Krytykowanie Rafy musi się skończyć

W sobotnią noc na Estadio Mestalla rozbrzmiało imię niesłyszane tu od maja 2004. To imię należy do Rafy Beniteza, a fani Valencii wspólnie śpiewali: „wróć Rafa, wróć Rafa”.

To mówi wszystko na temat estymy którą manager Liverpoolu wciąż cieszy się w Walencji, która opuścił ponad trzy lata temu. Fani wciąż chcieliby go widzieć u sterów ich klubu.

Z podwójnym mistrzostwem i pucharem UEFA wygranymi podczas jego pobytu na Mestalla, nie powinniśmy być zaskoczeni, że Benitez dalej jest tam wielce szanowany,

Przełamanie hegemonii Realu Madryt i Barcelony czyni go postacią ikoniczną w tym śródziemnomorskim mieście a widząc jak szeroko tytuł Mistrza Hiszpanii go omijał, można było być pewnym, że tęsknota będzie tylko narastać.

A tymczasem w Anglii kwestionuje się predyspozycje tego samego Rafy Beniteza do zamienienia Liverpoolu w zespół naprawdę walczący o mistrzostwo, a okazjonalnie wyzywa się również jego metody od niedorzecznych, kiedy tylko rezultaty nie idą po myśli jego drużyny, a czasem i nawet bez tego.

Krytyka Beniteza przychodzi w momencie, w którym Liverpool jest niepokonany w lidze i brakuje mu ledwie sześciu punktów do pierwszego miejsca. Powtarzam, gdy Liverpool jest niepokonany w lidze i brakuje mu tylko sześciu punktów do fotelu lidera.

Kij, którym atakuje się managera Liverpoolu, najczęściej podpisany jest „rotacja”. Najwidoczniej, jeśli posłuchać tych krytyków, drużyny które stosują rotację nie wygrywają najważniejszych trofeów.

Z pewnością działała w Hiszpanii, zatem rotacji nie można tak łatwo uznać za błąd.

„Ależ”, powiedzą krytycy, „wszystko się zgadza, ale piłka w Anglii jest inna od tej w Hiszpanii i tu to nigdy nie będzie działać”.

Obrońcy mogliby się skupić na fakcie, iż Benitez już poprowadził Liverpool do sukcesu w rodzimych rozgrywkach, wygrywając FA Cup (już nie wspominając o kontynentalnej trywialności jaką jest Liga Mistrzów).

Może to było by to dla niego bolesne, ale w tym przypadku Benitez mógłby wskazać tryumf Manchesteru United w poprzednim sezonie.

W sezonie 2006/2007, sir Alex Ferguson wykorzystał w sumie 23 zawodników w drodze po tytuł. Na Anfield, Benitez użył sześciu więcej.

Co znaczące, pięciu z nich pojawiło się tylko w ostatnich trzech meczach rozgrywek, gdy skupienie uwagi przeniosło się z kraju na wydarzenia na kontynencie a kluczowi gracze ustępowali miejsca młodzikom samym przygotowując się do zbliżającego się finału Ligi Mistrzów.

Zatem przez większą część sezonu, Benitez i Ferguson wykorzystywali skład niemal w tym samym stopniu.

Jeśli chodzi o rotację, obaj managerowie dokonywali ciągłych zmian w swoich składach w trakcie sezonu i byli na drodze do zanotowania niemal identycznej ilości zmian, do momentu w którym Liverpool zapewnił sobie start w tegorocznej Lidze Mistrzów a Benitez więcej wykorzystywał młodych graczy wraz z przestawieniem priorytetów w klubie na mecz z Milanem.
Zatem znowu, zarówno Benitez jak i Ferguson używali rotacji. Różnica? United wygrało tytuł a Liverpool nie.

W tym sezonie krytyka metod Beniteza staje się coraz bardziej niedorzeczna wraz z każdym mijającym tygodniem. Do tego stopnia, że są nowi ludzie, o wiele mniej wykwalifikowani ale mający poczucie prawa do mówienia managerowi jaka powinna być jego drużyna.

Szukanie sensacji chowa się pod przykrywką analizy a to musi się skończyć. Można, rzecz jasna, kwestionować działania Beniteza, ale należy to czynić perspektywicznie.

Tytuły nie są rozdawane w paĽdzierniku, o tym czy metody Beniteza przyniosą oczekiwane rezultaty, przekonamy się dopiero gdy przyjdzie maj.

Jeśli jednak macie wątpliwości co do Beniteza, to weĽcie pod uwagę słowa innego ulubieńca Walencji, napastnika Davida Villi.

W niedawnym wywiadzie Villa został zapytany jak udało się Valencii zostać pokonanym przez Chelsea w ćwierćfinałach poprzedniej Ligi Mistrzów, pomimo zwycięstwa w domu w pierwszym meczu 2-1.

Jego odpowiedĽ była zaskakująca: „To bardzo proste. Mieliśmy bardzo mały skład w poprzednim sezonie, przez co manager (Quique Sanchez Florez) nie mógł tak mocno rotować jak byśmy tego chcieli”.

„Na koniec sezonu graliśmy mnóstwo meczów, za dużo meczów, byliśmy zmęczeni, grający z kontuzjami a kiedy przyszła Chelsea nie mieliśmy już nic do zaoferowania”.

To jest ten rodzaj przewlekłego wyczerpania, którego Benitez chce uniknąć na Anfield.

Rotacja jest czymś nowym w angielskiej grze, a w kraju tak opornym i naturalnie konserwatywnym jak ten, zawsze będzie postrzegana mocno podejrzanie.

Ale zbyt łatwym jest zrzucenie wszystkich dolegliwości klubu na proces selekcji, kiedy wyniki świadczą przeciw niemu. Kiedy Liverpool został pokonany przez Marsylię w poprzednim tygodniu, zwyczajowi podejrzani znowu spierali się, że porażka spowodowana była przez rotację.

I to pomimo tego, że fizycznie gracze Liverpoolu byli na swoim najwyższym poziomie przez kilka tygodni. Byli swieży, a to dzięki regularnym wypoczynkom, które były im dawane.

Problem był taki, że ich fizyczne atrybuty były zupełnie niwelowane przez brak pewności siebie, co oznaczało że ich techniczne i taktyczne umiejętności po prostu nie działały.

To był bardzo zły występ, ale adresowanie całej winy w stronę rotacji jest skrajnym lenistwem.

Ledwie trzy sezony temu, dokładnie ci sami krytycy twierdzili, że każdy co do jednego gol tracony ze stałych fragmentów gry jest spowodowany przez nowo wprowadzany system obrony strefowej, który to został sprowadzony przez Beniteza z Valencii

Teraz nikt nawet o tym nie mówi. Dlaczego? Liverpool już prawie w ogóle nie traci takich goli, gdy inne drużyny, używające tradycyjnego systemu obrony indywidualnej, tracą je o wiele częściej.

Zatem przekaz jest jasny – wspierajcie managera, wspierajcie jego metody. Dajmy krytykom się wypowiadać, ale nie traćmy z zasięgu wzroku faktu, że mamy jednego z najlepszych taktyków w europejskim futbolu z osiągami, do których niewielu jest w stanie się zbliżyć a większość może zazdrościć.

A, i jego drużyna wciąż jest niepokonana w Premier League, gdy już przychodzi jesień.

Ci fani na Mestalla wiedzą aż za dobrze, że Benitez jest specjalnym managerem – dlatego wciąż śpiewają jego imię – więc dajmy mu pracować na Anfield i zobaczmy gdzie wylądujemy w maju.

Tony Barrett

Ľródło:
liverpoolfc.tv

Autor: Alex Dodano: 12.10.2007

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON