Analiza taktyczna meczu z Aston Villą

W swoim pierwszym wyjazdowym meczu sezonu, mierzący się z Aston Villą Liverpool zaprezentował dwa zgoła odmienne oblicza. Dominujący w pierwszej połowie the Reds zapewnili sobie za sprawą Daniela Sturridge'a skromne prowadzenie, które dzięki opartej na uważnej grze obronnej taktyce udało się utrzymać do końca spotkania i zainkasować kolejne trzy punkty.

W ciągu tygodnia Aston Villa musiała zmierzyć się z rywalami z czołowej siódemki Premie League. Po wygranej z Arsenalem i minimalnej porażce z Chelsea, nadeszła pora na Liverpool. Prezentująca się znacznie lepiej niż w zeszłym sezonie drużyna gospodarzy podeszła do meczu z the Reds w pozytywnych nastrojach. Jedyną zmianą w składzie względem poprzednich spotkań była obecność operującego w środkowej strefie Leandro Bacuny w miejsce Karima El Ahmadiego. Nieco głębiej zagrał Ashley Westwood, zaś Gabriel Agbonlahor miał za zadanie rajdami z lewej flanki rozbijać szyki obronne rywali i wspomagać najbardziej wysuniętego Christiana Benteke.



Liverpool wystąpił w tym samym składzie, co w wygranym w dramatycznych okolicznościach meczu ze Stoke. Na środku pomocy zagrali ściśle wyznaczeni do swych ról Lucas i Steven Gerrard, na lewym skrzydle znalazł się Philippe Coutinho, a Daniela Sturridge'a wspomagał w ataku Iago Aspas.



W pierwszej połowie Liverpool usiłował budować ataki i kontrolować grę z głębi pola, wyczekując na odpowiednie ustawienie się w dalszych sektorach boiska. W tym czasie Czerwoni wymienili 339 podań (17 klubów Premier League nie wykonało tylu w czasie jednego meczu). Cierpliwie grali trzej atakujący, a co więcej Aspas i Sturridge wykazywali się dużą ruchliwością, w razie potrzeby potrafili też wrócić do linii pomocy.

Sytuacja po odzyskaniu piłki była zależna od kilku czynników. Największym zagrożeniem ze strony Aston Villi były ich kontrataki. Liverpool, oprócz skupieniu się na posiadaniu piłki, przyjął też taktykę kontratakowania kontratakujących. Grający ofensywnie Antonio Luna oraz gotowi na rozpoczęcie ataku pomocnicy w przypadku przegranej walki o piłkę pozostawiali Liverpoolowi wolną przestrzeń do przeprowadzenia kontry. Kluczową sprawą było rozpoczęcie akcji od obrony, szerokie rozstawienie Kolo Touré i Daniela Aggera, wysoka gra José Enrique i Glena Johnsona, zaangażowanie Lucasa lub Gerrarda w przywrócenie właściwego ustawienia zespołu, a także wprowadzenie rotacji wśród atakujących.

Liverpool Rodgersa ma 6 sekund na odebranie piłki po jej stracie. Wysoko ustawiona linia obrony (co jest możliwe jedynie dzięki duetowi Touré-Agger), pozwoliła graczom na szybkie zamknięcie wolnych przestrzeni bez wymuszania udziału pomocników. Jeśli nie byłoby możliwe szybkie zdezorganizowanie gry rywali i odzyskanie piłki, piłkarze wracali się i zajmowali odpowiednie pozycje.

W drugiej odsłonie podopieczni Rodgersa zademonstrowali dojrzałość i dokładność. Liverpool przyjął inną taktykę, niż w poprzednich sezonach i zamiast ryzykować utratę prowadzenia, skupił się na uważnej grze w obronie, w międzyczasie szukając okazji do kontrataków, i w konsekwencji wymieniając znacznie mniej podań niż w pierwszych 45 minutach.

Coutinho wydawał się być nieco przygaszony - zanotował 21 strat, osiągnął jedynie 73 procentową skuteczność podań i miał trudności z zagrywaniem swoich magicznych podań - choć taka a nie inna postawa była głównie skutkiem taktyki, jaką obrał Rodgers po objęciu przez zespół prowadzenia. Mimo słabszego występu, Brazylijczyk dzięki swobodzie w zajmowaniu pozycji nadal był w stanie wpłynąć na mecz. Kryjący go Lowton nie bardzo wiedział, jak ma się 21-latkiem zająć - ten przejmował piłkę na środku, a następnie raz kierował się ku linii bocznej, znów był w środku, raz wyżej, raz głębiej. Boczny obrońca gospodarzy czuł się w tym wypadku niepotrzebny.



W efekcie Coutinho miał wolną drogę do bramki. Dzięki uwadze i doskonałej komunikacji ze Sturridgem był zdolny przepuścić piłkę i pozwolić Anglikowi na strzelenie gola. I chociaż asystę przy trafieniu zaliczył Enrique, nie można nie doceniać wkładu Brazylijczyka.



Niezwykle ważne były starcia Sturridge'a z Joresem Okore. Choć obrońca zaliczył osiem odbiorów, ruchliwość Sturridge'a sprowadzała go w przeróżne rejony boiska. Miał problemy z kryciem, kiedy Sturridge decydował się grać szerzej, co mogliśmy obserwować przy zwycięskim trafieniu. Gol Sturridge'a podkreślił coraz lepszą skuteczność atakujących, zaś druga połowa głównie opierała się na twardej grze w obronie.

Ostrożniejsza gra w drugiej odsłonie zmusiła Touré i Aggera do wzmożonej uwagi przy kryciu Benteke, pozwalając mu jedynie na oddanie trzech strzałów (dwa celne). Iworyjczyk praktycznie nie odstępował Benteke na krok i zasłużył na miano zawodnika meczu. Później gości uratował przed utratą gola Simon Mignolet, który od momentu przybycia do klubu puścił zaledwie jednego gola w dziewięciu meczach [artykuł pisany przed spotkaniem z Notts County - przyp. red.].

eplindex.com

Autor: Glodzilla Dodano: 28.08.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u