Postacie » Blood Red

Sami będzie ciepło przyjęty

Tym ostatnim razem, kiedy Sami Hyypia był na murawie Anfield, miał łzy w oczach, ściśnięte gardło i uszy pełne dobrych życzeń na przyszłość. Liverpool na zakończenie sezonu zniszczył Tottenham i po tej kampanii wydawał się być tak blisko wyczekiwanego ligowego tytułu jak nie był już od dawna.

Chłopcy Rafy Beniteza byli na koniec cztery punkty za Manchesterem United, tak blisko ostatniego kroku po zwycięstwo.

Po trzech latach Liverpool został nieco w tyle. Hyypia z kolei pnie się coraz wyżej.

Jutro Fin zasiądzie na ławce trenerskiej dla ekipy gości, podczas gdy jego ekipa Bayeru Leverkusen odwiedzi Merseyside, by rozegrać z Liverpoolem ostatni przed startem kampanii ligowej mecz towarzyski.

Zespół z Bundesligi będzie dla nich surowym przeciwnikiem. Brendan Rodgers postara się odpowiednio nastroić skład the Reds zanim w następny weekend kurtyna się podniesie i Liverpool zagra z West Bromwich Albion.

Na Anfield to był tydzień uczuć.

Sam Rodgers otrzymał wspaniałą owację, debiutując na domowej murawie w czwartek przeciwko FC Gomel, kiedy podobnego uwielbienia the Kop doświadczyli też Daniel Agger i Andy Carroll, obaj ostatnio łączeni z innymi klubami, nowy zawodnik w klubie, Fabio Borini, i Jamie Carragher, który przed rozpoczynającym gwizdkiem odebrał specjalne trofeum upamiętniające jego 700. występ w barwach klubu.

Hyypia oczywiście także może spodziewać się swojej działki miłości na Anfield. Fani Czerwonych bardzo rzadko zapominają o swoich byłych piłkarzach, a niewielu odegrało we współczesnej historii klubu tak wielką rolę jak Fin.

Hyypia był raczej dużą niewiadomą, kiedy Gerard Houllier zapłacił za niego holenderskiemu klubowi Willem II 2,6 miliona funtów w lecie 1999 roku. Peter Robinson, były dyrektor wykonawczy, pamięta jak postąpili zgodnie z rekomendacją kamerzysty meczów europejskich, który zachwalał wysokiego blond obrońcę, robiącego wrażenie w Eredivisie. Jak to mówią, reszta jest historią.

Liverpool pod wodzą Graeme'a Sounessa, a później Roya Evansa zyskał reputację wolności w atakowaniu, ale nędzy w obronie. Pomimo wydanej w latach 90. dużej sumy pieniędzy na usługi Phila Babba, Johna Scalesa, Neila Ruddocka i Bjorna Torego Kvarme, faktycznie był to problematyczny obszar. Szczęśliwie Francuz w swoim pierwszy letnim okienku u pełnej władzy znalazł idealne rozwiązanie.

Hyypia natychmiast zrobił dobre wrażenie razem z kolejnym nowym rekrutem, reprezentantem Szwajcarii, Stephanem Henchozem.

Gigantyczna prezencja łączyła się z umiejętnością ustawienia się na boisku i organizacji w obronie. Sprawiło to, że człowiek z Porvoo, małego miasta o populacji poniżej 50000, stał się kimś w rodzaju współczesnego Rona Yeatsa, który zresztą był wówczas szefem skautów na Anfield i także pozostawał pod wielkim wrażeniem.

Tak jak pozyskanie Yeatsa we wczesnych latach sześćdziesiątych było dla Billa Shankly'ego platformą, na której budował swój pierwszy wielki skład Liverpoolu, tak pozyskanie Hyypii stało się tym dla Houlliera. Dominował w powietrzu, był doskonały na ziemi, stanowił też istotne zagrożenie ofensywne w polu karnym przeciwnika.

Już w święta Bożego Narodzenia w swoim pierwszym sezonie kapitanował drużynie. Łatwo było dostrzec dlaczego. W tym sezonie 1999-2000 Liverpool zaliczył najlepszy w Premier League bilans defensywny, tracąc tylko 30 goli w 38 meczach. United, które wygrało ligę, straciło ich 51.

Następny sezon był bez wątpienia szczytem dla Houlliera. Hyypia był kluczowym zawodnikiem, kiedy Liverpool zafundował kibicom sensacyjną i niezapomnianą serię, w ciągu trzech miesięcy zdobywając Puchar Ligi, Puchar Anglii i Puchar UEFA.

Hyypia pozostawał stałym ogniwem, pomimo oddania opaski kapitańskiej Stevenowi Gerrardowi w 2003 roku. Gerrard pamięta, jak w nerwach próbował zdobyć się na rozmowę z poprzednikiem i przedyskutować sprawę oraz jak rozbroiła go reakcja Hyypii, który po prostu uścisnął mu rękę i życzył wszystkiego najlepszego. Nie tylko na boisku robił pozytywne wrażenie.

Był bardzo ważny, kiedy zakończyła się era Houlliera i rozpoczęła ta Rafy Beniteza. Kto potrafi zapomnieć jego wkład w sukces w Lidze Mistrzów w 2005, jego ćwierćfinałową bramkę przeciwko Juventusowi, która stanowi testament jego mentalności, świetnie radzącej sobie z wielkimi spotkaniami oraz świetnej taktyki jako obrońcy.

Jego ostatnie trofeum dla the Reds przyszło w 2006 roku. Właściwie nawet spudłował w rzutach karnych, ostatecznie zwycięskich nad West Hamem. Przybycie Daniela Aggera, a potem Martina Skrtela oznaczało bliski koniec dla weterana.

Wciąż utrzymywał swoją klasę na boisku, jednak coraz rzadziej pojawiał się w składzie. Jego występ na Old Trafford w sezonie 2008/09 jest zwykle niedostrzegany, ale będący świetnym wyznacznikiem gry doskonałego profesjonalisty.

Wielu zaskoczyło jego pojawienie się w roli menedżera w Leverkusen, gdzie w kwietniu zastąpił zwolnionego Robina Dutta. Hyypia ma silny zespół na BayArena, ale to na Anfield jego gwiazda świeci najmocniej.

Autor: Neil Jones Dodano: 11.08.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u