Analiza taktyczna meczu z Hull City

Kolejna rutynowa wygrana u siebie sprawiła, że Liverpool powrócił do najlepszej ligowej czwórki. To już siódme z rzędu zwycięstwo the Reds na Anfield Road. Co prawda okupujące dziesiąte miejsce Hull mogło rodzić u kibiców nieco większe oczekiwania niż inne zespoły, które padły ofiarą drużyny Brendana Rodgersa, lecz podopieczni Steve'a Bruce'a wyjechali z Liverpoolu z pustymi rękami.

Hull City

Menedżer gości wystawił podobną jedenastkę do tej, która desygnował w grudniu, kiedy udało mu się pokonać the Reds 3-1. Ustawił swoją drużynę w formacji 3-5-1-1, starając się grać z kontrataku. (takie samo nastawienie pomogło Aston Villi pokonać na wyjeździe Liverpool w zeszłym roku. Alex Bruce zajął miejsce pośrodku trzyosobowej obrony, a Livermore, Huddlestone i Meyler uformowali płaską linię w pomocy.

Rolę łącznika pomiędzy obroną a atakiem pełnił Koren. Jego zadaniem było jak najszybsze dostarczenie piłki Sagbo i natychmiastowe wsparcie go w ofensywie. Kiedy Hull grało bez piłki, pomocnik schodził w głąb pola, by naciskać na piłkarzy gospodarzy.

Liverpool

Lista kontuzji, z którymi musiał zmierzyć się zespół Rodgersa wręcz pękała w szwach. Do Jose Enrique i Daniela Sturridge'a dołączyli Mamadou Sakho, Joe Allen oraz Jon Flanagan, natomiast Steven Gerrard znalazł się na ławce rezerwowych. Do wyjściowej jedenastki po długim czasie wrócił Iago Aspas. Liczne luki w kadrze sprawiły, że irlandzki menedżer musiał poważnie przemyśleć swoją koncepcję.


Na pierwszy rzut oka formacja Liverpoolu przypominała 4-4-2; Aspas grał tak blisko Suareza, że należy traktować go bardziej jako napastnika niż skrzydłowego. Jednak po przyjrzeniu się the Reds w akcji możemy dojść do wniosku, iż było to w istocie 4-2-3-1, z Raheemem Sterlingiem na lewej w roli cofniętego napastnika i Philippe Coutinho jako 'dziesiątką'. Kapitańską opaskę przywdział Daniel Agger, który zajął miejsce na środku obrony, natomiast na lewej stronie defensywy ponownie zagościł Cissokho.

Obecność Aspasa pomogła Suarezowi. Na KC Stadium Urugwajczyk był zmuszony do trudnej walki z trzema stoperami rywala, tym razem miał zapewnione wsparcie. Środek pola składał się z Lucasa i Hendersona. Brazylijczyk utrzymywał głębszą pozycję, pozwalając angielskiemu koledze na wypady do przodu.

Jeszcze głębsza analiza skłania do dalszej refleksji. Czy nie najbardziej sprawiedliwym określeniem systemu Rodgersa byłoby 4-2-2-2? W każdej ze stref mogliśmy zaobserwować jakieś partnerstwo. Aspas, który początkowo nie mógł wejść w rytm gry, cofał się, by otrzymać piłkę od kolegów, Suarez rozciągał linię, po czym obaj schodzili w boczne rejony boiska (Hiszpan wyraźnie preferował prawą stronę). Henderson i Lucas wyraźnie się zabezpieczali, uzupełniali się tez w rozgrywaniu z głębi pola.

Coutinho i Sterling

Młodzi pomocnicy nie byli sztywno przypisani do swoich pozycji, menedżer pozwolił im na ogromną swobodę:


Na powyższym obrazku widzimy Sterlinga na lewej flance. Jamajczyk jest zaangażowany w akcję, przyciąga rywali, czym luzuje Coutinho w środku pola. Pomiędzy formacjami czyha Suarez, a Aspas znajduje się na linii obrony. Ustawienie ofensywnych zawodników Liverpoolu jest idealne do gry kombinacyjnej z powodu niewielkiej odległości, jaka ich dzieli. Co ciekawe, każdy z nich opuścił swoją naturalną pozycję, co wprowadza zamęt w obronę przeciwnika.

Ta sytuacja nie była odosobniona. Sterling pozwalał sobie na wypady środkiem pola, lecz nie zapominał o bocznych sektorach boiska, gdzie stanowił największe zagrożenie i dyktował warunki rywalowi. Wzajemnie szukał się z Coutnho, podział na strefy w ich wypadku w zasadzie nie istniał.


Spójrzmy na wykres uśrednionych pozycji podczas meczu (pochodzi ze strony WhoScored.com). Jest doprawdy zaskakujący. Na pierwszy rzut oka tego nie zauważycie, ale Luis Suarez, Philippe Coutinho i Raheem Sterling znajdują się na nim w jednym punkcie na boisku! Świadczy to o skali porzucenia systemowych rozwiązań, ale też o płynności gry oraz o kompleksowej świadomości, gdzie na boisku znajdują się koledzy.


Coutinho nieco zawodził jeśli chodzi o umiejętności strzeleckie, ale z czystym sercem można dalej zachwycać się jego pracą w pomocy. Tutaj widzimy, jak Skrtel wyprowadza piłkę z obrony. Dzięki świetnej pozycji Brazylijczyka jest w stanie pędzić pomiędzy liniami rywala, co pozwala Coutinho na obrót i głębsze wejście w pole rywala. Robił to regularnie, dzięki czemu może popisać się największą liczbą dryblingów na boisku (czterema, Suarez i Sterling robili to trzykrotnie).

Statystyki


Dane sugerują zdominowanie rywala przez Liverpool, jednakże Hull City okazało się ciężkim orzechem do zgryzienia. To był jeden z tych meczów, w których the Reds jeszcze rok temu zgubiliby punkty. Goście doskonale organizowali grę defensywną, najbardziej korzystając z trzech środkowych obrońców, dzięki którym mogli stawiać opór the Reds. Jednak ten wybór osłabił opcje ofensywne piłkarzy Bruce'a. Nie udało im się oddać ani jednego strzału w światło bramki rywala.

Liverpool bardzo dobrze podawał (próbował tego 559 razy, z czego piłka dotarła do celu w 84% przypadków, osiągnął też 58,7% posiadania piłki), z czym kontrastowała postawa Hull. Goście osiągnęli tylko 70% celność podań, jednak z podejściem, które prezentowali było to do przewidzenia.

Najsłabiej obu zespołom wychodziło rozgrywanie w ostatniej tercji boiska. Tylko 66% zagrań the Reds w tym rejonie dochodziło do adresata, natomiast w przypadku Hull było to 52%. Za to Coutinho, który często próbował zagrywać prostopadłe piłki w kierunku Suareza, czy Aspasa, nie był jedynym graczem Liverpoolu porywającym się na niekonwencjonalne podania.

Co ciekawe, statystyka słabej skuteczności w ostatniej tercji boiska jest stałym zjawiskiem jeśli chodzi o grę the Reds, niezależnie od tego, czy występują oni u siebie, czy na wyjeździe. W rezultacie zespół Rodgersa nie wypada najlepiej pod względem strzałów oddanych na bramkę (6 celnych z 17 prób). Najbardziej skutecznymi dryblerami byli Suarez, Coutinho i Sterling, łącznie wykonali 10 dryblingów spośród 14 tego typu zagrań całego zespołu. Nawet w ostatniej minucie meczu mogliśmy zaobserwować niesamowity rajd Brazyliczyka, który o włos nie zakończył się zdobyciem wspaniałej bramki.

Należy też podkreślić znakomity występ powracającego do składu Daniela Aggera. Duńczyk zdobył gola i zachował czyste konto, oto jego statystyki przygotowane przez oficjalną stronę klubu.


Następnymi rywalami Hull City będą Chelsea, Norwich i Crystal Palace, starcia z tymi zespołami okażą się prawdziwym testem dla fantastycznego powrotu Tygrysów do Premier League. Steve Bruce nie powinien martwić się przegraną na Anfield, a raczej dostrzec pozytywne oblicze swojej drużyny.

Tymczasem Rodgers czeka na kolejne spotkanie, którym będzie miał okazję podreperować morale po porażkach z Manchesterem City oraz Chelsea. Najważniejszym czekającym go zadaniem będzie wyciągnięcie z przetrzebionego składu tyle jakości, by Liverpool poradził sobie w najtrudniejszym momencie sezonu. Na szczęście na ratunek przychodzi mu styczniowe okno transferowe.

Autor: PiotrekB Dodano: 03.01.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u