Czy Terry i Carragher naprawdę są światowej klasy piłkarzami?

Przede wszystkim, zarówna Terry, jak i Carragher są niesamowicie efektywnymi obrońcami. Jest to w ogóle poza dyskusją.

Brytyjczycy chlubią się długą tradycją sztuki „wyekspediuj głową lub nogą” przez środkowych pół-obrońców. Jak nazwa wskazuje, ci panowie wybitnie uzdolnieni w kwestii wybijania głową długich piłek, serwowania twardych wślizgów czy interwencji w ostatniej chwili. Mają również w zwyczaju dużo krzyczeć. Colin Hendry, Terry Butcher i im podobni. Dwa świetne, współczesne przykłady to John Terry i Jamie Carragher, których nazwiska sławi się na odpowiednio Stamford Bridge i Anfield Road, obu za ich poświęcenie i za posiadanie bardzo angielsko brzmiących nazwisk, w coraz bardziej międzynarodowych składach. Bardziej kulturalni obrońcy, jak Ledley King z Tottenhamu, czy Rio Ferdinand z United, nigdy nie zyskali i nigdy nie zyskają takiego rozgłosu w narodzie, jak ci, którzy cały czas wyglądają, jakby bezmyślnie rzucali się na murawę – zapomnij o zmyśle ustawienia.

Ale czy możliwe jest, że ci przemieszczający się obrońcy są nieco przeceniani – zwłaszcza jeśli ludzie zaczynają porównywać ich z tymi, którzy posiadają światowej klasy umiejętności grania w piłkę?

Obaj gracze siedzą za bardzo efektywnymi, ciężko pracującymi defensywnymi pomocnikami. Chelsea gra trzema pomocnikami na środku z Claudem Makalele zatrzymującym ataki niczym nadgorliwa sekretarka. I robi to tak dobrze, że nazwali pozycję jego imieniem. Tymczasem w Liverpoolu regularnie zatrudniają podwójną ochronę w postaci Xabi Alonso i Momo „Długie Nogi” Sissoko. Nie to, że Terry i Carragher się chowają za tymi pomocnikami, ale to po prostu czyni ich pracę o wiele łatwiejszą. Dzięki tej obronie, niczym w Forcie Knox, ich zadania głównie sprowadzają się do wybijania głową dalekich piłek i przejmowanie złych podań. Nawet jeśli mają piłkę, to defensywni pomocnicy są zazwyczaj na tyle głęboko, że mogą odebrać piłkę od JT i JC, dzięki czemu nasi duzi chłopcy nie muszą się za bardzo przejmować rzeczami typu podawanie.

Jest to jednym z powodów, przez które Anglia nigdy nie jest tak dobra w obronie jak by się oczekiwało. Widzimy facetów jak Terry grających kolosalnie w Premiership, jednak gdy muszą grać dla Anglii, wyglądają jak ludzie a reprezentacja jest bardziej krucha niż wszyscy mieliby nadzieję. Różnica nie polega tylko na tym, że mecze międzynarodowe to zupełnie inna gra (więcej posiadania i koncentracji, mniej długich piłek), ale również na tym, że angielska czwórka z tyłu nie jest chroniona przez taką samą linię Maginota, zwłaszcza gdy Gerrard i Lampard zabijają się nawzajem o to, który szybciej dostanie się do pola karnego rywali.

Jest powód, przez który dopiero zaczęli być umiejscawiani wśród bardzo dobrych na swoich pozycjach, kiedy to managerowie zaangażowali się w bardziej efektywne ich osłanianie.

W pasjonującej obronie focha Carraghera na reprezentację i w generalnych dyskusjach o Johnie Terrym, określenie „klasa światowa” z pewnością się pojawia. Jednak bez wątpienia, z klasą światową mamy do czynienia, kiedy potrafisz sam wygrywać mecze, jak Maradona w 86., albo wtedy, gdy posiadasz takie umiejętności jak Zidane. Carragher i Terry na pewno są niezwykle dobrzy w mocnych główkach czy blokowaniu ciałem napastników przeciwnika, ale nie są graczami światowej klasy. Paolo Maldini był, Fabio Cannavaro i Lilian Thuram są – Carragher i Terry są świetnymi obrońcami.

Ubóstwiamy ich, bo widzimy jakąś cząstkę siebie w ich grze. Wysiłek ponad geniusz i technikę, postawa „nigdy nie odpuszczę”, która zasłania i rekompensuje braki w zdolnościach gry z piłką. Powinni być podziwiani i szanowani, bez wątpienia, jednak określenia w jakikolwiek sposób nawiązujące do słowa „klasa”, są nadużyciem.

Mick

Ľródło: caughtoffside.com

Autor: Alex Dodano: 23.07.2007

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON