liverpool choć atakował częściej i groźniej niż rywale, miał problemy z wykorzystaniem przewagi i złamaniem dobrze zorganizowanej obrony zespołu Wengera. Kluczowy w taktyce Francuza był Emmanuel Frimpong - młody Ghanijczyk (żółty) znakomicie łatał dziury między formacjami Arsenalu i dobrze asekurował swoich obrońców nie pozwalając na zbytnie rozciągnięcie szyków.




Gdy Frimponga zabrakło po tym jak w 70. minucie obejrzał drugą żółtą kartkę, obaj trenerzy zareagowali błyskawicznie. Wenger przesunął Nasriego na skrzydło próbując zabezpieczyć środek przez wprowadzenie na boisko młodego Lansbury'ego. Dalglish natomiast wiedząc, że na boisku będzie od tego momentu więcej miejsca wpuścił Suareza i Meirelesa - dwóch światowej klasy ekspertów od wykorzystywania wolnej przestrzeni między formacjami rywala.



Niezdyscyplinowanie kosztowało Arsenal stratę cennych punktów w meczu z bezpośrednim rywalem do Top 4. Brak asekuracji dla obrońców po zejściu defensywnego pomocnika doprowadził do straty dwóch bramek i pierwsza w historii wygrana Liverpoolu na the Emirates stała się faktem.

Liverpool wciąż daleki jest od pełni formy. Brak zrozumienia między Lucasem i Adamem dwukrotnie doprowadził do niebezpiecznych sytuacji pod bramką Reiny (rajdy Nasriego i Vermaelena). W przypadku braku Gerrarda i Suareza razi nasza nieporadność pod bramką rywala. Z drugiej strony jednak, jedna z najskuteczniejszych formacji ofensywnych w lidze nie zdołała w sobotę skonstruować ani jednego ataku, który na poważnie zagroziłby bramce Reiny. A to jest już odpowiedni punkt wyjścia do walki o wysoką pozycję w tabeli na koniec sezonu.

Autor: DWT-Adas Dodano: 24.08.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u