Analiza taktyczna meczu z Arsenalem

Po nerwowym początku Arsenalowi w końcu udało się odnieść zdecydowane zwycięstwo nad Liverpoolem. Brendan Rodgers przywrócił do składu Daniela Aggera, nieobecnego w poprzednim ligowym meczu z Manchesterem City. Debiutant w barwach the Reds, Nuri Sahin zajął miejsce w środku pola zastępując kontuzjowanego Lucasa Leivę. Zespół z Merseyside zdominował posiadanie piłki (53%), ale to Arsenal był bardziej skuteczny w penetracji pola podaniami dzięki znakomitemu ustawieniu Santiego Cazorli pomiędzy formacjami gospodarzy.

Arsene Wenger zdecydował się nie zmieniać linii obrony pomimo powrotu do zdrowia Laurenta Koscielnego. Młody Alex Oxlade-Chamberlain zastąpił Gervinho na prawej stronie pomocy.

Słaby początek

Z technicznego punktu widzenia pierwsze 20 minut spotkania było zaskakująco słabe. The Reds dochodzili do przyzwoitych pozycji w ostatniej tercji boiska, ale brakowało zdecydowanych podań, a ich strzały nie były skierowane w światło bramki. Zaczęli lepiej od Arsenalu, który był niepewny i popełniał błędy w obronie. Najsłabszym jej ogniwem był Carl Jenkinson – na wyróżnienie zasługuje zwłaszcza jego ryzykowne podanie poprzez linię kolegów – ale nawet Thomasowi Vermaelenowi, zazwyczaj pewnemu z piłką przy nodze, zdarzały się niepotrzebne wykopy.

Na tym etapie należy docenić pressing Liverpoolu. Szczególnie energetyczny w jego stosowaniu był Luis Suarez (bez względu na jego rozczarowującą postawę przed bramką rywala w tym sezonie, trzeba przyznać, że niewielu innych napastników byłoby zdolnych mu dorównać w tym aspekcie), któremu pomagali Fabio Borini i Raheem Sterling.



Gra bez piłki

Podczas gdy Liverpool mocno naciskał na przeciwnika, Arsenal był bardziej pasywny w grze bez piłki. Wenger ustawił go bardzo ciasno w dwie linie czterech graczy, wysuwając Cazorlę do przodu, gdzie uwolniony od defensywnych obowiązków mógł swobodnie szukać pozycji do rozpoczęcia kontrataku. Powyższa taktyka jest bardzo podobna do tej stosowanej przez Borussię Dortmund przez ostatnich kilka lat – 4-2-3-1, przechodzące w solidne 4-4-1-1 w grze bez piłki, w której centralny playmaker jest ustawiony bardzo blisko środkowego napastnika.

Warto zauważyć jak blisko siebie grały formacje Arsenalu – pomoc stała zaraz przy obrońcach, pozostawiając przeciwnikowi niewiele miejsce na operowanie piłką. Kontrastuje to z zeszłoroczną taktyką tej drużyny, kiedy to Alex Song, teoretycznie defensywny pomocnik w istocie pełnił rolę dodatkowego rozgrywającego i często wychodził do przodu, pozostawiając za sobą lukę.

Płynność czy monolit?

Jeszcze ważniejszy jest kontrast pomysłu Wengera z systemem jakim grał Liverpool. Rodgers chciał uzyskać płynną grę w środku pola (przynajmniej częściowo), ponieważ każdy z zawodników tej formacji może z powodzeniem radzić sobie na pozycjach swoich kolegów. Joe Allen zaczął mecz jako najgłębiej ustawiony pomocnik, ale czasami zamieniał się miejscami ze Stevenem Gerrardem i Sahinem, tym samym wychodząc bardziej do przodu. Gdyby Lucas był zdrowy sytuacja byłaby zupełnie inna – zająłby miejsce przed linią obrony i trzymał w głębi pola.

Ta sytuacja była decydująca dla wyniku meczu. Płynna gra Liverpoolu na papierze mogła wyglądać dobrze, ale zbyt często oznaczała ona również braki w obronie. Łatwo to stwierdzać po fakcie, ale debiut Sahina w pierwszej jedenastce okazał się przedwczesny. Brakowało mu zrozumienia z kolegami z pomocy, wyglądał tak, jakby nie rozumiał swojej roli w systemie gry, zwłaszcza w defensywie. Mogliśmy to zaobserwować przy bramce Lukasa Podolskiego, który po podaniu do Cazorli bez problemu przebiegł środkiem boiska pomiędzy formacjami Liverpoolu i umieścił piłkę w siatce.

Cazorla

Kolejny kontrast pomiędzy rywalami mogliśmy zaobserwować w naturze ich podań. Liverpool zajmował całą szeroką strefę umożliwiając sobie grę krótkimi, prostymi piłkami. Gospodarze musieli zagęścić środek pola i częściej utrzymywać się przy piłce z powodu wysoko ustawionego Santiego Cazorli.. Pomoc Arsenalu była bardziej rozstawiona w pionie, zatem mogła wyprowadzać akcje ostrymi, decydującymi podaniami, zwłaszcza, kiedy środek pola the Reds stosował pressing w górnej części boiska, zostawiając miejsce Hiszpanowi.

Cazorla w późniejszej fazie spotkania zdobył znakomitego gola po przejściu się ze środka na lewe skrzydło, gdzie żaden z graczy Liverpoolu nie wziął za niego odpowiedzialności i go nie pokrył. Schodzenie na boki to charakterystyczna cecha jego gry. Doskonale zrozumiał, jak bardzo potrafi być efektowna w sytuacji, gdy gra ustawiony wysoko - zupełnie inaczej niż w meczu ze Stoke, kiedy to cofając się w głąb pola próbował pomóc Artecie w rozgrywaniu piłki. Mimo że w teorii był ustawiony na środku, to często otrzymywał piłkę w lukach powstałych pomiędzy środkowymi obrońcami i bocznym obrońcą a środkowym pomocnikiem.



Bez zmian

Poza tym, mecz był raczej prosty. Żaden ze skrzydłowych nie okazał się lepszy od bocznych obrońców przeciwnika. Olivier Giroud próbował walczyć, ale nie był w stanie sam pokonać dwójki stoperów. Suarez tak jak zwykle angażował się w wielu indywidualnych akcjach, ale jego dryblingi zazwyczaj kończyły się niepowodzeniem.



W dalszym ciągu meczu w taktycznej bitwie obu drużyn nie zaszedł żaden postęp. Arsenal utrzymał swoje założenia, a Rodgers po prostu nie miał dodatkowych opcji w ataku aby odmienić losy spotkania. Jak wyjawił w wywiadzie po ostatnim gwizdku, nie puściłby Andy'ego Carrolla na wypożyczenie do West Hamu, gdyby wiedział, że nie uzyska następcy na jego miejsce. Wąska ławka napastników Liverpoolu prezentuje się bardzo niepokojąco.

Wnioski

Przeciwnicy różnili się dwoma rzeczami – poziomem pressingu i budową pomocy. Liverpool naciskał, Arsenal ustawił się głęboko i bronił. Liverpool miał płynny środek pola, Arsenal ściśle określoną strukturę dwóch głęboko osadzonych rozgrywających i jednego wysuniętego playmakera. Żaden z tych systemów nie jest z z natury lepszy od drugiego, ale Kanonierzy zauważyli tendencję the Reds do zostawiania przestrzeni pomiędzy formacjami (powstałej z powodu pressingu i wymiany pozycji w pomocy) i wykorzystali ją za pomocą Cazorli. Czysta taktyczna bitwa.

Arsenal ma więcej powodów do optymizmu. Abou Diaby i Mikel Arteta stanowią bardzo dobrany duet, pierwszy z nich swoim tempem napędza zespół potężnymi wyjściami do przodu, drugi porządkuje grę dobrą dystrybucją piłek. Organizacja obrony również wygląda znakomicie – zaliczyła właśnie trzecie czyste konto z rzędu.

Liverpool wyglądał o wiele gorzej niż w zremisowanym meczu z Manchesterem City, ale problem braku zrozumienia w pomocy zostanie zapewne rozwiązany gdy zawodnicy lepiej się ze sobą zgrają.


zonalmarking.net

Autor: PiotrekB Dodano: 06.09.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u