Analiza taktyczna meczu ze Spurs

Po piętnastu kolejkach Premier League tylko Wolverhampton przegrał na wyjeździe więcej spotkań od Liverpoolu a West Ham jest jedyną drużyną, która na wyjazdach strzeliła mniej bramek od the Reds. Nie da się ukryć, że wyniki osiągane przez nas poza Anfield są tragicznie. A jednak po porażce z Tottenhamem możemy mieć pretensje tylko do siebie.

W porównaniu do pewnie wygranego spotkania z West Ham United, Roy Hodgson dokonał jednej zmiany – Poulsena zastąpił wracający po zawieszeniu za kartki Lucas. Zespół Harry'ego Redknappa rozpoczął w ustawieniu 4-4-1-1 z van der Vaartem grającym za plecami wysuniętego Croucha. Po szybkiej kontuzji Holendra i wprowadzeniu za niego Defoe – nominalnego napastnika – taktyka Tottenhamu nie uległa większym zmianom.



Nie broń się, atakuj

W stosunku do poprzednich meczów rozgrywanych przez Liverpool na wyjeździe dostrzegalna była jedna, zasadnicza różnica – udawało nam się rozgrywać piłkę na połowie przeciwnika. Bardzo solidna gra Lucasa i Meirelesa w połączeniu z osłabionym środkiem pola Tottenhamu, gdzie ofensywnie usposobiony Modric wspomagany był jedynie przez mającego wyraźnie słabszy dzień Palaciosa, nie pozwoliły na dominację gospodarzy w tej strefie. Na naszą dominację nie pozwoliła z kolei forma napastników, którzy w większości przypadków przegrywali starcia z obrońcami i nie potrafili utrzymać się przy piłce na połowie przeciwnika. Fernando Torres, poza jednym podaniem, po którym Rodriguez miał dogodną okazję do zdobycia bramki, nie zaprezentował nic godnego uwagi, rozbijając nasze ataki nie gorzej niż wspomniany Palacios:



Hodgson starając się powstrzymać silne skrzydła drużyny z Londynu ustawił swój zespół szeroko. W ten sposób, dzięki niezbyt zagęszczonemu środkowi pola, obie drużyny miały ułatwione zadanie jeśli chodzi o wyprowadzanie piłki, dzięki czemu mogliśmy oglądać szybki i dynamiczny mecz. Konsekwencją wysokiego tempa rozgrywania spotkania była jednak duża niedokładność – zarówno Liverpool jak i Tottenham podawały piłkę wyjątkowo niecelnie (odpowiednio 116 i 118 niecelnych podań).

Hello, Glen

Przed najtrudniejszym zadaniem niedzielnego popołudnia postawiony został niewątpliwie Glen Johnson. Gareth Bale w obecnej formie z pewnością może spodziewać się miejsca w jedenastce sezonu Premier League. Podwojenie, bądź nawet potrojenie krycia na prawym skrzydle Liverpoolu zminimalizowało jednak zagrożenie pochodzące ze strony Walijczyka,



nawet, kiedy w rozegraniu próbował mu pomóc Defoe:



bądź Assou-Ekotto. W konsekwencji Bale przez całe spotkanie był w stanie dośrodkować z gry jedynie trzy razy, w każdym przypadku niecelnie.

Podobną, jednak nie aż tak ostrożną strategię zastosował Hodgson na skrzydle lewym, gdzie Konchesky przez większość meczu dobrze radził sobie z ruchliwym Lennonem. Tutaj problemem była komunikacja z Maxim i wzajemna asekuracja. Pod koniec meczu pojawił się także zwyczajny moment dekoncentracji i utraty sił, który kosztował nas cenny punkt – w momencie zgrania piłki przez Croucha, Paul miał kilka metrów przewagi a chwila zawahania kosztowała nas stratę bramki:



Ale, że Dudka nie wzięli na mundial?

W spotkaniu z Tottenhamem, w przeciwieństwie do poprzednich meczów rozgrywanych na wyjeździe, mieliśmy realne szanse na dobry rezultat. Mając na uwadze to, jak podopieczni Redknappa wydarli w poprzedniej kolejce Arsenalowi pewne, wydawałoby się, punkty, należało się spodziewać, że zespół z Londynu będzie walczył do końca. Mimo że wybrana przez Hodgsona na to spotkanie taktyka wydawała się trafna, to braki szybkościowe obrońców Liverpoolu i szybko złapane kartki zdecydowały, że punkty zostaną w stolicy Anglii.

Postęp jest widoczny – tym razem rywal okazał się zbyt silny i posiadał zbyt dużo atutów, jednak forma Liverpoolu powoli rośnie. Im wyższa forma i szybszy mecz, tym większe znaczenie ma jednak trafne dokonywanie zmian. Wprowadzenie Aurelio za słabego Ngoga, przy przejściu Kuyta do ataku a Maxiego na prawe skrzydło, nie zmieniło naszego ustawienia, jednak mając do dyspozycji jeszcze jedną zmianę można było pokusić się o szczelniejsze zabezpieczenie tyłów i jednoczesne ożywienie ataku.

Teoretycznie nie najgorszy terminarz kolejny raz pozwala nam na odrobienie kilku punktów do czołówki. Aby tak się jednak stało należy jak najszybciej zakończyć etap zaznajamiania zespołu z nową strategią i wreszcie poprawić formę wyjazdową. Do tego potrzebne są jednak nie tylko dobrze dobrana taktyka i poświęcenie na boisku, ale także odwaga na ławce trenerskiej.

Autor: DWT-Adas Dodano: 14.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON