Analiza taktyczna meczu z City

Liverpool zaliczył imponujący występ, ale został pozbawiony zwycięstwa przez precyzyjne wykończenie Sergio Aguero. The Reds efektywnie naciskali przeciwnika oraz wykorzystywali przestrzeń zarówno za, jak i przed linią defensywną Manchesteru City, czym przysporzyli rywalowi mnóstwo kłopotów.

Roberto Mancini musiał sobie radzić bez Vincenta Kompany'ego i Yaya Toure. W obronie wybrał dwóch lewonożnych zawodników, Matiję Nastasica i Joleona Lescotta, do tej pory w tym sezonie unikał tego rozwiązania. Z przodu Edin Dżeko partnerował Sergio Aguero, a Samira Nasriego zastąpił James Milner.

Brendan Rodgers dokonał tylko jednej zmiany w składzie w porównaniu ze zremisowanym meczem z Arsenalem. Jose Enrique zajął miejsce Andre Wisdoma, tak by Glen Johnson mógł grać na swojej nominalnej pozycji.

Suarez z przodu, Henderson z boku

W poprzedniej ligowej kolejce na the Emirates Rodgers wystawił Luisa Suareza na lewej flance, a Jordana Hendersona w środku pola - w tej okazał się odważniejszy. Henderson został wtedy użyty jako trzeci środkowy pomocnik mający pomóc w walce z trzyosobową pomocą Arsenalu w środkowej strefie. Natomiast w meczu z City Irlandczyk praktycznie zagrał dwoma napastnikami. Wprawdzie formacja przypominała 4-2-3-1, ale Suarez został użyty w roli 'numeru 10' i dobrze współpracował ze Sturridgem.



Ustawienie Liverpoolu świetnie prezentowało się w starciu z City – Henderson dobrze odciągał Pablo Zabaletę przesuwającego się w górę i dół pola tocząc z nim pojedynki na wytrzymałość, a Suarez wykorzystywał powstałą przestrzeń. Rozważając role młodego Anglika w obydwu szlagierowych meczach (środkową z Arsenalem, łącznie z sytuacją, w której Urugwajczyk zdobył bramkę i boczną z City, gdzie pozwalał Suarezowi na korzystanie z wolnego miejsca) możemy z całą pewnością stwierdzić, że Rodgers doskonale dobrał jego zadania w zależności od spotkania.

Pressing

Początek meczu upłynął pod znakiem wzorca, który doskonale znamy z meczów Premier League – obie drużyny mocno naciskają przez pierwsze dziesięć minut, a potem wracają do 'normalnych' poziomów pressingu. Tak więc po szalonym początku spotkania, gdzie żadna drużyna nie mogła niczego zbudować od swoich tylnych formacji lub skonstruować składnych akcji opartych na wymianie podań, gra wróciła do zwykłego kształtu, a pressing Liverpoolu okazał się o wiele skuteczniejszy.

Głębsza pozycja Suareza oznaczała, że nie był on w stanie prowadzić pressingu jako środkowy napastnik, co pomogło ustawić tempo swojego zespołu (to jeden z ważniejszych aspektów jego występu). Mimo że jego poruszanie się było mniej oczywiste, to wkład Urugwajczyka w defensywę był nadal ważny. Zajmował uwagę jednego ze środkowych pomocników City, zazwyczaj Javiego Garcii i zatrzymywał podania rywala. Sturridge naciskał w dalszych rejonach boiska, ale nie był przy tym tak efektywny jak Suarez.

Natomiast napastnicy the Citizens po pełnym energii początku przez resztę spotkania włożyli w defensywę bardzo niewiele.

Podwójne zagrożenie

Kluczem do pierwszej połowy było podwójne zagrożenie ze strony Sturrigge'a i Suareza. Anglik tempem swojej gry wyciągał Nastasica do boku, a Urugwajczyk ciągle znajdował mnóstwo przestrzeni pomiędzy formacjami.

To drugie było o wiele większym problemem, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę to, że oba gole Liverpoolu padły po uderzeniach z dystansu z właśnie tej strefy. City zostawiło zbyt wiele miejsca pomiędzy liniami, częściowo dlatego, że ich obrona nie mogła wyżej naciskać ze strachu przed Sturridgem, który był w stanie bez problemu wykorzystać przestrzeń za jej plecami, a częściowo z powodu zbyt wysokich pozycji Garcii i Garetha Barry'ego.


W artykule dla Guardiana przypisałem źródło tego problemu nikłej pracy w defensywie Aguero i Dżeko, co automatycznie zmusiło Garcię i Barry'ego do krycia większej strefy:

City było przez cały czas zbyt otwarte w przestrzeni pomiędzy liniami. To rzadki widok, aby drużyna Premier League pokazywała taki brak zwartości w ustawieniu. Źródłem problemu jest brak pressingu w wysokich partiach boiska po dynamicznym początku spotkania. Sergio Aguero i Edin Dżeko włożyli bardzo niewiele w defensywę. Ich ospałe ruchy rażąco kontrastowały z poruszaniem się Sturridge'a oraz Suareza, który pozostaje jednym z najbardziej energetycznych napastników w Premier League w grze bez piłki.

Podczas gdy Urugwajczyk krył Javiego Garcię, Aguero pełniący niemal taką samą rolę jak on w zespole City nawet nie próbował uciszenia Lucasa Leivy. Zmusiło to Garcię i Barry'ego do walki w wyższych rejonach środka pola, co kosztowało oddanie Suarezowi miejsca za ich plecami. Mancini z pewnością jest zadowolony z rychłego powrotu Yaya Toure z Pucharu Narodów Afryki. Javi Garcia nadal ma wiele do udowodnienia jako środkowy pomocnik, a więź pomiędzy Toure i Barrym jest o wiele bardziej naturalna.


Milner i Silva

Strefą, w której the Citizens radzili sobie dobrze były boczne strefy boiska. Pierwszy gol, strzelony przez Dżeko, był poprzedzony świetną grą kombinacyjną pomiędzy Milnerem a Davidem Silvą, którzy wymienili kilka szybkich podań na lewej flance.

To niezwykłe, że dwóch bocznych graczy tak efektywnie współpracuje ze sobą na jednym skrzydle, ale w zasadzie to już cecha stylu City od dłuższego czasu. W zeszłorocznym pamiętnym meczu na Old Trafford, wygranym 1-6 przez Niebieskich, Silva i Milner mieli tendencję do rajdów po przekątnej boiska, co powodowało przeciążenie jednej flanki. Powodem dla, którego Mancini wystawił razem Milnera i Silvę było to, że razem stanowią lepszą kombinację niż para Nasri-Silva – mogą skuteczniej przechodzić na pozycję swojego partnera.


Mancini zmienia formację

Obawy Włocha poskutkowały tym, że zdecydował się na swój plan B – system 3-5-2 – w połowie drugiej części spotkania. Aleksandar Kolarov zastąpił Nastasica, od tej pory trójkę środkowych obrońców stanowili Zabaleta, Lescott i Clichy, bocznymi obrońcami zostali Milner i Kolarov, a Silva zaczął grać w centralnej pozycji za dwójką napastników.

Nie odmieniło to meczu, ale przewaga Liverpoolu stała się mniej oczywista. City zyskało dodatkowego zawodnika w środku pola, ponieważ Silva dryfując wokół Lucasa sprawił, że dominacja tej strefy przez the Reds nie była aż tak wyraźna. Garcia i Barry wydawali się bardziej bezpieczni, a ich przeciwnicy mieli mniej luk do wykorzystania.

Późniejsze zmiany

Wprowadzenie Maicona za Silvę było typową zmianą Manciniego – ciekawym posunięciem, zapewniającym więcej możliwości w ataku. Milner przesunął się do środka, gdzie walczył bardzo dobrze, dając City przewagę w tej strefie, a Aguero odbierał piłkę w głębi pola oraz pomagał kolegom 'przeładowywać' Lucasa. Tymczasem Maicon odnowił pokłady energii na prawym skrzydle prowadząc nią zaciekłe ataki (podobnie jak w meczu z Tottenhamem, w którym również wszedł z ławki rezerwowych).

Być może zagrożenie z jego strony zachęciło Rodgersa do zastąpienia Enrique Martinem Skrtelem. Agger przesunął się na lewą, aby zapewnić drużynie solidność na lewej obronie.

Wnioski

To był jeden z tych meczów, w którym – pamiętając o napompowanym baloniku oczekiwań, 'Super Sunday', połączonym z pewnością siebie Rodgersa na konferencji prasowej – można było łatwo zapomnieć o tym, że to City było mocnymi faworytami. Ich wyniki u siebie są świetne. Są 17 punktów przed the Reds, walczą o tytuł, a Liverpool jest obecnie zespołem środka tabeli, ciągle się polepszającym, ale prawda jest taka, że brakuje mu tyle samo punktów do czwartego miejsca co do piętnastego.

Mimo to zespół z Merseyside odważnie wyszedł ze swoim pressingiem i wydał City otwartą bitwę, w której był prawdopodobnie lepszy. Frustrujące, że rzeczą, która najlepiej wyszła Liverpoolowi (kombinacyjna gra pary Suarez-Sturridge rozciągająca obronę przeciwnika na wszystkie strony) była czymś, co Mancini z góry odrzucił, pozostawiając znakomicie grającego pressingiem Teveza na ławce. Właśnie ta różnica w nacisku na przeciwnika wpłynęła na przebieg całego spotkania.


zonalmarking.net

Autor: PiotrekB Dodano: 14.02.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u