Analiza taktyczna meczu ze Stoke

Stoke City Tony'ego Pulisa po awansie do Premier League dość szybko wyrobiło sobie opinię zespołu, który wyżej ceni wynik niż atrakcyjność widowiska. Mecz z Liverpoolem pokazał, że mimo tragicznej formy wyjazdowej, na własnym boisku napsują krwi jeszcze niejednemu faworytowi.

Jak pokonać Liverpool – poradnik w pięciu krokach według Tony'ego Pulisa.

1. Cofnij się i graj wąsko.

Nie jest tajemnicą, że taktyka Stoke nie należy do najbardziej wyszukanych, jednak biorąc pod uwagę jakość kadry zespołu z Britannia Stadium, jest jedną z najbardziej efektywnych. Teoretycznie w wyjściowej jedenastce Garncarzy znalazło się miejsce dla napastnika i kilku ofensywnie nastawionych pomocników, w praktyce jednak częściej stanowili oni pierwszą linię obrony niż stwarzali zagrożenie pod bramką Reiny.



Choć przez większą część spotkania Liverpool nie miał problemów z zamknięciem przeciwnika w jego własnym polu karnym, podopieczni Dalglisha nie potrafili umieścić piłki w bramce Begovicia. Kontuzje Johnsona i Kelly'ego wymusiły występ na prawej obronie Martina Skrtela, który w sobotę był dużo mniej aktywny niż w meczu z Boltonem – w sytuacjach, kiedy aż prosiło się o rozciągnięcie gry Liverpool uparcie atakował środkiem, co często kończyło się blokiem lub stratą.



Wybierając się na Britannia Stadium nie można spodziewać się, że Tony Pulis postanowi w inny sposób zabezpieczyć się przed utratą bramki. Brak prawego skrzydła w Liverpoolu nie pozwalał na szeroką grę i tym samym rozciągnięcie formacji obronnej rywala. Dopiero zamiana pozycji Stewarta Downinga z Hendersonem na początku drugiej połowy zmusiła Wilsona i Etheringtona do zwiększenia czujności, jednak przy minimalnym wsparciu Skrtela czerwonym udało się jedynie trzykrotnie w całym meczu celnie dośrodkować z tej strony boiska.

2. Korzystaj z niedokładności i gapiostwa przeciwnika.

Gdy w końcówce meczu z Boltonem Jamie Carragher sprezentował gola przyjezdnym, mecz był już dawno rozstrzygnięty. Tym razem zasłużonemu obrońcy już się nie upiekło, jednak jego próba powstrzymania Waltersa to tylko wierzchołek góry lodowej. Liverpool raz za razem oddawał piłkę przeciwnikowi, w prostych sytuacjach podając niecelnie.



Gracze Stoke zdołali 14 razy w meczu przechwycić podanie Liverpoolu, co na standardy ligi jest wynikiem bardzo dobrym. W całym meczu podopieczni Dalglisha wykonali jednak aż 151 niecelnych podań – 151 strat, które zamiast napędzać akcje Liverpoolu, w większości przypadków rozpoczynały akcje Stoke.

3. Jeśli to konieczne cofnij całą drużynę.

Po strzeleniu bramki zespół Pulisa cofnął się jeszcze bardziej, co dało więcej miejsca pomocnikom Liverpoolu. Adam i Lucas mieli o wiele więcej przestrzeni na rozegranie akcji, jednak przede wszystkim obrońcy the Reds mieli o wiele więcej czasu. Gdy Crouch, Pennant i Walters zostali przemianowani na obrońców, skończyły się straty spowodowane dalekimi wykopami Pepe Reiny.


Podania Reiny w meczu ze Stoke.
Na górze – w pierwszej połowie, na dole – w drugiej.



4. Nie pilnuj piłki, pilnuj Suareza.

Cofnięte Stoke City potrafiło unieszkodliwić największy atut Liverpoolu, nie pozwalając Suarezowi na to, co lubi najbardziej – dryfowanie między formacjami przeciwnika.



Dopóki piłka znajdowała się bliżej linii środkowej niż bramki Begovicia, defensywni pomocnicy Stoke nie trudzili się pressingiem i próbami odbioru piłki, skupiając się na kryciu napastników. Ich statystyka posiadania piłki nie wyglądała dzięki temu imponująco, za to w większości przypadków nie mieli problemów z asekuracją i rozbijaniem ataków Liverpoolu.

5. Po odzyskaniu piłki wykop ją jak najdalej i powtórz od początku.

Przy stanie 1:0 gracze gospodarze nawet nie próbowali udawać, że planują budować jakieś akcje. Nastawienie w pełni na defensywę opłaciło się i 3 punkty zostały na Britannia Stadium. Choć z czterech celnych podań Shawcrossa w meczu tylko jedno nie było adresowane do Begovicia (który z kolei był najczęściej podającym zawodnikiem Stoke), to taka taktyka przyniosła efekt.

W zgodnej opinii fanów Liverpool wyszedł na mecz w swoim najsilniejszym na chwilę obecną ustawieniu – i przegrał. Mimo frustrującego wyniku i gry dalekiej od ideału the Reds w meczu z zespołem broniącym się praktycznie całą jedenastką we własnym polu karnym stworzyli sobie wystarczająco dużo sytuacji bramkowych by odprawić Stoke z bagażem kilku bramek. Liverpool nie mógł po tym meczu narzekać na nadmiar szczęścia, lecz przede wszystkim zabrakło zimnej krwi i bezwzględności w wykorzystywaniu swoich okazji. Każdej drużynie zdarzają się podobne wpadki, jednak żeby liczyć się w walce o coś więcej niż czwarte miejsce na koniec sezonu, Kenny Dalglish będzie musiał przypomnieć swoim zawodnikom jak wygrywać również takie spotkania.

Autor: DWT-Adas Dodano: 14.09.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u