Analiza taktyczna meczu z Norwich

Po rozczarowującym meczu na Old Trafford, w którym bojaźliwa taktyka Liverpoolu w pierwszej połowie kosztowała the Reds porażkę, Brendan Rodgers i jego drużyna zrekompensowali kibicom zawód w spektakularny sposób wygrywając na Anfield. Zespół z Merseyside zdeklasował Norwich w występie godnym historii swojego klubu, kompletując tym samym ligowy dublet z Kanarkami – goście stracili aż jedna czwartą bramek w sezonie za sprawą Liverpoolu (10 na 40).

Okoliczności przed tym meczem były identyczne do tych, które miały miejsce we wrześniu: Liverpool przegrał 2-1 z United, a Norwich zaliczyło serię przeciętnych spotkań. Na nieszczęście dla Kanarków stracili oni aż pięć bramek, całe show prowadził Luis Suarez, a Chris Hughton skarżył się na słaby występ formacji defensywnej przeciwko 'bardzo dobremu i skutecznemu zespołowi'.

Nawiasem mówiąc to właśnie wrześniowa pięciobramkowa porażka z ekipą z Merseyside na Carrow Road była preludium do niesamowicie długiego okresu bez przegranej, z którą swego czasu mogła się równać tylko Barcelona – w tym wypadku Hughton będzie miał nadzieję na déjà vu.

Składy

Brendan Rodgers po raz pierwszy rozpoczął spotkanie z Luisem Suarezem i Danielem Sturridgem w składzie, ten ostatni zastąpił w wyjściowej jedenastce Raheema Sterlinga, a Jordan Henderson zajął miejsce Joe Allena w środku pola. Ustawienie Liverpoolu skłaniało do zadawania pytań. Jak sprawdzi się na boisku? Który napastnik będzie grał szeroko? Czy Henderson zajmie miejsce na lewej pomocy? Czy obecność dwóch napastników i trzech środkowych pomocników w tej samej drużynie nie wpłynie na przydatność Suareza?


Po drugiej stronie barykady Chris Hughton zdecydował się na posadzenie na ławce najbardziej kreatywnego i pracowitego ofensywnego pomocnika, Wesleya Hoolahana i zastąpienie go środkowym pomocnikiem Jonathanem Howsonem, aby przeciwstawić się tercetowi Liverpoolu w środku pola. Goście ustawili się w znajomej dla siebie formacji 4-4-1-1 głównie z zamiarem bronienia się, licząc na bramkę po stałym fragmencie gry (niemal tego dokonali w pierwszych minutach spotkania).

Mecz okazał się ekstremalnie jednostronny. Statystyki z poprzedniego starcia obu drużyn niemal powtórzyły się w spotkaniu na Anfield – Liverpool zdominował posiadanie (67.7%), strzelał na bramkę rywala aż 19 razy i wykonał olbrzymią liczbę podań (694) z 90% skutecznością. Na Carrow Road te same statystyki wyniosły odpowiednio 67.1%, 17 strzałów oraz 700 podań z 90% skutecznością.

Za porażką planu gry Hughtona stały dwa podstawowe powody. Po pierwsze Norwich nie naciskało głęboko grających pomocników the Reds. Po drugie niesamowite poruszanie się po boisku zawodników gospodarzy pozwoliło im na przeładowanie środka pola bez zakrzywiania formacji zespołu.

Norwich rezygnuje z pressingu

Brak pressingu ze strony Norwich był zrozumiały ze względu na tempo ofensywnych graczy Liverpoolu. Nacisk w wysokich rejonach boiska sprawia, że cały zespół musi przesunąć się do przodu, co oznacza, że szansa odsłonięcia przestrzeni za linią obrony oraz pomiędzy linią obrony a pomocą jest wysoka. Tylko znakomicie zdyscyplinowana drużyna z pewną defensywą może myśleć o wcieleniu w życie takiego planu. Trzeba przyznać, że ta taktyka ostatnio przysparzała the Reds ogromnych kłopotów.

Zarówno Stoke City i Manchester United agresywnie naciskały na Liverpool w wysokich rejonach boiska, aby wybić go z jego gry podaniami i obie drużyny zebrały tego żniwo. Nawet Aston Villa, która okopała się na swojej połowie przez zdecydowaną większość meczu, by ostatecznie odnieść triumf na Anfield, aktywnie używała swoich dwóch napastników, żeby zmusić the Reds do gry skrzydłami, a nie środkiem pola.

Wszystkie z 21 odbiorów Norwich oprócz jednego (17 skutecznych) było wykonanych na swojej połowie. Wszystkie z wyjątkiem czterech było wykonane w ich obronnej tercji boiska. 48% odbiorów było wykonanych w, lub w pobliżu pola karnego i jak na ironię piłka po jednym z nich wykonanym na Suarezie powędrowała pod nogi Hendersona, który po chwili umieścił ją wolejem w siatce. To trafienie okazało się kluczowe w dalszym otworzeniu lawiny bramek.

Porównajmy to z przyjęciem zgotowanym Liverpoolowi przez Stoke City, gdzie 16 z 26 ich odbiorów było wykonanych w środkowej lub w defensywnej tercji the Reds. Celność podań zespołou z Merseyside w tamtym spotkaniu wynosiła 84% (o 6 punktów procentowych mniej niż z Norwich), a w ostatniej tercji 76% (o 7 mniej). Oczywiście musimy wziąć pod uwagę, że porównujemy mecz domowy z wyjazdowym, ale Liverpool na Brittania Stadium osiągnął aż 62% posiadania – tylko po to, żeby dominować w obszarach boiska, z których nie mógł zagrozić bramce przeciwnika.

Na strategii Norwich najbardziej skorzystał Steven Gerrard, którego wyraźnie radowała perspektywa swobodnej możliwości wyboru celów podań, a coraz częściej nie daje temu rady, gdy jest zmuszony robić to pod wpływem presji. Kapitan-talizman, który dotychczas rozegrał każdą minutę obecnej ligowej kampanii dla swojego klubu zakończył spotkanie ze 115 podaniami na koncie (93% celności). Wykonał 23 długie podania, 20 z nich było skutecznych. Bardzo wiele mówi fakt, że 60% jego podań miało miejsce na połowie przeciwnika, a prawie jedna trzecia z nich w ostatniej tercji boiska.

Innymi zawodnikami z najwyższymi statystykami podań byli środkowi obrońcy – Jamie Carragher i Daniel Agger, a także defensywny pomocnik Lucas Leiva (odpowiednio 78, 76 i 67 podań). Fakt, że aż 41% podań tej trójki zostało wykonanych na połowie rywala najdobitniej pokazuje jak bardzo Norwich okopało się przed swoją bramką.

Dynamiczne poruszanie się Liverpoolu

W szóstej minucie spotkania Stewart Downing zszedł z prawej strony boiska i popędził środkiem pola za linią obrony przeciwnika po tym jak dostrzegł go Gerrard. Nie doprowadziło to do sytuacji bramkowej, ale było wczesną zapowiedzią tego, co miało się stać.

Gdyby Norwich nie zdecydowało przed meczem o zastosowaniu głębokiej obrony, Hughton musiałby dokonać wczesnych zmian, aby ratować system. W przeciągu całego spotkania Kanarki były spychane coraz głębiej i głębiej. Gdy Norwich starało się odrobinę nacisnąć rywali od razu doprowadziło to do utraty gola przez jedno podanie z linii obrony do napaści. Do zdobycia bramki przyczynił się Sturridge, który błyskotliwie przepuścił piłkę pomiędzy nogami, co zmyliło dwóch graczy gości skoncentrowanych na Angliku, a odpuszczających Suarezowi. Ten wykorzystał daną mu przestrzeń i trafił do siatki.

Drużyna Chrisa Hughtona po raz kolejny zawiodła jeśli chodzi o poradzenie sobie z zagrożeniem jakie powoduje Suarez.- zawodnik, który stał się najokropniejszym z jej koszmarów. Plany Norwich, aby skupić większość uwagi na Urugwajczyku i śledzić jego ruch przy każdej okazji zostały zniweczone przez zsynchronizowane poruszanie się piłkarzy Liverpoolu oraz wystawienie przez the Reds drugiego napastnika, w osobie Sturridge'a, stwarzającego zagrożenie w okolicach pola karnego.


Wspaniałym aspektem posiadania piłki rzędu 68% jest to, że w ataku nie trzeba koniecznie zachowywać określonej formacji. I właśnie tu Liverpool zyskał dodatkową przewagę.

Poruszanie się w parach ofensywnych zawodników the Reds było nadzwyczajne, bardzo trudno było je pokryć. Gdy Downing schodził do środka, Sturridge przesuwał się do prawej, a Suarez wybierał najlepszą pozycję opierając się na miejscu, gdzie znalazł się numer 19 Liverpoolu.

Henderson i Suarez często dryfowali w kierunku lewej linii bocznej. Sturridge zmieniał pozycje z Urugwajczykiem, ale ten ostatni najczęściej znajdował się za plecami pierwszego. Dwójka napastników czasem cofała się w głąb pola, co automatycznie powodowało wybieganie do przodu Stevena Gerrarda. Te wymiany były bardzo szybkie i naturalne; szybko pozbawiły Norwich nadziei na korzystny rezultat.

Przeładowanie środka pola przez the Reds

Jeżeli Hughton zamierzał sparaliżować środek pola dusząc w tym miejscu opór gospodarzy, to odpowiedzią Liverpoolu było dalsze przeładowanie tej strefy oraz poleganie na sprytnych, szybkich podaniach w rejonie pola karnego. Henderson i Suarez (na co wskazują ich przeciętne pozycje na boisku) byli najczęściej ustawieni centralnie pomimo tego, że dzielili odpowiedzialność za lewą flankę swojego zespołu.


Było to możliwe za sprawą obecności Glena Johnsona, którego znaczenie jako ofensywnego bocznego pomocnika dało się doskonale odczuć w tym spotkaniu. Podczas wypadów na połowę przeciwnika Anglik odgrywał praktycznie rolę lewego skrzydłowego, pozwalając tym samym Hendersonowi i Suarezowi na zajęcie pozycji wokół defensywnych pomocników Kanarków. Jego przeciętna pozycja na boisku (pokazana powyżej) była wyższa od Hendersona i prawie tak wysunięta jak Downinga na przeciwnej flance.

Nawet Andre Wisdom stacjonował dosyć wysoko, gdy Liverpool utrzymywał się przy posiadaniu, ale ze względu na ograniczone umiejętności ofensywne młodego nominalnego środkowego obrońcy nie zagrażał Norwich tak bardzo jak Glen Johnson.

Gdy Liverpool się bronił, Henderson przytomnie zajmował lewą flankę, a Suarez utrzymywał swoją centralną pozycję. Wolne przechodzenie z obrony do ataku zespołu gości oraz brak większej liczby ofensywnych zawodników oznaczały, że zespół Hughtona nigdy nie znalazł się w pozycji, w której mógłby szybko wykorzystać zakrzywioną formację the Reds.

Podczas gdy Aston Villa posiadała Andreasa Weimanna i Christiana Benteke, a Stoke Johnatana Waltersa i Kenywyne'a Jonesa, którzy byli gotowi natychmiastowo pomóc swojej drużynie w przejściu z obrony do ataku, Howson i Holt nie stwarzali takiego zagrożenia.

Wnioski

Liverpool posiadał zbyt dużo jakości jak na defensywnie nastawione Norwich City. Istniały obawy co do ewentualnego negatywnego wpływu Sturridge'a na Suareza, mówiące, że Urugwajczyk będzie za bardzo odciągnięty od bramki przeciwnika, jednak ten mecz dowiódł, że wyżej wymieniona para może rozwinąć bardzo obiecujące partnerstwo, dające numerowi czerwonemu numerowi 7 więcej wolności, a co za tym idzie możliwości do wyrażenia się na boisku.

Kolektywne poruszanie się po boisku w wykonaniu gospodarzy było tym bardziej imponujące, że Liverpool nigdy wcześniej nie grał w tym określonym zestawie graczy. Podczas gdy Hughton może mieć jedynie nadzieję na szybkie zapomnienie o tym spotkaniu, Rodggers musi zadecydować, czy jego zawodnicy będą w stanie powtórzyć taki występ w ciężkich wyjazdowych meczach z Arsenalem i Manchesterem City na przestrzeni czterech dni w przyszłym tygodniu.


eplindex.com

Autor: PiotrekB Dodano: 22.01.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u