Co z tym Downingiem?

Po pozbyciu się Andy'ego Carrolla zaczęto zastanawiać się nad umiejętnościami pomocnika, który miał być odpowiedzialnym za zapewnianie byłemu już napastnikowi Liverpoolu sytuacji bramkowych. Podobnie jak Carroll, w którym wielu widziało dla the Reds „Plan B", również Stewart Downing ma za sobą grono zwolenników. Czy aby jednak ich opinie nie są przesadzone? Czy Downing ma zespołowi jeszcze coś nowego do zaoferowania?

Prawdę mówiąc, Anglik od początku był skazany na niepowodzenie. 20 milionów to dość pokaźna kwota jak na 27-letniego zawodnika, który po opuszczeniu akademii Middlesbrough przeważnie zawodził, szczególnie w reprezentacji. Angielskość jest z reguły na wagę złota, nawet pomimo ogólnej opinii, że Anglicy po prostu nie są tak dobrzy, na ile się ich wycenia. Jednak wygórowana cena za Downinga była również po części podyktowana faktem, że w ostatnim sezonie w Aston Villi został wybrany na gracza roku w klubie.

W sezonie 2010/11 Downing zaliczył 7 asyst i strzelił tyle samo goli. Asystował przy bramkach kolegów co 242 minuty. Dla porównania, jego kolega z zespołu, Ashley Young mógł się pochwalić 7 bramkami i 10 asystami, co dało tym samym asystę co 180 minut. Downing wypadł lepiej w kreowaniu sytuacji stuprocentowych (19 Downinga i 18 Younga). Zagrywał w ten sposób co 178,3 minuty, co pozwoliło mu uplasować się na pierwszym miejscu w lidze. To już jednak przeszłość. Obecnie ma z tym olbrzymie problemy, a dowodzi temu statystyka wskazująca, że podobne sytuacje tworzy tylko co 313,4 minuty (spadek o ponad 43% względem sezonu 2010/11).



Statystyki w zasadzie jednoznacznie pokazują, że Downing nie należy do czołówki ofensywnych atakujących w lidze. Oprócz współczynnika udanych dryblingów (co 129,05 minut), minimalnie lepszego od Juana Maty (130,66), Anglik notuje najgorsze wyniki w całej stawce. Dowodzi to, że najlepsi prezentują w zasadzie nieosiągalny dla Downinga poziom.

W oczy najbardziej rzucają się współczynniki asyst i goli, zdecydowanie najsłabsze statystyki Downinga w porównaniu z pozostałymi zawodnikami. Co ciekawe, jego współczynnik sytuacji stwarzanych z otwartej gry (44,78) jest zbliżony do wyników Cazorli (43,53) i Hazarda (43,21). Dlaczego zatem Anglik zalicza tak mało asyst? Odpowiedź na to pytanie zawiera się w statystyce stworzonych sytuacji stuprocentowych, która to wypada zdecydowanie gorzej od pomocników Arsenalu i Chelsea. Tym jednak zajmiemy się później.

Jeżeli Downing stwarzałby bardzo dużo stuprocentowych okazji niezamienionych przez kolegów na gole, być może należałoby wtedy obwinić strzelających za nieskuteczność, jednak sytuacja prezentuje się zgoła inaczej jeśli chybiają, w nazwijmy to, sytuacjach 50-procentowych. W przypadku kiedy zawodnik zdobywa gola z linii środkowej boiska, podający mu wcześniej piłkę zalicza asystę. Nawet jeśli bramkarz obroni strzał, podającemu i tak uzna się to jako stworzoną okazję. Ta dwuznaczność dowodzi, że nie można jeszcze wiernie odwzorować jakości kreowanych sytuacji, pomijając te stuprocentowe.

Dla uzyskania szerszej perspektywy, porównałem kreatywność Downinga do kilku graczy, którzy wydają się być na tym polu znacznie bardziej efektywniejsi.



W porównaniu z kolegami z Liverpoolu, Anglik wypada bardzo przeciętnie. Co prawda współczynnik stworzonych szans z otwartej gry ma gorszy jedynie od Coutinho i Sterlinga, jednak inaczej ma się sprawa z szansami stuprocentowymi. Downing (313,4) pozostaje w tyle za Borinim (252), Coutinho (103,6), a także Enrique (282,12), który przecież występował głównie na pozycji lewego obrońcy.

Coutinho jest swego rodzaju fenomenem - ma lepsze współczynniki stworzonych sytuacji stuprocentowych oraz asyst od każdego ze wspomnianych na początku artykułu czołowych ofensywnych pomocników. Z kolei Sterling, pomimo jednej dość słabej statystyki, notuje obiecujące wyniki, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę jego dobrą grę w defensywie.

Oczywiście, w przeciwieństwie do operującego na prawej flance Downinga, wszyscy wspomniani gracze z Liverpoolu zdecydowanie lepiej czują się po lewej stronie boiska, jednak zakupy w osobach Aspasa i Alberto, a być może także Mkhitariana i Atsu, mogą znacznie przyspieszyć odstawienie Downinga od składu.



Jeśli z drużyn, które zakończyły sezon wyżej od Liverpoolu, uwzględnimy tylko Pienaara, Mirallasa oraz Lennona, wyniki Downinga nadal nie wypadną rewelacyjnie. Współczynnik sytuacji stworzonych z otwartej gry (44,78) pozostawia go w tyle za Pienaarem (38,81), Sylvainem Marveaux (39,6), Pablo Hernandezem (41,53) i Lennonem (43,66).

Pod względem sytuacji stuprocentowych, Downingowi (313,4) odrobinę brakuje do średniej (276,68), jednak już w kwestii asyst (438,8) wybija się ponad przeciętną (458,1). Jeśli jednak przyjrzymy się współczynnikom udanych dryblingów (średnia - 86,5) oraz zdobytych goli (średnia - 607,68), okaże się, że wynik Downinga (odpowiednio 129,05 i 731,33) należy do najgorszych.

Pomimo zajęcia 16. miejsca w lidze pod względem współczynnika sytuacji stworzonych z otwartej gry, ze wszystkich 65 jedynie 7 (10,76%) to okazje stuprocentowe. Od meczu z Fulham na Anfield (22.12.2012), jedynie 45% wykreowanych przez Anglika sytuacji miało miejsce w polu bramkowym lub karnym, gdzie jest największa szansa na zdobycie gola. Niemal 37% okazji stworzył poza tym obszarem, co znacznie zmniejszało prawdopodobieństwo strzelenia bramki.

Znacznie trudniej jest posłać celne podanie do czającego się przy bramce napastnika, gdy obrońcy „stawiają autobus", robiąc wszystko, by nie dopuścić zawodnika rywali do podań. Powodzenie w tym przypadku zależy od podających, którzy muszą odznaczać się znakomitym przeglądem pola i doskonałym zagraniem. W minionym sezonie często byliśmy świadkami niemocy zawodników the Reds, którzy przepełnieni frustracją decydowali się na strzały z dystansu.

Aby osiągnąć w tym względzie klasę Philippe Coutinho, który z zagrań do atakujących uczynił swój znak firmowy, trzeba po prostu dopracować niemal do perfekcji sztukę prostopadłych podań.

Z powyższych rozważań wynika, że Downingowi brakuje po prostu odpowiedniego przeglądu i wizji, przez co koledzy korzystający z jego podań najczęściej decydują się na strzały z daleka. W całym sezonie Anglik stworzył jedynie 7 stuprocentowych sytuacji. Biorąc pod uwagę fakt, że wewnątrz „szesnastki" wykreował łącznie 26 okazji, nie ulega wątpliwości, że koledzy z zespołu musieli się mocno napracować, by ostatecznie znaleźć drogę do siatki.

Oczywiście Downing nie zmusza ich do strzałów z dystansu, jednak zastanawiające jest, dlaczego to po jego podaniach często decydują się na takie właśnie zagranie. Logika podpowiada, że jeśli stwarzałoby się tylko okazje stuprocentowe, nie byłoby innych, zatem być może skłonność Downinga do stwarzania sytuacji 50-procentowych wpływa na obniżenie współczynnika tych stuprocentowych.

Czy nie byłoby lepiej, gdyby Downing zamiast tworzyć „pół-okazje" posłał jedno podanie, które otwierałoby drogę do bramki? Być może Anglik jest pod tym względem równie zachowawczy jak w dryblingu, a może po prostu nie jest w stanie zagrywać często tak dokładnych piłek.

Jeżeli Luis Suárez opuści latem klub, a w ofensywie zagrają Sturridge, Coutinho i ewentualnie Mkhitarian, do obstawienia pozostanie jeszcze jedno miejsce w ataku. Jeśli nie zajmie go Downing, czy będzie miało sens trzymanie na ławce zarabiającego 70 000 funtów tygodniowo 29-latka?

Wielu fanów mogło nie zauważyć postępu poczynionego przez Downinga w minionym sezonie, wielu jest też bardziej litościwych i być może po prostu nie do końca obiektywnych. Serce podpowiada, że warto zatrzymać piłkarza, który odbił się od dna i zyskał aprobatę menedżera. Rozum z kolei mówi: czy ten zawodnik może mierzyć się z młodszymi, tańszymi i mającymi czas na rozwój graczami?

Wszystkie statystyki użyte w artykule pochodzą z Opta Stats Centre z EPLIndex.com.

Autor: Glodzilla Dodano: 27.06.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u