Analiza taktyczna meczu z Man.City

W tym meczu Liverpool zdobywał bramki po stałych fragmentach gry. Manchester City strzelił swoje bramki w wyniku koszmarnych błędów obrony. Brendan Rodgers zaufał Raheemowi Sterlingowi na lewym skrzydle, lukę po Aggerze zapełnił młodym Sebastianem Coatesem a nie Carragherem. Pomimo kontuzji na rozgrzewce, Lucas Leiva zaczął spotkanie w pierwszej jedenastce, co poskutkowało zdjęciem go po trzech minutach gry i zastąpieniem przez Jonjo Shelveya. Na pozycję Brazylijczyka przesunął się Joe Allen, zaś Anglik powędrował w górę pomocy.




Roberto Mancini ustawił zespół w formacji 3-4-1-2, którą zastosował wcześniej w meczu o Tarczę Wspólnoty z Chelsea. David Silva rozpoczął spotkanie na ławce, Kolo Toure zastąpił Joleona Lescotta, a Pablo Zabaleta został ustawiony po lewej stronie trzyosobowej obrony.

W meczu w zasadzie nie doświadczyliśmy większej kreatywności w otwartej grze. Taktyczna bitwa pomiędzy zespołami nie była porywająca mimo niecodziennej formacji City.

Początek spotkania

Drużyna z Manchesteru zaczęła spotkanie mocnym akcentem, tylna trójka rozstawiła się na boisku i wypychała grę kolegów do przodu. Zdaje się, że Liverpoolowi zajęło trochę czasu przystosowanie się do taktyki City i jej zrozumienie. W początkowej fazie meczu pressing the Reds był nieco chaotyczny.

W zasadzie właściwa bitwa rozegrała się na flankach. W środku pola przy grze trzy na trzy toczyło się niewiele akcji. Allen rozegrał bardzo dobre spotkanie, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę zmianę pozycji (zaczynał znacznie wyżej). Można też pochwalić Samira Nasriego, który posłał znakomite prostopadłe podanie skierowane do Carlosa Teveza, po którym Argentyńczyk chwilę potem uderzył w słupek. Tak czy inaczej, środek pola był statyczny.



Skrzydła

Liverpool stanął przed dylematem jak używać swoich piłkarzy grających szeroko. Powinni trzymać się bocznych pomocników City czy należy pozwolić im grać piłką i próbować przechodzić bocznych obrońców? Mancini ustawił swoich skrzydłowych wysoko, co uczyniło powyższą kwestię jeszcze bardziej ważną – pomiędzy bocznymi obrońcami a zewnętrznymi środkowymi obrońcami pojawiła się wielka luka.

Kluczem do gry the Reds było operowanie piłką, dopóki Rodgers będzie rządził na Anfield, dopóty tak pozostanie. Dało to Liverpoolowi większą kontrolę nad grą i zepchnęło bocznych obrońców przeciwnika pod własną bramkę. Od tej pory City straciło szerokość w głębi pola, a ich ataki stały się przewidywalne. Oznaczało to, że szeroko grający piłkarze gospodarzy mogli naciskać środkową obronę trzech na trzech, a potem przechodzić do obrony i pomagać zespołowi bronić się przeciwko bocznym obrońcom.

Sterling

Borini radził sobie dobrze, ale to Sterling na lewej stronie boiska był gwiazdą pierwszej połowy. Odegrał dwie znaczące role. Po pierwsze powstrzymywał Jamesa Milnera – nie musiał go ściśle kryć, po prostu utrzymywał przy nim pozycję, która uniemożliwiała podawanie w jego kierunku. City brakowało pomocnika będącego w stanie posyłać przekątne podania do bocznych obrońców. Ani Milner, ani Kolarov nie odcisnęli piętna przebiegu meczu. Po drugie, kiedy Liverpool odzyskiwał posiadanie piłki, Sterling szybko wyrywał się do przodu i atakował Kolo Toure. Iworyjczyk nie czuł się zbyt komfortowo będąc wyprowadzanym ze swojej pozycji, wyglądał na wykończonego już na początku spotkania. Skłania to do zadania pytania, dlaczego Mancini wystawił go na tej stronie zamiast Zabalety (nie wspominając o Joleonie Lescottcie, środkowym obrońcą idealnie nadającym się do tej pozycji)?



Sterling zapewnił Liverpoolowi także odpowiednią natarczywość i ukierunkowanie – wyglądali bardziej na zespół próbujący odebrać piłkę i szybko kontratakować niż na ludzi przejmujących się bardziej wymienianiem podań niż penetracją. Cross Sterlinga do Boriniego (razem z podaniem Nasriego do Teveza) to najlepsza sytuacja bramkowa w pierwszej połowie. W drugiej części spotkania jego wpływ zmalał, ponieważ nie był w stanie utrzymać takiego tempa przez cały mecz, zwłaszcza, że nękał aż dwóch graczy City.

Boczni obrońcy?

Jeżeli krytykowano Liverpool za grę pozycyjną, to także pojawiały się głosy o niewykorzystywaniu pełni potencjału swobodnie działających bocznych obrońców. Zarówno Glen Johnson jak i Martin Kelly zanotowali przyzwoite spotkanie, ale nie stworzyli znaczącego zagrożenia ze skrzydeł, choć należy zauważyć, że pierwsza bramka padła po przesunięciu się Stevena Gerrarda na prawą stronę i próbie dośrodkowania, sytuacji podobnej do jego asyst podczas Euro 2012.



City nie broniło się najlepiej – trzyosobowa obrona nie zapewniła żadnych znaczących korzyści, w dodatku zespół z Manchesteru doświadczył klasycznego problemu, gdy trzech obrońców stawia czoła trzem przeciwnikom a w odwodzie nie ma dodatkowego gracza do pomocy. Niektóre podania do przodu były spowodowane pressingiem Liverpoolu, a także obawami defensorów przed zbytnim wyciągnięciem ich w głąb pola oraz szybkimi powrotami na centralne pozycje po roszadach w tej formacji.

Druga połowa

Mecz nie zmienił się znacząco w drugiej połowie. Mancini w swoim stylu dokonał ostrożnej zmiany w ataku – wprowadził Jacka Rodwella za Nasriego jednocześnie przesuwając Yaya Toure w miejsce Francuza. Co prawda Iworyjczyk strzelił bramkę z tej pozycji, jednak było to spowodowane tragicznym błędem w obronie.

Po wyprowadzeniu the Reds na prowadzenie przez Luisa Suareza, Mancini powrócił do systemu bardziej znanego jego drużynie. David Silva zastąpił Jamesa Milnera. Zabaleta przesunął się na prawą obronę, Kolarov zajął miejsce na lewej, Silva na prawej pomocy, Toure grał na pozycji playmakera, a Edin Dżeko (który wszedł za Balotellego) pomagał w ataku Tevezowi. Nowe ustawienie nadal wydawało się nie funkcjonować najlepiej. Wyrównująca bramka padła po kolejnym błędzie Liverpoolu, a nie genialnej reakcji włoskiego trenera czy przebłysku geniuszu jednego z napastników.

Podanie Skrtela

Pomyłka Słowaka była tak absurdalna, że próba jej logicznego wytłumaczenia byłaby chyba niemądra, ale trzeba zauważyć, że to nie pierwszy raz kiedy obrońca Liverpoolu popełnia błąd kiedy jest pod presją – wcześniej Coates został zaskoczony przez Balotellego (choć rozegrał dobre spotkanie). Nigdy się nie dowiemy, czy Skrtel pod rządami innego trenera po prostu wykopałby piłkę jak najdalej, ale nie można ignorować takich błędów, gdy Rodgers oczekuje krótkich, cierpliwych podań, a nie długich piłek na oślep.

Słowacki obrońca popełnił błąd także w pierwszej połowie, gdy puścił wolno Balotellego, co sugeruje, że Liverpool jeszcze nie do końca przystosował się do gry wysoką ustawioną linią obrony. Bład nie był tak brzemienny w skutkach jak występ z West Bromem, ale zespół notuje postęp. W okresie dostosowywania się do nowego stylu gry nie są już potrzebne żadne duże zmiany. Nastawienie w grze na podania zdobędzie więcej punktów dla the Reds niż im zabierze, choć zwycięstwa w tym systemie będą o wiele bardziej subtelne niż porażki.

Wnioski

Liverpool nie czuł się w stu procentach komfortowo grając z wysoko ustawioną linią obrony mającą rozpoczynać akcje. City nie czuło się w stu procentach komfortowo z trójką środkowych obrońców. Rodgers nie zmieni swojego podejścia, natomiast Mancini będzie musiał zmienić swoje, ponieważ jego zespół za sprawą nowego ustawienia nie stał się silniejszy ani ofensywnie ani defensywnie, a jest pod presją natychmiastowych wyników. Trener the Reds może wyciągnąć z tego meczu więcej pozytywów – podania Allena, gra Sterlinga na skrzydle, spokój Coatesa.

Jeżeli chodzi o pojedynek taktyczny, to obie strony były zbyt zajęte wdrażaniem swojego systemu, żeby myśleć o wykorzystaniu słabości przeciwnika.


ieszczone w artykule pochodzą z EPL Stats Centre.


www.zonalmarking.net

Autor: PiotrekB Dodano: 29.08.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u