Analiza taktyczna meczu z Fulham

W niedzielę Fulham przyjęło na Craven Cottage Liverpool FC. Zobaczyliśmy dwie diametralnie różne połowy. Najpierw the Reds stracili bramkę w 33 minucie, ale nie marnowali czasu ale chwilę potem wyrównali za sprawą kupionego w styczniu Daniela Sturridge'a. Zmiany poczynione przez Brendana Rodgersa w połowie czasu gry wzmocniły obronę i sprawiły, że gospodarze raz po raz ulegali kontrom zespołu z Merseyside.

Składy i taktyka

W pierwszej połowie Liverpool został ustawiony w eksperymentalnej formacji. Bez wątpienia przyczyniła się do tego czysta konieczność – Gerrard, Suarez oraz Agger, trójka graczy pierwszej jedenastki, była niedostępna. Wielka luka w obronie, pomocy i ataku sprawiła, że Rodgers mógł dać szansę młodszym graczom takim jak Wisdom, Coates, czy Shelvey.


Fuham ustawiło się w standardowym dla nich ustawieniu 4-4-1-1. W ofensywie Berbatowa wspierał Ruiz, a reszta zawodników uformowała za nimidwie czteroosobowe linie.

Jeśli chodzi o statystyki, to mecz był bardzo wyrównany. Wprawdzie Liverpool lekko zdominował posiadanie piłki (51.5%), ale za to oba zespoły osiągnęły aż 88% celność podań. Podopieczni Rodgersa wymienili w ostatniej tercji boiska zaledwie o pięć podań więcej niż drużyna gospodarzy (122 do 117).

Największą różnicą okazało się tworzenie sytuacji bramkowych. Fulham wykreowało ich zaledwie pięć, a Liverpool aż trzynaście. Przy podobnym poziomie podawania kluczowy w wypracowywaniu okazji strzeleckich kluczowe okazało się poruszanie się zawodników the Reds.

Już od samego początku spotkania nie mogliśmy się skarżyć na nudę. Liverpool wcześnie zabrał się za tworzenie sytuacji, ale nic z tego nie wynikło. Po niemal każdym ataku zespołu z Merseyside Fulham odnajdywało przestrzeń na wyprowadzanie swoich akcji.

Londyńczycy naciskali bardzo wysoko, a środek pola stał się zatłoczonym miejscem bitwy graczy obu drużyn o dominację. Młodsi zawodnicy the Reds byli ciągle zagrożeni odebraniem piłki, nieodpowiedzialnym podejściem popisał się zwłaszcza Coates.

Gol Berbatowa padł dzięki chaosowi w szykach obronnych gości. Bułgar przedostał się pomiędzy Coatesa i Carraghera bez najmniejszego trudu i z łatwością umieścił piłkę w siatce głową. Urugwajczyk krył dalszy słupek – miejsce, gdzie nie było ani jednego gracza Fulham. Kwestia sporna, czy stało się to za sprawą braku komunikacji pomiędzy oboma obrońcami, czy też zwykłego niechlujstwa, w każdym razie Liverpool nie czuł się komfortowo w ustawieniu z trójką defensorów.

Zmiany Rodgersa

Brendan Rodgers odpowiedział na ten brak organizacji zmieniając Wisdoma na Enrique i wracając do znajomej dla the Reds formacji z czwórką zawodników z tyłu.


Liverpool wyglądał na zupełnie inny zespół. Carragher z Coatesem czuli się bardziej komfortowo w głębszych rolach środkowych obrońców. Kolejny piłkarz na lewej flance oznaczał, że Downing, po przestawieniu na prawe skrzydło, mógł zapuszczać się znacznie głębiej. Coutinho był teraz w stanie znaleźć znacznie więcej miejsca po lewej stronie boiska. Przestrzeń pomiędzy Brazylijczykiem a Sturridgem zmniejszyła się, co pozwoliło im na bardzo owocną współpracę. Zmiany wprowadzone przez Rodgersa zadziałały zgodnie z efektem domina.

Poniższa grafika przedstawia średnie pozycje zawodników oraz ich wpływ na grę w pierwszej i w drugiej połowie.


Carragher z Coatesem przesunęli się do wewnątrz, skuteczniej pilnując środka defensywy. Lucas zajął bardziej centralną pozycję w mniej zagęszczonym środku pola, a jego wpływ na od razu grę poszybował w górę. Najbardziej kluczowe okazały się dwie boczne pary, Enrique i Shelvey oraz Johnson i Downing, ponieważ zaczęły 'przeciążać' skrzydła (zjawisko nieistniejące w pierwszej połowie), co otwierało przestrzeń w środku dla Coutinho i Sturridge'a. Obrońcy Fulham musieli się odtąd zmagać zarówno z tą parą, jak i z zagrożeniem w bocznych sektorach.

Nowa formacja ożywiła numer 10 Liverpoolu, który łącznie z magiczną asystą przy golu Sturridge'a wypracował cztery sytuacje bramkowe.


Dwie bramki strzelone w drugiej połowie były owocem zmiany ustawienia the Reds i stworzonego przez nie miejsca. W obu brał udział idealnie wykorzystujący nowe warunki Philippe Coutinho. Pierwszy w 63 minucie padł wprawdzie po odbitym strzale, lecz pamiętajmy, że Brazylijczyk chwilę przedtem miał dostatecznie dużo miejsca na przedryblowanie do ostatniej tercji boiska. Druga stworzona przez niego sytuacja miała miejsce w 85 minucie – niezwykła, finezyjna piłka wprost do Sturridge'a, który dzięki niej mógł świętować swój hattrick.

Rola Karagounisa

Karagounis pełnił rolę 'wentylu bezpieczeństwa' w zespole Fulham. Gdy Liverpool wywierał nacisk, Grek posyłał znakomite długie podania powodujące olbrzymie zagrożenie w szeregach gości, szybko zamieniając obronę na atak. Idealnie wpasował się w podejście Londyńczyków oparte na kontratakach.

W tym meczu zagrał 17 długich piłek, z których aż 11 dotarło do celu, osiągając tym samym imponującą, 65% celność. 14 z nich trafiło w pole karne the Reds. Warto również zauważyć, że liczba jego podań w ostatniej tercji boiska (20) równa się liczbie podań wykonanych przez najbardziej wysuniętego zawodnika gospodarzy – Berbatowa.

Być może Grek ma swój fizyczny szczyt możliwości dawno za sobą, ale nadal może okazać się wartościowym ogniwem Fulham, zwłaszcza w meczach granych z kontry.

Kluczowa zmiana

Losy spotkania odmieniły się dzięki przejściu the Reds do starego ustawienia. Zapewniło to lepsze piłki Sturridge'owi, który doskonale wiedział, co z nimi zrobić. Londyńczycy nie wyglądali na wyjątkowo słabych, czy wyłączonych z meczu, ale kluczowa zmiana Rodgersa w połowie czasu gry dała najbardziej kreatywnym piłkarzom Liverpoolu przestrzeń i okazje do błysku.


eplindex.com

Autor: PiotrekB Dodano: 16.05.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u