Analiza taktyczna meczu z Wolves

Po porażkach ze Stoke i z Tottenhamem Liverpool nie mógł sobie pozwolić na stratę kolejnych punktów. Choć po meczu z Wolverhampton mogliśmy dopisać sobie trzy oczka nasza gra wciąż daleka była od ideału.

Dalglish w stosunku do meczu z Tottenhamem dokonał kilku korekt w składzie: po nie do końca udanych eksperymentach z Martinem Skrtelem na prawej obronie, do składu Liverpoolu na mecz z Wolves powrócił Martin Kelly, Słowak natomiast zajął miejsce kontuzjowanego Aggera w sercu defensywy.



Po mocnym początku i kilku minutach przewagi, w szeregi Wilków zaczął się wkradać chaos. Przypadkowa, samobójcza bramka Johnsona tylko wzmogła panikę wśród graczy Wolves. Brak dyscypliny, asekuracji i przywiązania do pozycji skutkował tworzeniem się olbrzymich, wolnych przestrzeni dla pomocników the Reds. Plan McCarthy'ego legł w gruzach – jego pięciu pomocników zamiast tworzyć przewagę w środku pola, pozwalało graczom Liverpoolu na swobodne konstruowanie akcji.



Koszmar obrońców Wolves, jakim było mierzenie się z atakami Liverpoolu bez solidnej osłony ze strony pomocników, potęgował sposób gry Andy'ego Carrolla. Napastnik chętnie cofał się po piłkę i pomagał w rozegraniu – Johnson, którego zadaniem było krycie rosłego Anglika opuszczał linię obrony i wychodził za nim, tworząc tym samym lukę w obronie. W ten sposób pozostała trójka defensorów Wilków musiała raz za razem ścigać się z szybkimi Downingiem i Suarezem do prostopadłych piłek zagrywanych przez pomocników Liverpoolu (bądź też przez samego Carrolla) i tylko tradycyjnej już nieskuteczności atakujących the Reds zawdzięczają, ze mecz nie został rozstrzygnięty już w pierwszej połowie.



Drugie 45 minut rozpoczęło się od dwóch zmian w ekipie Wolverhampton – Stearman został zastąpiony przez Doherty'ego, natomiast Edwardsa zmienił Fletcher. Zwłaszcza ta druga zmiana wniosła do gry drużyny McCarthy'ego wiele ożywienia. Rozluźnieni the Reds cofnęli się, Fletcher przy każdej okazji cofał się do drugiej linii i tak gracze Wolves zaczęli zyskiwać upragnioną przez ich menadżera przewagę w środku pola.



Częstsze posiadanie piłki pozwoliło na utrzymanie płynności w grze. Skrzydłowi Wilków dostali wsparcie i nie musieli ograniczać się już do prób dryblingów przy linii bocznej i dośrodkowań – zyskali wreszcie pole do manewru.


Podania Jarvisa
góra – w pierwszej połowie; dół – w drugiej.



W spokojnym dowiezieniu korzystnego wyniku do końca nie pomagała Liverpoolowi również organizacja gry w obronie. Gdy czuwający zazwyczaj nad asekuracją linii obronnej Lucas (czerwony) musiał z jakiegoś powodu opuścić swoją pozycję (zazwyczaj żeby pomóc Kelly'emu w zmaganiach z Jarvisem), nie było chętnych, żeby go zastąpić. Ani Adam ani nie palący się do gry w obronie Henderson (niebieski) nie ubezpieczali Brazylijczyka, dzięki czemu napastnicy Wolves zyskiwali przestrzeń do gry.



Liverpool kolejny już raz w tym sezonie miał okazję odebrać wszelkie nadzieje przeciwnikowi po pierwszych trzech kwadransach i kolejny raz na własne życzenie dopuścił do nerwowej końcówki. W następnych dwóch meczach ligowych nie będzie już można jednak liczyć na taryfę ulgową – jeśli Liverpool na poważnie ma włączyć się w walkę o czołową czwórkę, nie może pozwolić sobie na litość nad przeciwnikiem w ataku i szkolne błędy w obronie.

Autor: DWT-Adas Dodano: 29.09.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u