Analiza taktyczna meczu z United

Gdy grupa FSG świętowała pierwszą rocznicę przejęcia Liverpoolu a gazety i portale prześcigały się w wyliczankach kto ile dokonał przez ostatnich 12 miesięcy, nikt nie spodziewał się, że największym komplementem wykonanej pracy przez zarząd i trenera okaże się zestawienie wyjściowego składu przez Aleksa Fergusona na mecz z the Reds.

Pół roku temu Manchester United przekonał się na Anfield, że nie liczba napastników na boisku decyduje o tym kto będzie miał większe szanse na zwycięstwo. Pozbawieni wsparcia Rooney i Berbatov byli całkowicie bezradni a pomocnicy Liverpoolu nie dali nawet cienia nadziei przeciwnikowi, że oddadzą mu w tym meczu inicjatywę.

W sobotę menadżer Czerwonych Diabłów pamiętając o zeszłosezonowej klęsce wystawił najbardziej defensywną jedenastkę jaką kibice United widzieli od dawna. Kenny Dalglish również nie zamierzał iść na wymianę ciosów i podobnie wzmocnił linię pomocy kosztem liczby napastników – w miejsce Carrolla wskoczył wracający do formy Gerrard.



Obecność na boisku dziesięciu nominalnych pomocników zazwyczaj oznacza mało miejsca do gry, a co za tym idzie mniej czasu dla zawodników na podjęcie decyzji, stąd dużo odbiorów, niedokładności i rwanej gry bez płynnych akcji. Ustawienie Manchesteru jeszcze bardziej potęgowało ten efekt – boczni obrońcy, którzy bardzo wysoko wychodzili za swoimi pomocnikami, teoretycznie zostawiali za sobą wolną przestrzeń, jednak w rzeczywistości wysoki pressing całej drużyny uniemożliwiał jej wykorzystanie.


Pressing Smallinga (niebieski) na Downingu (czerwony).



Również indywidualne krycie w środku pomocy umożliwiało graczom Liverpoolu „wyciągnięcie” swojego zawodnika:


Teoretycznie najgłębiej ustawiony defensywny pomocnik United – Fletcher (niebieski) wychodzi daleko do przodu za Gerrardem (czerwony).



ale podopieczni Dalglisha grali zbyt ostrożnie, żeby zaskoczyć obrońców United i skorzystać z powstałej w ten sposób luki – aby odciągnąć wszystkich pomocników Manchesteru z ich przedpola siłą rzeczy sami musieli się cofnąć a to oznaczało, że jedynym, który z wolnego miejsca mógłby skorzystać był Suarez.



Osamotniony i krótko kryty Urugwajczyk miał jednak bardzo ograniczone pole manewru. Kiedy już dostał piłkę w dogodnej pozycji zazwyczaj jego akcja kończyła się faulem na nim lub próbą dryblingu i stratą piłki. Choć Liverpool przez większą część spotkania przeważał w środku pola, w żaden sposób nie potrafił tego wykorzystać. Gracze the Reds nie mieli większych problemów z odbiorem piłki a zadanie ułatwiał im również bramkarz United, który tym razem dobrze spisywał się w bramce, za to fatalnie rozpoczynał ataki swojej drużyny:



ale dopiero rajd Adama po nieudanym wślizgu Jonesa i szczęśliwy rzut wolny Gerrarda po faulu na Szkocie pozwoliły na przełamanie obrony zespołu z Old Trafford.

Pół roku temu Alex Ferguson w meczu na Anfield postawił na atak i boleśnie się rozczarował. W sobotę menadżer United o ofensywie nawet nie myślał – jego priorytetem było ufortyfikowanie obrony. Dopiero w drugiej połowie, gdy gra nieco się rozciągnęła, zdecydował się na wpuszczenie bardziej ofensywnych zawodników. Trafienie naszego kapitana mogło mieć wpływ na to, za kogo Rooney i Nani pojawili się na boisku, lecz nawet po ich wejściu to Liverpool stwarzał sobie więcej szans na zdobycie bramki. Kolejny raz w tym sezonie indywidualny błąd w defensywie nie pozwolił jednak Reinie na zachowanie czystego konta.

Gol zdobyty przez Hernandeza umożliwił graczom Manchesteru powrót do domu ze zrealizowanym planem – wywiezieniem punktu z terenu, na którym w ostatnich kilku sezonach grało im się fatalnie. W Liverpoolu wynik ten traktowany jest jak porażka – i to najlepiej obrazuje jaki postęp wykonała ta drużyna przez ostatnich 12 miesięcy.

Autor: DWT-Adas Dodano: 19.10.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u