Analiza taktyczna meczu z Wigan

Po odniesieniu zwycięstwa 3-0 z Wigan na Anfield, Liverpool przedłużył serię ligowych spotkań bez porażki do siedmiu meczów. To dopiero trzecia wygrana w tym sezonie, każda z nich miała miejsce w tym ciągu. Po wolnym początku the Reds dopiero zaczynają wchodzić w dalszą część ligowej kampanii. Szybka bramka Suareza odmieniła przebieg gry, a Liverpool przejął pełną kontrolę nad spotkaniem, zapewniając swojej drużynie czwarte zwycięstwo na Anfield w 2012 roku.

Ustawienie


Po siedmiu meczach nieobecności pomiędzy słupki powrócił Pepe Reina. Daniel Agger i Martin Skrtel kontynuowali swoje partnerstwo na środku obrony, a dziewiętnastoletni Andre Wisdom zaliczył kolejny start w Premier League. Glen Johnson ponownie zajął miejsce na lewej stronie obrony. Joe Allen i Steven Gerrard zostali ustawieni jako głębocy pomocnicy, podczas gdy Suso grał na pozycji 'dziesiątki'. Pomimo dobrej gry młody Hiszpan został zastąpiony przez Jordana Hendersona. Liverpool zmienił tym samym ustawienie na bardziej znajome 4-3-3 – Jose Enrique przesunął się bardziej do przodu na lewej stronie, a Sterling i Suarez dostosowali się do znanych sobie pozycji w atakującej trójce.

Pomocnicy Wigan odnajdują miejsce w środku pola (pierwsza połowa)

The Reds zaliczyli słabą pierwszą połowę głównie z powodu narastających trudności z posiadaniem w środkowej części boiska. Uniemożliwiało to stworzenie czegoś bardziej przemyślanego. Wigan było bardzo szczęśliwe mogąc po prostu być przy piłce.

W pomocy Liverpoolu istniała niebezpieczna luka – Allen i Gerrard byli zbyt daleko od grającego wyżej Suso. Pozwoliło to gościom na przejęcie kontroli nad tą strefą i wykorzystanie wolnej przestrzeni.


Na powyższym obrazku widzimy Gerrarda i Allena śledzących ofensywnych graczy Wigan, Kone oraz Di Santo. Pozostawiają tym samym niekrytym McCarthy'emu i Watsonowi ogromnie dużo miejsca. Ten trend był widoczny przez całą pierwszą połowę, pomoc Liverpoolu dała nienękanym graczom gości masę czasu.

Dwóch piłkarzy Wigan ciężko pracowało zarówno w obronie, jak i ataku, McCarthy grał bardziej defensywnie, natomiast Watson częściej atakował.

Zmiana Suso

Brendan Rodgers dokonał w pierwszej połowie dziwnej zmiany. Zdjął Suso w 36 minucie zastępując go Jordanem Hendersonem, Hiszpan z pewnością nie doznał żadnego urazu, mieliśmy do czynienia ze zmianą taktyczną. Menedżer zauważył problemy, które powodowała luka w środku pola (tak dobrze wykorzystywane przez Wigan). Posiadający niezmierzone pokłady energii młody Anglik wszedł na boisku, aby ją załatać i pokryć kluczową przestrzeń. Od tej pory Gerrard przesunął się lekko do przodu, pozostawiając z tyłu Allena z obowiązkami defensywnymi.

Allen vs Maloney - krycie

Shaun Maloney był mózgiem ataków ofensywnej trójki Wigan, jego zadaniem było zagrywanie w kierunku duetu napastników. Wprawdzie nie stworzył niczego oszałamiającego, ale w pierwszej połowie miał mnóstwo kontaktów z piłką, można nawet powiedzieć, że był wolnym ogniwem w pomocy. Joe Allen momentami miał z nim problemy, ponieważ zajmował się w tym czasie kryciem innych zawodników.


Jak widzimy powyżej, Joe Allen nie pilnował Maloneya, gracz Wigan otrzymał wiele piłek, gdy był na pozycjach dogodnych do ataku. W nieco innych warunkach mogłoby się to zemścić na the Reds, jednak Maloney przez długie okresy czasu w drugiej połowie był po prostu niewidoczny (jak niemal cała drużyna gości). Liverpool niweczył ofensywną grę Wigan, która w dużej mierze zależała właśnie od tego gracza. Allen w końcu uciszył go ścisłym kryciem.


Następny obrazek pochodzi z wczesnej części drugiej połowy. Walijski rozgrywający zamiast śledzić piłkę, tak jak to robił w pierwszych 45 minutach, kryje Maloneya, podążając w jego kierunku i zastawiając możliwe kierunki podań.

Pęd w pole karne

Problemem, który charakteryzował grę Liverpoolu w ubiegłym sezonie było rzadkie wbieganie pomocników w pole bramkowe rywala i generalnie słaba gra tej formacji z przodu. To oczywiste, że pomocnicy w ostatniej tercji boiska mogą okazać się przydatni w takich sytuacjach, ponieważ zapewniają swojej drużynie dodatkowe opcje w ataku.


Zdjęcie powyżej pochodzi z sytuacji, gdy Luis Suarez strzelił pierwszą bramkę. Kiedy Sterling odebrał piłkę Beausejourowi, dwaj pomocnicy Liverpoolu, Gerrard i Henderson, popędzili w kierunku pola karnego, powodując, że Jamajczyk od razu zyskał więcej możliwości. Również Enrique dostał się w tą strefę.

Przy braku opcji w ataku, ważne jest, by częściej pomagali w nim pomocnicy. To szczególnie istotne dla the Reds, którzy grają z jednym środkowym napastnikiem, dwaj zawodnicy ustawieni szeroko muszą mieć więcej celów będących w stanie odebrać ich podania.

Ruch Johnsona odciąga obrońcę


Druga bramka Suareza padła po czystym wykończeniu akcji rozpoczętej przez sprytne, długie podanie Jose Enrique. Hiszpan zebrał za to laury, ale kluczowy w tej sytuacji okazał się bieg Glena Johnsona. Najpierw pociągnął za sobą Boyce'a, a następnie także Caldwella, który odwrócił uwagę od Suareza, dając mu szansę na swobodne wbiegnięcie w wolną przestrzeń. Za to Enrique zasługuje również na pochwałę za ścięcie do środka i ściągnięcie na siebie piłkarzy przeciwnika.

Rozproszonemu Caldwellowi nie udało się zauważyć Suareza, który dosłownie prześliznął się obok niego.

Cofnięte Wigan

Charakterystyczną cechą formacji 3-4-3, w której gra Wigan jest jej płynność w przechodzeniu do pięcioosobowej obrony. Często są ustawieni głęboko, zapraszając przeciwnika do ataku przez ścisłe ustawianie się w polu karnym. Zmusza to rywala do błędu i oddania piłki, a wtedy defensywa błyskawicznie zamienia się w kontratak. Zespołowi Roberto Martineza zazwyczaj się to udaje, taki plan hiszpański szkoleniowiec przewidział także na to spotkanie. Ciężko pracujący pomocnicy i boczni obrońcy byli w stanie skutecznie się bronić oraz w razie potrzeby zapewniać przewagę w ataku.


Nawet Ben Watson, który ruszał do przodu tak często, jak to tylko możliwe, wracał do obrony. Dwóch bocznych obrońców, Boyce i Beausejour także włożyli mnóstwo wysiłku, by ciągle biegać w te i we w te. Zdawało to egzamin w pierwszej części spotkania, ale po przerwie ofensywa Liverpoolu wszystko zaprzepaściła.

Jose Enrique

Hiszpan w poprzedniej ligowej kolejce został ogłoszony graczem meczu przeciwko Chelsea. W sobotę popisał się nawet pierwszą bramką w barwach Liverpoolu. Stale zmniejszał dystans do przeciwników i podejmował trafne decyzje w sytuacjach, gdy miał do wyboru szeroką grę lub schodzenie do środka. W miarę upływu meczu coraz częściej przesuwał się w kierunku środka boiska, zbliżając się do kolegów z napadu. Pozwalało to Johnsonowi na wbieganie za jego plecy i terroryzowanie lewej flanki.

Enrique dobrze rozumiał się z Suarezem i Sterlingiem, umiejętnie włączając tych piłkarzy do gry. Gracze Wigan nie mogli się uporać z jego przenikliwymi podaniami. Był w stanie także doskonale czytać grę Urugwajczyka, co pozwoliło na znakomite wykorzystanie atutów napastnika. Hiszpan często wchodził w pole karne, czy to z piłką, czy też bez niej. Robił to regularnie także podczas gry na pozycji lewego obrońcy, ale bardzo dobrze czuje się w roli ofensywnego zawodnika.

W jego grze najbardziej cieszy chęć regularnego krycia przeciwnika – wcześniej było to dla niego obce. Enrique poprawił także utrzymywanie się przy piłce. Używa swojej siły fizycznej i się świetnie się zastawia, co w połączeniu z dobrą techniką bywa zabójczo skuteczne. W konfrontacji z rywalami z Wigan zapewniało mu to sporą przewagę.

Podsumowanie

Mieliśmy do czynienia z dobrym występem piłkarzy Rodgersa, ale dwie części spotkania rażąco ze sobą kontrastowały. Liverpool uchwycił grę w drugiej połowie i do końca nie wypuścił jej ze swoich rąk. Wigan pod wodzą Martineza nie pokazało żadnych pomysłów na powrót do gry.


Sami Faizullah
lfcts.com

Autor: PiotrekB Dodano: 22.11.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u