Analiza taktyczna meczu ze Stoke

Liverpool dołączył do grona drużyn cierpiących z powodu konfrontacji na Britannia Stadium po tym jak szalone pierwsze 12 minut doprowadziło do ostatecznej porażki z rąk gospodarzy 3-1. Brendan Rodgers ustawił swój zespół w niezmienionym kształcie od spotkania z Fulham wygranego 4-0, ale nie był w stanie odtworzyć swobody gry i waleczności z tamtej kolejki.


The Reds zaczęli ze Stewartem Downingiem i Suso grającymi na swoich słabszych stronach, mając nadzieję na ich zejścia do środka wykorzystujące statyczność obrony Stoke. Jednakże Liverpoolowi nie udało się wykorzystać czarnej dziury pomiędzy pomocą a obroną gospodarzy, co pozostawiło Luisa Suareza wyizolowanego przez duże okresy meczu.


Jak pokazują pomeczowe statystyki, zespół z Merseyside po raz kolejny dominował w każdej kategorii za wyjątkiem fauli. Nie zmienia to faktu, że the Reds nie byli w stanie wykorzystać zdominowania posiadania oraz zaskakująco dobrej skuteczności w pojedynkach powietrznych przeciwko drużynie słynącej z tego aspektu gry.

Wczesne przełamanie

Liverpool strzelili swoją jedyną bramkę w meczu już po dwóch minutach spotkania, gdy Luis Suarez został faulowany w polu karnym, dając tym samym szansę Stevenowi Gerrardowi na zapewnienie drużynie prowadzenia e z jedenastu metrów. Nietypowa długa piłka wyprowadzona z pomocy gości odnalazła Urugwajczyka na prawym skrzydle, gdzie musiał zmierzyć się z kapitanem Stoke Ryanem Shawcrossem. Ten przewrócił napastnika rywali trzymając go za koszulkę – poskutkowało to pierwszym rzutem karnym dla Liverpoolu w tym sezonie, który pewnie wyegzekwował Gerrard, trafiając piłką w lewy róg bramki.



Odpowiedź Stoke

Przed meczem wiele się mówiło o świetnej domowej formie Stoke. Zaraz po wczesnej utracie bramki poziom decybeli na Britannia znacząco podniósł morale gospodarzy, do tego stopnia, że wyrównali zaledwie po dwóch minutach od trafienia the Reds.


Daniel Agger zbyt luźno krył Kenwyne'a Jonesa pozwalając numerowi 9 Stoke zgruchotać Duńczyka na tyle, by po długim dośrodkowaniu z linii obrony móc swobodnie odegrać piłkę do Jona Waltersa. 29-latek był pilnowany tylko przez Martina Skrtela, a gdy ten pośliznął się na grząskiej murawie został sam na sam z bramkarzem. Walters łatwo wykończył strzał przy Reinie po czym zaczął świętować z rozemocjonowanym tłumem kibiców gospodarzy.

Drugi gol Garncarzy został wypracowany poprzez schemat najprawdopodobniej ćwiczony na treningach z inspiracji Tony'ego Pullisa. Rosły napastnik Trynidadu i Tobago Jones przy wykonywaniu rzutu rożnego w dwunastej minucie meczu został umieszczony przy bliższym słupku bramki Pepe Reiny. Wyskoczył najwyżej ze wszystkich i ku zaskoczeniu obrońców Liverpoolu skierował piłkę prosto do siatki.


Gra ataku Stoke

Pomimo tego, co pokazują statystyki napastnicy Stoke zdominowali tylną formację the Reds jeżeli chodzi o bitwy w powietrzu. Kenwyne Jones odegrał podobną rolę do tej, którą pełnił Christian Benteke w meczu Aston Villi na Anfield wygranym 3-1, z łatwością przetrzymując piłkę. Tymczasem wsparcie otrzymane ze strony Jona Waltersa sprawiło, ze Stoke dysponowało podwójnie niebezpiecznym atakiem.


Długie piłki takie jak ta pokazana na powyższym zdjęciu stanowiły ciągły problem dla defensywy Liverpoolu. Jones rozpraszał Skrtela i Aggera, kusząc ich by próbowali od razu uporać się z zagrożeniem jakie stanowił. Pozwalało to pomocnikom Stoke na wypady do przodu, co dodawało ich atakowi sporą liczbę opcji na rozwój akcji.


Sytuacje podobne do tych na powyższym zdjęciu powtarzała się przez niemal całą pierwszą połowę, zwłaszcza jeśli chodzi o pomocników szukających okazji do dośrodkowań ze skraju pola karnego. Nałożyło to na gości ekstremalną presję, ponieważ najmniejsza chwila nieuwagi ze strony obrońców i bramkarza mogła skończyć się tragicznie. Brendan Rodgers mógł czuć się niezadowolony z postawy Reiny, który zafundował kibicom wiele momentów mrożących krew w żyłach.

Punkty nacisku

Liverpool stał się obiektem własnej taktyki, ponieważ Stoke naciskało w wysokich rejonach boiska, nie dając czasu obrońcom gości na rozgrywanie piłki. Poniższe zdjęcie ilustruje okres podwyższonego pressingu ze strony ofensywnych zawodników Garncarzy, prowadzącego do wielu niedbałych podań w obrębie defensywy the Reds. Pomocnicy Stoke często korzystali z zabłąkanych piłek, po których albo zagrywali je daleko w kierunku Jonesa, albo rozważali opcję posyłania ich na skrzydła, tworząc miejsce do przyszłego dośrodkowania.


Stoke City jest powszechnie znane z...

Tak jest, z długich wrzutów z autu. Boczni obrońcy, Wilkinson i Cameron, męczyli nimi obronę gości przez cały mecz. Początkowo Liverpool dobrze sobie radził z ping-pongową taktyką gości, która okazała się ostatnimi czasy tak skuteczna. Jednak wkrótce po gwizdku oznajmiającym drugą połowę the Reds zostali oblężeni we własnym polu karnym. Wilkinson posłał dwudziestometrowy wyrzut z autu w kierunku Kenwyne'a Jonesa, a ten gładko zgrał piłkę na ziemię na chwilę przed tym jak Walters umieścił ją obok bezradnego Reiny precyzyjnym wykończeniem.


Przebłyski Liverpoolu

Tablica z wynikiem może wydawać się przerażająca, ale Liverpool zagrał też nieco dobrego futbolu i był w stanie podjąć rękawicę rzuconą przez silną obronę Stoke. Po raz kolejny Luis Suarez rozegrał błyskotliwe spotkanie, zasługując na co najmniej jedno trafienie. Atak the Reds zdołał oddać na bramkę o siedem strzałów więcej od gospodarzy, a także odnajdywał przestrzeń za sztywną formacją Garncarzy.


Obszar podkreślony na powyższym zdjęciu był miejscem zdominowanym przez pomocników Liverpoolu przez cały mecz. Jonjo Shelvey i Steven Gerrard często wędrowali przez połowę Stoke już od koła środkowego boiska, ale nie byli wystarczająco precyzyjni przy ostatnich piłkach. Nie udało im się zapewnić the Reds mocnej platformy, z której można byłoby strzelać bramki. Oznaczało to, że w tym czasie sytuacja była pod kontrolą cofniętej pomocy Garncarzy, zagęszczającej przestrzeń przed własną bramką i uniemożliwiającej posyłania kluczowych podań lub strzelania na bramkę.


Pozostawiło to Luisa Suareza ekstremalnie wyizolowanego oraz pozbawionego wsparcia w postaci Stewarta Downinga i Suso, będących zbyt powolnymi, by dostać się bliżej niego. Rodgers starał się to naprawić wprowadzając w przerwie młodego Raheema Sterlinga. Oprócz świetnej piłki na początku drugiej połowy, osiemnastolatek nie pokazał zbyt wiele. Menedżer w dalszej części spotkania wprowadził także Jordana Hendersona i Joe Cole'a, mając nadzieję, że powtórzą swoje heroiczne występy z Upton Park, jednak nie było to możliwe ze względu na do bólu konsekwentną grę tylnej czwórki Stoke City.


Wnioski

Po raz kolejny Liverpool zszedł z boiska rozczarowany, wracając ze Staffordshire do domu z niczym. Porażka oznacza,że zespół pozostaje w środku tabeli, a Brendana Rodgersa czeka mnóstwo pracy przed następną kolejką, gdzie jego zespół zmierzy się na Loftus Road z Queens Park Rangers. Londyńczycy niedawno mianowali Harry'ego Redknappa, aby uratował ich tonący statek, jednak biorąc pod uwagę postawę Luisa Suareza, który ostatnio wywalczył nią nagrodę piłkarza miesiąca, wszystko jest możliwe.


Zdjęcia umieszczone w powyższym artykule pochodzą z serwisów squawka.com oraz whoscored.com

lfcts.com

Autor: PiotrekB Dodano: 03.01.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u