Analiza taktyczna meczu z Villą

W Liverpoolu już jakiś czas temu zniknął hurraoptymizm przed meczami z niżej notowanymi rywalami. Kiedy okazało się, że oprócz Gerrarda i Carraghera nie zagra również Torres, niewielu kibiców sądziło, że w meczu z Aston Villą nasi piłkarze nie będą nawet musieli się zmęczyć, żeby odnieść przekonujące zwycięstwo.

Jeśli ktoś uważał, że liczba niecelnych podań w meczu Liverpoolu z Tottenhamem w poprzedniej kolejce była niepokojąco wysoka, musiał być zaskoczony, że we wczorajszym meczu obu drużynom udało się pobić tamten wynik. Mimo że zawodnicy Liverpoolu mieli trudności z precyzyjnym rozgrywaniem piłki już na 20. metrze przed bramką Reiny, to szybkie, kombinacyjne akcje wyprowadzane głównie przez Lucasa i Meirelesa pozwalały błyskawicznie przenieść ciężar gry na połowę Aston Villi, która zostawiała podopiecznym Hodsona zdecydowanie zbyt dużo miejsca.



Liverpool, grający systemem 4-2-2-2, którego początki można było dostrzec już w meczu z West Hamem, mógł mieć przez zagęszczony środek pola Aston Villi pewne problemy z utrzymywaniem się przy piłce. Kiedy jednak nadarzała się okazja do ataku, będący w wysokiej formie środkowi pomocnicy Liverpoolu wspomagani przez często cofającego się Ngoga oraz schodzących do środka Rodrigueza i Kuyta, nie mieli żadnych problemów, aby rozegrać akcje – piłka wymieniana była zbyt szybko dla młodych Clarka i Hogga oraz będącego bez formy Irelanda.

Pressing (z ang. naciskanie) - sposób prowadzenia gry w piłce nożnej, który ma na celu uniemożliwienie drużynie przeciwnej rozegrania jakiejkolwiek akcji poprzez agresywne krycie i grę daleko od własnego pola karnego.

Przejście na system gry dwoma napastnikami i osłabienie tym samym środka pomocy jak do tej pory rzadko przynosiło zadowalające rezultaty. W meczu z Aston Villą była to jednak główna przyczyna szybkiego objęcia dwubramkowego prowadzenia a tym samym praktycznie rozstrzygnięcia spotkania po 16. minutach. Wysoki pressing Babela i Kuyta na Warnocku przyniósł rzut rożny, po którym padła pierwsza bramka. Pressing Ngoga na Clarku, szybka wymiana krótkich podań w trójkącie Meirles-Maxi-Lucas i prostopadła piłka do Babela pozwoliły na zdobycie drugiej. Od tamtej pory Liverpool czekał na kontry a próby skonstruowania ataku przez Aston Villę rzadko przynosiły jakikolwiek efekt.

Kiedy Villa – teoretycznie – powinna ruszyć do ataku, natrafiła na problem nie do pokonania. Young i Warnock postanowili dać podręcznikowy przykład

Jak nie należy grać na boku obrony.

Zagadnienie najlepiej obrazuje przykład byłego obrońcy Liverpoolu. Solidnie prezentujący się w defensywie (mimo sprezentowania wspomnianego rzutu rożnego oraz dzięki nie stanowiącemu takiego zagrożenia jak we wcześniejszych meczach Kuyta) Warnock, kiedy należało ruszyć do ataku okazywał się kompletnie bezużyteczny. W pole karne Liverpoolu przez cały mecz doszły ledwie dwa jego podania – jedno z autu, drugie z rzutu wolnego z okolic linii środkowej, obydwa zresztą niecelne.



Największą bolączką graczy Villi nie była jednak celność podań, lecz brak pomysłu na rozegranie ataku pozycyjnego i błędy w ustawieniu. Kolejny raz, po niecelnym wybiciu z własnego pola karnego gracze Houlliera odzyskują piłkę, akcję rozpoczyna Warnock (niebieski):



po czym rusza do przodu. Zamiast jednak pomóc Downingowi (żółty), często zmieniającemu się pozycjami z Albrightonem na skrzydle, biegnie na środek ataku:



W efekcie, mimo wolnej całej lewej strony boiska, zmusza Downinga do rozegrania przez środek, gdzie nie ma wolnej przestrzeni aby wyjść na dobrą pozycję strzelecką przy ufortyfikowanym, broniącym całą drużyną Liverpoolu:



Nawet jeśli Anglik zostawał na skrzydle, był zdecydowanie zbyt spóźniony aby w jakiś sposób zaskoczyć obronę the Reds:



Na dobrą sprawę nie było to dobre spotkanie dla żadnego z czterech bocznych obrońców, którzy w nim wystąpili – Johnson długo nie mógł „wejść w mecz”, a Konchesky jak zwykle zagrał solidnie, ale bez fajerwerków. Dlatego też olbrzymie znaczenie miała gra napastników - po przerwie obie drużyny miały po dwóch na boisku. Napastnicy drużyny Houlliera grali jednak zbyt statycznie a Skrtel i Kyrgiakos nie mieli większych problemów z wyłączeniem ich z gry. Ngog (czerwony) i Babel (biały) natomiast cały czas schodzili do boku, rozciągając obronę rywala i jednocześnie robiąc miejsce w środku dublującym ich pozycje Maxiemu (żółty) i Kuytowi (fioletowy):





co raz za razem stwarzało zagrożenie pod bramką Friedela. Nawet jeśli nie zawsze udawało się później dograć piłkę do fałszywego napastnika, jest to kolejna oznaka powolnej poprawy naszej gry – zawodnicy wreszcie zaczynają rozumieć się na boisku a duża wymienność pozycji, dzięki uniwersalności Maxiego, Kuyta czy Cole'a będzie dużym atutem w kolejnych spotkaniach.

Utrzymać formę

Zaskakująco dobre wyniki uzyskiwane przez Liverpool na Anfield w ostatnich tygodniach nie powinny nam jednak zaciemniać obrazu. Jeśli chcemy ten sezon uratować konieczne jest poprawienie tragicznej formy na wyjazdach. Na przełamanie dostajemy rywala wydawałoby się optymalnego – będące ostatnio w słabszej formie i dopiero co pozbawione trenera Newcastle. Teoretycznie inny wynik na St. James' Park niż nasze zwycięstwo będzie sporym zaskoczeniem. Podobnie jak miało to miejsce dwa lata temu na White Hart Lane zaraz po zwolnieniu Juande Ramosa.

Autor: DWT-Adas Dodano: 14.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON