Analiza taktyczna meczu z Boltonem

Okazałe zwycięstwo Liverpoolu nad Boltonem ucieszyło każdego sympatyka the Reds. Choć Kłusacy pokazywali się ostatnio z niezłej strony, Kenny Dalglish potrafił wybić im z rąk wszystkie atuty, pozwalając odejść w zapomnienie przedmeczowemu zaniepokojeniu.

Bolton dobrze się prezentował w ostatnim czasie, wygrywając wysoko z QPR oraz psując sporo krwi sympatykom the Citizens, jednak przed tą potyczką sztab Liverpoolu miał już przygotowanych trochę materiałów, które pozwoliły na rozpracowanie i wypunktowanie rywala.



Wybić rywalowi jego atuty

Każdy, kto ogląda Premiership nie od wczoraj, na myśl o Boltonie ma przed oczami widok Kevina Daviesa rozpychającego się łokciami przy wyskoku do piłek zagrywanych z rzutów rożnych i wolnych oraz dograń od skrzydłowych. Wiedząc o tym zagrożeniu, Kenny Dalglish nakazał swoim podopiecznym unikać tych sytuacji jak ognia: większy pressing i dobrze działająca asekuracja wymuszały od piłkarzy Boltonu, zamiast rozegrania piłki na skrzydła, częstsze jej cofanie do obrony.


Rozkład podań Boltonu na poszczególne sektory boiska, na górze - z Liverpoolem, na dole - z Manchesterem City



The Reds wystrzegali się także jak ognia fauli na własnej połowie boiska, mając w pamięci Daviesa pokonującego Harta po jednym z takich zagrań: tym razem różnica jest nawet bardziej zauważalna.


Rzuty wolne Boltonu, na górze - z Liverpoolem, na dole - z Manchesterem City



Ten efekt osiągnęliśmy przede wszystkim dzięki pracy skupionej, odpowiednio wysoko grającej, defensywy oraz mającemu swój dzień i czyszczącemu niemal wszystko na przedpolu Lucasowi.


Gra defensywna Lucasa - na niebiesko, odbiory udane, na czerwono - odbiory nieudane, na żółto - przechwyty



Oraz wykorzystać jego słabości

Archaizmem, rzadko dziś spotykanym, jest obrona typu "każdy kryje swojego" - o ile w przypadku stałych fragmentów gry to się jeszcze sprawdza i w zasadzie gros zespołów broni się w ten sposób, o tyle taka obrona w trakcie gry przysparza samych kłopotów, jeśli trzeba stanąć naprzeciw szybkim i zwinnym piłkarzom, jak Suarez i Downing, o czym podopieczni Owena Coyle'a mieli okazję się przekonać niejednokrotnie.


Rozciąganie defensywy Boltonu: żółty Stewart Downing, niebieski Luis Suarez, czerwony Gary Cahill, brązowy Gretar Steinsson




Rozciąganie defensywy Boltonu: czerwony Stewart Downing, niebieski Luis Suarez



W drugiej połowie Bolton zrezygnował z tego podejścia i zaczął bronić strefami, co znów wykorzystywał Suarez, grając bliżej wolniejszego Zaka Knighta - mógł to wykorzystać już w pierwszej minucie drugiej połowy, gdy obrońca Kłusaków musiał ratować się łapaniem Urugwajczyka za kostki w polu karnym.

Mając wciąż wszystko pod kontrolą

Ponieważ defensywa Boltonu swojej gry nie była w stanie przenieść na wyższy poziom, Owen Coyle swoich sił szukał z przodu. Widząc nieporadność Daviesa oraz niską skuteczność wrzutek Eagelsa, zmienił tę parę na Tuncaya oraz Pratleya - ten pierwszy groźnie dogrywał do Petrowa w jedynej sytuacji bramkowej Boltonu, jednak zagrożenie wyniknęło głównie z chwili dekoncentracji Carraghera - skuteczność skrzydłowych oraz napastników Boltonu nie była na wyższym poziomie - skrzydłowi nie byli w stanie znaleźć się na pozycji pozwalającej na groźne dośrodkowanie...


Słaba gra skrzydłowych Boltonu, na górze: Tuncay Sanli, na dole: Chris Eagles



a napastnicy nie potrafili odnaleźć swojej pozycji na boisku, będąc bądź z dala od piłki, bądź z dala od bramki.


Podania napastników Boltonu, na górze: Darren Pratley, na dole: Kevin Davies



Słaba gra skrzydłowych Boltonu to oczywiście pokaz dobrej gry bocznych obrońców Liverpoolu: o ile Jose Enrique pokazał się już z dobrej strony w poprzednich meczach, o tyle postawa Skrtela na nietypowej pozycji może budzić zachwyt przeplatany ze zdziwieniem. Słowak dobry występ podsumował bramką - jakaż to odmiana wobec jego poprzednich występów, gdy łatał dziury na tej pozycji, z których najbardziej zapadł w pamięć z pewnością przegrany mecz z M'Boro - który bardzo utrudnił walkę Liverpoolu o mistrzostwo Premiership w sezonie 08/09.

Drużyna the Reds dociera się. Współpraca Lucasa z Adamem w środku pola wyglądała tym razem znacznie lepiej, a w odwodzie pozostaje jeszcze Steven Gerrard. W najbliższym czasie do składu powinien wrócić także Glen Johnson, przerwa reprezentacyjna przychodzi więc w dobrym momencie, pozwalając trenerom Liverpoolu w stonowany sposób wprowadzić pewną reorganizację w defensywie, w której, poza czarnoskórym Anglikiem na prawym boku, mamy teraz także kilka ciekawych wariantów w jej sercu - stabilna gra Aggera oraz wyśmienita Skrtela, a także spodziewane przybycie Sebastiana Coatesa, zdobywcy wyróżnienia dla najlepszego młodego zawodnika mistrzostw Ameryki Południowej, to na pewno coś, przez co wychowanek Liverpoolu, Jamie Carragher, odczuwa dreszcze w związku z rozważaniami o jego kolejnych występach w czerwonym trykocie - a zespołowi może to wyjść tylko na dobre. Walka o wysokie pozycje po raz pierwszy od trzech lat maluje się w naprawdę jasnych barwach.

Autor: yooz Dodano: 28.08.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u