Analiza taktyczna meczu z Młotami

Liverpool rozegrał z West Hamem bardzo emocjonujące spotkanie na Upton Park. The Reds popisali się dwoma pięknymi golami zdobytymi przez byłych piłkarzy Młotów (okienko Glena Johnsona i znakomite wykończenie Joe Cole'a), a samobójcze trafienie dołożył James Collins. Mimo niewielkiej różnicy bramek Liverpool stworzył trzy razy więcej sytuacji niż West Ham (12 do 4) i mocno zdominował posiadanie (61%).

Londyńczycy oddali gościom kontrolę nad posiadaniem piłki decydując się nie naciskać mocno ich pomocy. Zamiast tego skupili się na kontratakach i szybkim wyprowadzaniu akcji do przodu. Gdy piłka znajdowała się w ostatniej tercji boiska Liverpoolu, West Ham pokazywał wysoką etykę pracy, przyszpilając graczy Rodgersa, ale kiedy piłka przekraczała linię środkową, gospodarze cofali się i pozwalali the Reds na swobodne rozgrywanie.

Menedżer zespołu z Merseyside był pozbawiony swojego najlepszego ofensywnego piłkarza, Luisa Suareza, który pauzował w wyniku otrzymania pięciu żółtych kartek. Jego miejsce zajął dwudziestoletni Jonjo Shelvey. Młody pomocnik pełnił rolę fałszywej dziewiątki w ligowych rozgrywkach po raz pierwszy. Wcześniej Rodgers powierzył mu to zadanie w Lidze Europy, w której zajmuje miejsce w czołówce najlepszych strzelców tego pucharu.

Andy Carroll był nadal niedostępny z powodu kontuzji. Sam Allardyce na jego miejsce wybrał Carltona Cole'a, pełniącego rolę target-mana także w poprzednim meczu z Chelsea.

W przeciągu meczu Liverpool grał ustawiony ciasno. Wczesne opuszczenie boiska przez Jose Enrique oznaczało, że Stewart Downing został przestawiony na lewą obronę. Hiszpan zazwyczaj wiele wnosi do ofensywy w bocznych rejonach boiska, a jego nieobecność była odczuwalna. Główną siłą the Reds w ataku okazał się Glen Johnson.

Zdominowanie środka pola przez Liverpool

Powrót Lucasa Leivy dobrze wróży przyszłości zespołu Rodgersa. Brazylijczyk wymienił podczas meczu więcej podań niż jakikolwiek inny piłkarz. Jego wpływ na środek pola Liverpoolu uczynił pomoc the Reds o wiele bardziej dynamiczną i wszechstronną. Gdy gra u boku Allena, obaj zawodnicy intuicyjnie ubezpieczają swojego partnera w razie potrzeby, dając sobie nawzajem możliwość do wędrowania z piłką, ale też asekurację w obronie.


Gerrard operował nieco wyżej. Wymienił więcej podań w ostatniej tercji boiska niż jakikolwiek inny gracz. Ulubieniec Kopitów pokazał również wielką dyscyplinę. Często próbował przerywać ataki West Hamu w środku pola, co poskutkowało największą liczbą odbiorów spośród jego kolegów (4).

Dwóch środkowych pomocników West Hamu, Mahamed Diame i Mark Noble starali się rozciągać grę, by przełamać ciasną formację Liverpoolu. Ci zawsze mieli niekrytego zawodnika w pomocy, co zmuszało powyższą dwójkę do ciągłego zmagania się z przewagą przeciwnika. Wprawdzie Noble zakończył mecz z pięcioma odbiorami, ale nie udało mu się przełamać posiadania drużyny gości.

Pierwsza bramka pokazuje jak dużo miejsca środek pola West Hamu pozostawił the Reds. Obie osoby, które się na niego składały naciskały Liverpool wysoko, co pozwoliło Glenowi Johnsonowi na ścięcie do środka ostatniej tercji boiska gospodarzy i oddanie oszałamiającego strzału, który dał jego drużynie prowadzenie.

Także gol Joe Cole'a obnażył słabość defensywy tuż nad czteroosobową linią obrony Młotów. Raheem Sterling był kryty przez dwójkę pomocników West Hamu, ponieważ zszedł w głąb pola. Zostawiło to wystarczająco dużo miejsca dla Cole'a na przemknięcie się w kierunku bramki tuż pod nosem defensorów. Jego wypracowanie pozycji strzeleckiej było równie precyzyjne i przebiegłe jak samo wykończenie tej akcji.

Jonjo Shelvey jako fałszywa dziewiątka

Pomimo ustawienia go jako najbardziej ofensywnego gracza Liverpoolu, Shelvey przejawiał tendencję do schodzenia w głąb pola, bliżej jego naturalnej pozycji.

Nie przeszkodziło mu to jednak w odegraniu decydującej roli w zwycięskim trafieniu the Reds. Jego nacisk na Collinsa okazał się kluczowy – to on wymusił samobójczą bramkę na obrońcy West Hamu. Bieg młodego Anglika w kierunku bliższego słupka był typowy dla fizycznie grającej 'dziewiątki', pokazał on, że mentalność Shelveya jest równie dobra, co jego fizyczna wytrzymałość.


Carlton Cole w roli 'target-mana'

Plan gry West Hamu w ataku był prosty, by nie powiedzieć prymitywny: wykopywać piłkę w kierunku Carltona Cole'a, często nawet z obronnej tercji boiska. Pomagało to uniknać zatłoczonego środka pola, gdzie Liverpool zwykle posiadał liczebną przewagę.

Cole wykorzystywał swoje cechy fizyczne do sprowadzania piłki do parteru i następnego angażowania kolegów w grę ofensywną. Wykonał przy tym dobrą pracę, o czym przekonamy się oglądając poniższą grafikę. Jarvis był jego głównym 'dostawcą amunicji', próbował dośrodkowywać znacznie częściej niż ktokolwiek inny na boisku – aż 16 razy, wszystkie one miały miejsce z otwartej gry.

Pomimo tego bezpośredniego stylu gry Liverpool zakończył mecz z lekką przewagą w zwycięskich pojedynkach powietrznych. Co więcej, Carlton tracił piłkę znacznie częściej niż inni zawodnicy West Hamu. Zazwyczaj efektywny plan gry Allardyce'a nie wystarczył na wygranie niedzielnego spotkania.


Wnioski

Obie drużyny chciały wygrać ten mecz, w jakimkolwiek jego stadium każda z nich była w stanie zabrać ze sobą trzy punkty.

West Ham czuł się komfortowo oddając posiadanie piłki the Reds. W pierwszej połowie wyglądało na to, że Młoty wypracowały efektywny system kontrataków. Mimo to ich pressing i fizyczne podejście do gry nie przyniosły żadnych wymiernych rezultatów, nie udało im się nawet zdobyć gola z otwartej gry.

Ostatecznie Liverpool był w stanie odnaleźć mnóstwo miejsca pomiędzy linią obrony a pomocą West Hamu, co pozwoliło piłkarzom the Reds na uzyskanie przewagi nad defensywą gospodarzy.


eplindex.com

Autor: PiotrekB Dodano: 13.12.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u