Analiza dwóch ostatnich spotkań

Dwa ostatnie spotkania Liverpoolu przenosiły kibiców od totalnej rozpaczy po ekslozję radości. Nie powinno jednak tak być. Przedstawiamy Wam przyczyny słabej gry naszych zawodników podczas meczu z AV oraz pierwszego od kilku lat pojedynku w Lidze Mistrzów.

Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

Gdy w poprzednim sezonie Liverpool rozbił Arsenal na własnym stadionie, bardzo chwalony był Skrtel za to, że świetnie odnajdywał się w polu karnym. Co jednak ważniejsze, przygotowania do meczu – prawdopodobnie – były głównie próbami wykorzystania słabości krycia strefą. Arsenal wyjeżdżał z Anfield z bagażem bramek i nauczką na przyszłość. Ruch bez piłki zawodników w polu karnym, powodował wielkie zamieszanie w szykach rywala. To samo, jednak, można napisać o tym jak przygotowywała się do spotkania z nami Aston Villa. W wielu sytuacjach, Hutton lub Senderos bardzo prostym ruchem w poprzek, lub wzdłuż pola karnego wybijali z głów obrońcom jakąkolwiek myśl o kryciu.



Jedna z takich sytuacji wydarzyła się w 12. minucie. W początkowej fazie, Senderos (żółty), jest kryty przez Balotellego (czerwony). Jeszcze przed wykonaniem rzutu wolnego, Szwajcar (czerwony [grafika poniżej]) przemieścił się wzdłuż linii obrońców i wykonał zwrot, aby wbiec między zdezorientowanych graczy. Tym samym, znalazł się pomiędzy Hendersonem (żółty), a Manquillo (czarny), którzy nie wiedzieli co mają zrobić. Obaj mieli do krycia któregoś z przeciwników, a Senderos znalazł sobie perfekcyjnie miejsce, w które ma wykonać ruch. Na papierze, wszystko wyglądało dobrze, każdy odpowiada za kogoś z własnej strefy, ale gdy nagle w tej samej strefie – niespodziewanie – pojawia się jeszcze jeden gracz, trudno podjąć dobrą decyzję.



Takich sytuacji, w meczu było więcej. Przy jedynej bramce w tym meczu, Balotelli pobiegł za zawodnikiem, którego krył, ale niestety Alan Hutton zwrócił na sobie uwagę również Moreno, który zrobił krok do przodu i nie dosięgnął już piłki, którą by wybił, gdyby nie ten nieszczęsny ruch do przodu. To spowodowało, że Lovren chwilę później przegrał pojedynek główkowy, a Agbonlahor wbił piłkę do bramki.

Krycie strefowe potrafi być skuteczne i o wiele bardziej precyzyjne niż konwencjonalne ścisłe krycie, gdy każdy odpowiada za jednego przeciwnika. Mimo wszystko, ten sposób można kilkoma wypracowanym schematami obrócić przeciwko drużynie broniącej. I tak jak Słowak dzięki takiemu zabiegowi strzelał bramki Arsenalowi, tak Agbonlahor mógł wykorzystać swoją okazję po stałym fragmencie gry.

Jak bronić panie Premierze?

Na początku spotkania, The Reds starali się wyglądać kompaktowo, pozostawiając przeciwnikowi swobodę na rozgrywanie z dala od bramki, jednak wraz ze zbliżaniem się piłki pod pole karne, Liverpool atakował coraz agresywniej. Pomimo tego, gospodarze starali się spokojnie grać w obronie. Wszystko odmieniła bramka stracona w 9. minucie. Od tej pory piłkarze Brendana Rodgersa starali się odzyskać futbolówkę jak najszybciej po jej stracie. Teoretycznie, zmienił się tylko sposób bronienia. W praktyce oznaczało to, że środkowa formacja musiała grać o wiele wyżej. To powodowało, że Gerrard i Henderson – którzy byli w pierwszej połowie ustawieni w jednej linii – musieli opuszczać swoje miejsce w pomocy bardzo często i zostawiali za sobą spor wolnego miejsca, które wykorzystywał przeciwnik.

W przypadku, gdy linia pomocy jest ustawiona w trójkącie, w którym jest jeden defensywny pomocnik i dwóch środkowych, to gracz niżej ustawiony za każdym razem asekuruje któregoś z wyżej ustawionych kolegów. Gdy odwrócimy trójkąt i na boisku mamy dwóch defensywnych pomocników, to jeden z nich często rusza do pressingu i zostawia za sobą wolną strefę. Drugi defensywny pomocnik jest ustawiony bliżej linii bocznej i nie może od razu zaasekurować zawodnika, który przed chwilą opuścił swoją pozycję. Tak było również w tym meczu. Kiedy tylko ktoś z pary Gerrard – Henderson ruszał do pressingu pozwalał na to, aby przeciwnik wykorzystał wolną przestrzeń.

Co ważniejsze, od straty bramki w pressingu brała udział niemal całą drużyna. I w takich momentach był najbardziej widoczny brak mobilności Stevena Gerrarda. Biegał często do przodu, a powrót zajmował mu bardzo dużo czasu. Przy przeciwniku, który lubi grać z kontrataku, a do tego ma szybkich zawodników to idealna sytuacja.
Na zdjęciu poniżej widać jak kapitan (czerwony) zapędził się aż pod pole karne, aby odzyskać piłkę. Chwilę później, zostanie posłana długa piłka, a przestrzeń między linią obrony, a pomocy była tak duża, że można tam było upchnąć całą jedenastkę Aston Villi.



Trzech obrońców (czerwony) bardzo szybko wraca. Alberto Moreno również był z przodu, aby wywierać presję. Tym samym, prawie od środkowej linii boiska, aż do pola karnego mógł wbiec jakikolwiek zawodnik przeciwników mógłby się bez problemów rozpędzić i oddać strzał.



Jednak, Liverpool nie grał na tyle tragicznie, aby nie wykonać choć jednej skutecznej akcji w obronie.
Pod koniec pierwszej połowy, gdy przeciwnik próbował zawiązać akcję na skrzydle, mogliśmy ujrzeć jedną z niewielu sytuacji, gdy komunikacja między zawodnikami nie szwankowała, a każdy wykonał swoje zadanie w stu procentach. Zawodnicy Aston Villi (na żółto) starają się rozegrać akcję krótko. Sakho zostaje wyciągnięty z linii obrony, Alberto Moreno podąża za Cleverleyem, a Henderson z Adamem Lallaną dzielą się zadaniami. Ten pierwszy stara się wywierać presję, a ten drugi przejmuje podającego zaraz po zagraniu i zamyka drogę na skrzydło Delphowi.




Para Lovren – Sakho

Krótko mówiąc – a raczej, w tym przypadku: pisząc – nadal nie wygląda to dobrze. Obojgu zdarzały się bardzo proste błędy. Sakho źle przyjął piłkę w 8. minucie, w bardzo prostej sytuacji i doprowadził do tego, że przeciwnik miał rzut rożny, po którym zdobył bramkę. Przy tym stałym fragmencie gry, Lovren może nie stracił krycia, ale przegrał bardzo ważny pojedynek główkowy. Chorwatowi zdarzyło się tylko raz utracić krycie, co skończyło się bardzo groźnym strzałem przeciwnika. Przydarzały mu się także proste błędy, podobne do tych jakie popełniał Francuzów.

Jednakże, ich współpraca nie wyglądała tragicznie. Od samego początku, wyklarował się podział zadań. Zgodnie z zamysłem Brendana Rodgersa, jeden ze środkowych obrońców ma odpowiadać za wyprowadzanie piłki z linii obrony – w tym przypadku jest to Sakho – a drugi ma grać agresywniej w obronie – tym zajmuje się Lovren. Wydaje się również, że Sakho momentami ma trudności z podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Zdarzyła mu się taka sytuacja w meczu z Tottenhamem, gdy wyskoczył przed niego Lovren, a w ostatnim spotkaniu, Francuz pod koniec pierwszej połowie, pomimo bardzo dobrych warunków fizycznych przegrał prosty pojedynek główkowy.

Dowodem na to, że to Lovren jest osobą, która z tej dwójki ma częściej podejmować ryzyko są statystyki. Chorwat wykonał trzy odbiory, przy jednym Francuza, przejął o jedno podanie więcej, a ponadto miał dwa wybicia więcej, z czego kilka było bardzo ważnych.

Liverpool : Ludogorets

W pierwszym meczu Ligi Mistrzów, Liverpool ponownie nie rozegrał dobrego spotkania. The Reds stracili bramkę w 90. minucie po błędzie Mignoleta i Stevena Gerrarda, który nie wiedzieć czemu, nie był nawet trochę zainteresowany powrotem na pozycję. Lecz, w kilku aspektach, gra gospodarzy wyglądała całkiem nieźle. Po raz kolejny, nie pozwalano przeciwnikowi bezkarnie wykorzystywać bocznych sektorów boiska. Bułgarzy dośrodkowali w meczu jedenaście razy, a tylko dwa były celne. Świetną robotę w tych strefach wykonali obaj boczni obrońcy. Sam Manquillo miał aż osiem odbiorów, to o pięć więcej niż drugi w drużynie Moreno. Jak widać na poniższej grafice, piłka była odbierana głównie na skrzydłach (czternaście razy), tylko cztery razy w środkowej części boiska i raz w polu karnym.



Pomimo, że przeciwnik potrafił stworzyć kilka akcji, to bardzo łatwo było mu odebrać piłkę – choć nie zawsze wychodziło to Liverpoolczykom. Wystarczył pressing jedynie dwóch zawodników, aby Ludogorets miał problemy z wyprowadzeniem piłki z własnego pola karnego krótkimi podaniami.



Na powyższym zdjęciu Henderson (czerwony) wykonał sprint z własnej połowy, a przeciwnik pod presją wolał oddawać piłkę do tyłu, niż próbować bardziej ryzykownego zagrania. Od początku biegu Anglika, goście wykonali dwa podania do tyłu, a po tym jak Jordan dobiegł do bramkarza, ten bez zastanowienia wybił futbolówkę. Ta sytuacja pokazuje, że bardzo prostymi środkami można było zmusić rywala do oddania piłki. A skoro już trafiliśmy na temat ataku, to w tej kwestii Liverpool również nie błyszczał.

Zacznijmy od tego, że Liverpool piekielnie słabo radził sobie w ataku. Był przewidywalny, nie miał pomysłów, brakowało chęci, siły oraz werwy. Wszystko było statyczne, nudne oraz czytelne. Właściwie na tym mogłaby się zakończyć ta analiza. Jednak szukaliśmy powodów dlaczego nic nam nie wychodziło. Zacznijmy od meczu z Aston Villą i skarćmy naszych zawodników za opieszałość w ataku.



Grafika przedstawia ustawienie zawodników Aston Villi w momencie podania obrońcy do któregoś z zawodników z pola. Problem był jeden – do kogo podać. Wszyscy zawodnicy są w dalekich odległościach, dodatkowo zagranie przez środek nie wchodzi w grę. The Villans sprytnie odgradzali środkową strefę boiska przez co The Reds nie wiedzieli co począć. Zdarzało się to wielkrotnie.



W kółku dwóch naszych zawodników oraz trzech rywali. Coutinho mając na plecach rywala musi spróbować zagrać prostopadle, ale nie ma szans na powodzenie. Dodatkowo podania były niedokładne, piłkarze nie nadążali oraz nie radzili sobie w grze z mniejszą ilością zawodników. Coutinho dodatkowo zagrał więcej piłek niecelnych niż celnych co ułatwiło zadanie rywalom



Powyżej kolejna sytuacja, w której tym razem Gerrard próbuje posłać długą piłkę (a właściwie musi). Pytanie pojawia się do kogo ma ją posłać. Dwójka partnerów (zaznaczonych na czerwono) jest pilnowana. Przed Gerrardem Agbonlahor, który stara się zasłonić mu drogę podania. Czarne kółko pokazuje miejsce, gdzie powinien znajdować się nasz zawodnik, ale nie ma tam nikogo. Dlaczego? Nie wie tego nikt.



I kolejna akcja. Balotelii przy piłce. Za moment zostanie zaatakowany przez jednego rywala, a sekundę później przez drugiego. W prawym rogu ekranu widzimy aż trzech piłkarzy AV przy tylko jednym naszym. Coutinho może dostać piłkę, ale od razu zostanie zaatakowany. Pięciu piłkarzy rywali przy czterech naszych. Sytuacja po raz kolejny przegrana.



Sytuacja jakich mnóstwo w obydwu meczach. Balotetlli pilnowany. Aż ośmiu piłkarzy Aston Villi asekuruje właściwie dwóch piłkarzy Liverpoolu. Jeśli ktoś jest zdziwiony, że Liverpool nie strzelił bramki w tym meczu, to ta grafika jest odpowiedzią na pytanie dlaczego.



W drugiej połowie obraz gry właściwie się nie zmienił. Różnica polegała na tym, że Liverpool stwarzał więcej okazji, z których nic nie wynikało. O to przykładowa akcja z drugiej połowy Henderson pilnowany przez trzech piłkarzy, Balo gdzieś za polem karnym, Gerro naciskany przez rywala, a dwóch ofensywnych zawodników pilnowanych przez czterech defensywnych. Problemem było brak pomysłu i brak szybkości w akcjach ofensywnych. Co gorsze nie wychodziły również podania. Zwłaszcza te długie. Poniżej wykres nieudanych crossów.



Jeśli ktoś chcę policzyć, to podpowiem – 23 nieudane zagrania. Łącznie Liverpool miał trzy groźne wrzutki, z których nie wynikło nic. Inną sprawą jest fakt, że statystyka celnych podań wynosiła aż 89%. Co to oznacza? Lepiej mądrze strzelać niż głupio podawać. Na zakończenie meczu z AV podania Gerrarda.



Większość grana ze środkowej strefy boiska, większość niecelnych zagrań (uwzględnione wyłącznie te) to prostopadłe piłki. Gdy nie wychodzi takie zagranie, dodatkowo przez kapitana, inni tracą pomysły. I właśnie dla tego, Liverpool musiał ten mecz przegrać. A z Ludogorecem było niestety podobnie. Zaczynamy od pressingu.



A samo w sobie oznaczało to tylko tyle, że Balotelii nie robi nic, a Sterling musi nadrabiać. W tej akcji akurat młody Anglik próbuje przejąć piłkę. Naciska także Moreno. Coutinho, Henderson, Lallana są nieobecni. Niestety przez takie sytuacje często traciliśmy szansę na szybki odbiór piłki.



Powyżej właściwie gra w obronie rywala niż nasza gra w ataku. Coutinho naciskany musi odegrać piłkę do tyłu. Sterling pilnowany przez dwójkę piłkarz a trzech zaznaczonych na czerwono ma za zadanie przeciąż prostopadłe podanie. Doskonale wiedzieli, że tylko tym Cou może zagrozić. Udało im się przeciąć większość takich piłek.



W drugiej połowie sytuacja wyglądała troszkę lepiej, bo nasi zawodnicy zrozumieli, że mogą zaatakować. W lewym rogu widzimy trzech zawodników gości, którzy za wszelką cenę nie chcą wpuścić piłki oraz zawodnika w pole karne, natomiast w prawym widać aż trzech naszych zawodników na dwóch (wreszcie przewaga!). Niestety akcja zakończona tylko celnym strzałem.



Czasem jednak (tak jak powyżej) potrafiliśmy coś ciekawego wykombinować. Zaznaczony na czerwono obrońca gości popełnia prosty błąd – wychodzi do przodu. Balo w tym samym momencie jest daleko za jego plecami a Sterling podaje piłkę do Lallany. W tej akcji widać było nutkę porozumienia pomiędzy nowymi zawodnikami, lecz ciągle brakowało wykończenia.



Zdarzało się także, że defensywa przeciwników za bardzo skupiła się na naszej przewidywalnej grze i dała się zaskoczyć. W tej sytuacji Balotelii zagrał do Manquillo, który natomiast świetnie dośrodkował do Gerrada. Dwóch zawodników przed polem karnym (czarne kółko) oraz dwóch pilnowanych (czerwona kreska) wystarczyło aby wyszedł bardzo groźny strzał. Jak widać wystarczyło czasem odrobinę pomyśleć i już przeciwnik popełniał błędy.

Analiza współtworzona z Adamem Ginderą

Autor: Gall Dodano: 18.09.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u