Analiza taktyczna meczu ze Swansea

Pierwszoplanową postacią w meczu Liverpoolu ze Swansea był Jonjo Shelvey, który miał udział w golach zdobywanych zarówno przez kolegów, jak i rywali. Wyglądający groźnie w pierwszej połowie the Reds oddali później inicjatywę gospodarzom i do końca bronili wyniku, który pozwolił im pozostać na pozycji lidera Premier League.

Wobec kontuzji i nowych transferów Liverpool dokonał kilku zmian w składzie względem poprzednich meczów. Wskutek absencji Daniela Aggera przed szansą debiutu stanął Mamadou Sakho, Andre Wisdom zastąpił na prawej stronie obrony Glena Johnsona, z kolei zamiana Iago Aspasa na Victora Mosesa pozwoliła na ustawienie Philippe Coutinho jako wspierającego Daniela Sturridge'a rozgrywającego. Co więcej w wyjściowej jedenastce miejsce utrzymał Martin Škrtel, częściowo z uwagi na fakt, że Kolo Touré dopiero wraca do pełni formy po kontuzji, ale też dzięki udanemu występowi przeciwko Manchesterowi United.



Dla Škrtela normą jest gra u boku Aggera, tymczasem przybycie nowych obrońców znacząco zwiększy rywalizację na tej pozycji. I chociaż Słowak w meczu ze Swansea mógł się pochwalić stuprocentową skutecznością podań, nadal w jego grze niezmienne pozostały elementy, które ukazują, że nie najlepiej odnajduje się w stylu gry Liverpoolu. Škrtel jest podatny na szybkie reakcje i z tego względu nie radzi sobie z taktycznymi niuansami, do których należą inteligentne ustawianie się na boisku, a także możliwości techniczne. Sakho zaliczył solidny występ, był pewny z piłką u nogi, dobrze czytał grę i potrafił odebrać piłkę. Francuz miał stuprocentową skuteczność w pojedynkach w powietrzu (10) oraz odbiorze (15).

Shelvey i Swansea



Jonjo Shelvey udowodnił w Liverpoolu, że w meczach, które mają dla niego duże znaczenie, odgrywa ważną dla losów spotkania rolę i nie inaczej było w poniedziałkowy wieczór. Wiele można przeczytać o jego wkładzie we wszystkie cztery gole, jednak ogólnie to był bardzo solidny mecz w wykonaniu Anglika, udanie wywiązywał się ze swoich obowiązków w defensywie, a także, już po wejściu na boisko Jonathana De Guzmana, w ataku. Jedynie Leon Britton wykonał od byłego zawodnika the Reds (79) więcej podań, który to z kolei był graczem posyłającym na połowie przeciwnika piłkę najczęściej (53) i najcelniej (40). Pod koniec meczu Swansea miała posiadanie piłki na poziomie 58,9% i ze względu na wywieraną na rywalach presję zapewne zasługiwali na zwycięstwo. W tym sezonie jednak Liverpool potrafił zachować zimną krew w podbramkowych sytuacjach. Dlaczego?

Obronne nastawienie Liverpoolu...



W ekipie Brendana Rodgersa od początku sezonu uwidacznia się pewien trend, który mogliśmy zaobserwować we wszystkich dotychczasowych spotkaniach. Liverpool zwykł atakować i dominować nad rywalem w pierwszej połowie. W drugiej odsłonie widzieliśmy natomiast już ostrożniej grający zespół, bardziej nastawiony na bronienie rezultatu aniżeli podjęcie ryzyka i zaatakowanie.

W pierwszym kwadransie the Reds byli stroną przeważającą z 60 procentowym posiadaniem piłki. Pomiędzy 25. i 35. minutą Swansea przejęła w tej statystyce prowadzenie (72%), jednak okres dominacji zakończył się wraz z błędem Shelveya wykorzystanym przez Mosesa, który zdobył gola w swoim debiucie. Blok defensywny Liverpool był w pierwszej odsłonie ustawiony dość wysoko, lecz wszystko zmieniło się diametralnie w kolejnych 45 minutach.

The Reds nastawili się na wykorzystywanie pozostawionych przez Swansea wolnych przestrzeni i przeprowadzanie kontrataków, co poskutkowało oddaniem rywalom pola w rozgrywaniu i posiadaniu piłki. Wejście Kolo Touré miało dodać Liverpoolowi doświadczenia i jakości na prawej stronie. Pechowa kontuzja barku Coutinho stanowiła dla gości poważny ubytek kreatywności w grze. Wprowadzony w miejsce Brazylijczyka Iago Aspas wcielił się bardziej w rolę drugiego napastnika, którego zadaniem jest walka o piłkę. Liverpool nie miał zatem pomocnika odpowiedzialnego za posiadanie piłki. Hiszpan próbował przeszkadzać obrońcom Swansea, zaburzyć rytm gry rywali i wspomóc pozostawionego w samotnej walce z czterema obrońcami Sturridge'a.

... przynosi efekty?

Przyjęta przez Liverpool ostrożna strategia ukazała, że podopieczni Rodgersa potrafią wywalczyć punkt w sytuacji, kiedy brakuje kreatywności czy jakiejkolwiek iskry, potrzebnej do zdobycia kolejnego gola lub przypieczętowania wygranej. Jednak wygląda na to, że the Reds niebawem staną się bezwzględni pod bramką rywali. Coutinho jeszcze nie pokazuje tego, co w poprzednim sezonie, nowi zawodnicy ledwie rozpakowali walizki, a w zanadrzu jest jeszcze przecież „głodny" gry Luis Suárez, który już w najbliższą środę powróci na boisko.

Czy obecny styl gry Liverpoolu jest przemyślaną zagrywką Rodgersa, czekającego na ukształtowanie się w zespole prawdziwego zgrania? Czy w ten sposób pragnie on rozwinąć swego rodzaju solidarność między zawodnikami, a dopiero później decydować się na ofensywne posunięcia i zdobywanie trzech punktów z wypracowanej wcześniej zwycięskiej pozycji? Póki co Rodgers nie wybrał jeszcze podstawowego duetu środkowych obrońców, lecz już jutro przekonamy się, czy przeciwko Southampton jego Liverpool będzie skoncentrowany na utrzymaniu rezultatu, czy też zdecyduje się w końcu postawić na atak.

eplindex.com

Autor: Glodzilla Dodano: 20.09.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u