Analiza taktyczna meczu z Udinese

Po raz kolejny Liverpool nie zdołał zachować czystego konta. Mimo dominacji gospodarzy w posiadaniu piłki, Udinese zgarnęło całą pulę punktową dzięki efektywnym kontratakom. Brendan Rodgers dokonał ośmiu zmian w porównaniu z zespołem, który wyszedł na boisku w meczu z Norwich. Jedynymi zawodnikami, których pozostawił z tamtego składu byli Pepe Reina, Glen Johnson oraz Joe Allen.

Na spotkanie w fazie grupowej Ligi Europy menedżer wystawił bardziej doświadczoną jedenastkę, jedynym względnie niedoświadczonym graczem był Jack Robinson. Udinese rozpoczęło mecz w formacji z trzema obrońcami, a atak poprowadził kapitan-talizman Antonio Di Natale. Kiedy Liverpool utrzymywał się przy piłce, Włosi głęboko się cofali, a ich ustawienie przechodziło w 5-4-1, a gdy ruszali do przodu, boczni obrońcy wychodzili na wyższe pozycje, jednocześnie boczni pomocnicy przesuwali się w kierunku Di Natale. Możemy powiedzieć, że wtedy ich formacja była zbliżona do 3-4-3.


Dominacja the Reds

Liverpool zdominował posiadanie piłki w pierwszej połowie spotkania osiągając oszałamiający wynik 77.9% w tej statystyce. Gospodarze wymienili aż 400 podań, podczas gdy Udinese zaledwie 100. Włosi wydawali się być zadowoleni z ograniczania przestrzeni do gry w ostatniej tercji swojej części boiska i nie przejmowali się utratą posiadania w głębi pola.

W 23. minucie the Reds objęli prowadzenie za sprawą Jonjo Shelveya. Było to możliwe dzięki sprytnemu obróceniu się Jordana Hendersona i posłaniu piłki pod nogi gracza z numerem 33, który kluczył po lewej stronie pomocy Udinese. Obrońca gości, Domizzi nie był w stanie na czas powstrzymać pomocnika Liverpoolu, a ten szybko dograł piłkę do Downinga, po czym popędził w pole karne (na miejsce, które wcześniej zajmował Domizzi) i wykończył głową dośrodkowanie prawego skrzydłowego the Reds.



W dalszym ciągu pierwszej połowy Liverpool nadal kontrolował posiadanie, jednakże długie operowanie piłką nie przełożyło się to na czyste sytuacje bramkowe. Udinese czuło się pewnie w powstrzymywaniu ataków gospodarzy.

Taktyka Włochów w ataku stała się bardziej jasna w miarę upływu czasu. Gdy boczni obrońcy the Reds wychodzili do przodu, Udinese starało się przechwytywać podania bocznymi pomocnikami i używając ich szybkości wbiegać w strefę, którą opuścili gracze gospodarzy. Di Natale często próbował wchodzić w taką przestrzeń, szybko odkrywając się na czym polega słabość linii obrony zespołu z Merseyside.

W 28 minucie mieliśmy tego czysty przykład. Joe Allen pomylił się przy podaniu (co jest u niego raczej niecodzienne – 127/135 podań wymienionych w tym meczu było celnych, co daje współczynnik skuteczności 94%) do wysuniętego Jacka Robinsona. Piłkę przechwycił Pereyra i natychmiast wykorzystał przestrzeń pomiędzy młodym Anglikiem a Allenem i w nią wbiegł. Mimo że obaj rzucili się, aby ją odzyskać, Pereyra zdołał zagrać piłkę do Di Natale, który urwał się Carragherowi. Wprawdzie podkręcony strzał kapitana Udinese poleciał nad poprzeczką, ale niebezpieczeństwo wynikłe z tej sytuacji było oczywiste.


Początek drugiej połowy

Na początku drugiej części spotkania Udinese pokazało błysk geniuszu. W przeciągu minuty wyrównali wynik dzięki golowi Di Natale po kontrataku.
Glen Johnson słabo przyjął piłkę, co umożliwiło rezerwowemu Lazzari przejęcie jej i posłanie do Pereyry. Po podaniu obiegł Johnsona, który zbiegł do środka próbując ratować sytuację. Pereyra odegrał do Di Natale, a ten od razu zgrał do Lazzariego. Gracz Udinese bardzo inteligentnie wyszedł na skraj pola karnego, skąd z łatwością odnalazł niekrytego kapitana. Piłkarze Liverpoolu byli ustawieni znacznie głębiej, ponieważ oczekiwali dośrodkowania. Joe Allen nie był w stanie wrócić na czas i pomóc kolegom w obronie.


Przy tej bramce kluczowa okazała się postawa Downinga, który nie ustawił się na właściwej pozycji. Po utracie piłki Johnson szybko ściął do środka biegnąc w kierunku środkowych obrońców – zachował się właściwie, ponieważ podanie graczy Udinese padło do centralnie ustawionego zawodnika i to właśnie tam leżało zagrożenie. Johnson musiał wrócić do linii obrony.

Tymczasem Downing odłączył się i nie pokrył luki po Johnsonie. Zamiast tego wolno truchtał, gdy Lazzari wbiegał na dogodną pozycję. Mogło to wynikać zarówno z lenistwa jak i z braku świadomości taktycznej Stewarta. Brendan Rodgers z pewnością był bardzo zawiedziony sposobem w jaki jego zespół stracił tą bramkę – złapany na kontrataku i zbyt ospały, aby podążyć za zagrożeniem.


Liverpool dokonał dwóch zmian w 65 minucie meczu. Steven Gerrard i Luis Suarez zastąpili Jordana Hendersona i Oussamę Assaidiego. Jednak zanim przyniosły one jakikolwiek pozytywny skutek, the Reds stracili dwa gole w przeciągu dwóch minut.

Pierwszy dał Udinese prowadzenie - było to samobójcze trafienie Sebastana Coatesa. Drugi padł po kolejnej bezwzględnej kontrze (choć musimy zauważyć, że Urugwajczyk wpakował piłkę do własnej siatki po rzucie wolnym spowodowanym złym ustawieniem obrony). Gol Pasquale, który zapewnił Włochom dwie bramki przewagi po raz kolejny był rezultatem niepotrzebnego oddania piłki w środku pola i słabej dyscypliny w obronie Stewarta Downinga.

Steven Gerrard zamierzał podać do wychodzącego na pozycję Luisa Suareza, jednak gracz Udinese przechwycił futbolówkę i zagrał ją do Badu. Ten posłał bezpośrednią piłkę za linię obrony Liverpoolu, gdzie naprzeciw Di Natale znalazło się dwóch defensorów the Reds.


Kapitan przyjął piłkę i z niebywałym spokojem utrzymywał się przy niej czekając na wbiegających kolegów z zespołu. Pojawili się szybko – Pereyra i Lazzari wystawili się na pozycje. Było to istotne nie tylko dla zapewnienia mu wsparcia, ale także aby odsunąć od niego nacisk obrony. Lazzari odciągnął Johnsona, zaś Pereyra zrobił to samo z Joe Allenem.


W rezultacie Di Natale był w stanie utrzymać piłkę stojąc tyłem do bramki (pilnowali go Coates i Carragher, ale z drugiej strony był zupełnie odsłonięty) i zagrać ją do pędzącego z lewego skrzydła Pasquale. Kiedy Włoch ruszył do przodu bez problemu minął Downinga, który po chwili zwolnił. Ponownie możemy spisać to na karb lenistwa lub braku należytej świadomości taktycznej, ale pamiętajmy, że powyższa sytuacja miała miejsce gdy gracze the Reds wracali z pozycji do ataku.


Przebudzenie Liverpoolu

W końcu rezerwowi zaczęli przynosić korzyści należycie angażując się w grę. Luis Suarez odrobił jedną bramkę z genialnego rzutu rożnego, ale także sprawiał dużo kłopotów obronie Udinese przez znakomite poruszanie się.

Być może najlepszą sytuacja Liverpoolu, dzięki której gospodarze mogli wyrównać przypadła właśnie Urugwajczykowi. Jego strzał główką padł po kombinacyjnej wymianie piłki na prawym skrzydle, skąd Downing posłał podanie w pole karne. Suarez dobrze odczytał grę i wbiegł w jedenastkę.


Gdy Gerrard był przy piłce, Stewart Downing przysunął się do niego aby otrzymać podanie, a za nim podążył obrońca Udinese. Następnie Shelvey wbiegł pomiędzy obrońców za plecy Downinga powodując pressing dwóch środkowych obrońców gości. Ruch Anglika ściągnął także pomocnika Włochów Williansa, co stworzyło idealną przestrzeń do dośrodkowania przez prawego skrzydłowego Liverpoolu.

Downing był w stanie się obrócić na lewą nogę i posłać perfekcyjną piłkę na Luisa Suareza, który dostał się pomiędzy powracającego środkowego obrońcę i bocznego obrońcę Udinese. Niestety tym razem jego główka została obroniona, jednak the Reds wprowadzili do swojej gry więcej ruchu z przodu boiska. Sprawiło to wiele problemów defensywie przeciwnika w końcówce spotkania.

Liverpool nadal dominował w posiadaniu piłki, a następne sytuacje bramkowe przypadły Sterligowi, Gerrardowi i Suarezowi, ale nie przyniosły one gospodarzom remisu.

Podsumowanie

To był kolejny mecz, w którym the Reds zdominowali i kontrolowali posiadanie piłki osiągając niesamowite 74.9% w tej statystyce podczas całego meczu. Tym bardziej niesamowite jest to, że duet grający w pomocy gospodarzy – Joe Allen i Jordan Henderson – wymienił tyle podań ile cały zespół Udinese przez całe spotkanie. (222 z czego 95 % celnych podczas gdy Włosi odpowiednio 241 i 72%)

Liverpool nie był w stanie wykorzystać ogromnego posiadania i stworzyć sobie czystych szans na zdobycie bramek w pierwszej połowie. 25 minut niedbałości sprawiło, że gospodarze musieli do końca meczu gonić wynik.

Udinese było bezwzględne podczas kontrataków i bez problemu przedostawało graczy na pozycje do ataku, gdy the Reds się cofali. Kluczowym elementem pomeczowego rozczarowania Brendana Rodgersa był słaby powrót do obrony i brak krycia 'uciekinierów'. Menedżer powiedział:

- Mieliśmy całkowitą kontrolę w pierwszej połowie i zasłużenie objęliśmy prowadzenie, ale byliśmy tak bardzo rozluźnieni na początku drugiej części spotkania, że to było aż przerażające. Nasza koncentracja była bardzo słaba i zanim się zorientowaliśmy było już 1-3. Ostatnie 20 minut meczu było bardzo dobre, ale było już wtedy za późno. Myślę, że byliśmy leniwi. Leniwi w naszej grze, niedbali i niechlujni. Nie robiliśmy tego co nazywam brudną robotą, nie śledziliśmy 'uciekinierów'. Jeżeli tego nie robisz, to musi się zemścić.

Liverpool, który potrafi zdominować posiadanie piłki, ale wciąż łatwo traci bramki, musi jak najszybciej zmierzyć się z tymi problemami.


Statystyki pochodzą ze strony AnfieldIndex


http://katecohensoccer.wordpress.com

Autor: PiotrekB Dodano: 10.10.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u