Postacie » Blood Red

Tak podobni, a jednak tak różni

O tej samej porze dwa lata temu zaczął się bunt. Podczas gdy Liverpool przegrywał 2:0 na wyjeździe ze Stoke City, fani na trybunie dla przyjezdnych dali upust swojej wściekłości na menedżera. Roy Hodgson musiał stać i znosić ciągłe okrzyki na cześć Kenny'ego Dalglisha, które z każdym tygodniem jedynie się nasilały. To był początek końca.

Cierpliwość była towarem deficytowym. W połowie listopada Liverpool był jedenasty w lidze z szesnastoma punktami z trzynastu spotkań. Szybko przenosząc się do teraźniejszości widzimy, że tabela nieznacznie się różni od tamtego okresu. Przed dzisiejszym meczem na Anfield z Wigan jesteśmy na 13. pozycji. Pierwsze jedenaście spotkań przyniosło 12 oczek - o trzy mniej niż mieliśmy na tym etapie za czasów Hodgsona.

Jednak bardziej prawdopodobna jest owacja na stojąco od The Kop dla Dave'a Whelana, niż to, że fani na Anfield odwrócą się dzisiaj od Brendana Rodgersa.

Mimo wyraźnych podobieństw w rezultatach kontrast między Liverpoolem Hodgsona i Rodgersa jest niesamowicie wyraźny, ale także zrozumiały. Stworzenie więzi z kibicami jest kluczem do sukcesu menedżera. Hodgson nie potrafił tego zrobić od samego początku, a samo jego zatrudnienie wywołało mieszane reakcje. Większość osób nie chciała odejścia Rafy Beniteza, ale gdy już Hiszpan opuścił Liverpool chcieli zatrudnienia Dalglisha.

Hodgson zamiast zjednać sobie ludzi, zaczął zrażać fanów serią wpadek PR-owych. Jedną z nich była odpowiedź na pytanie, czy atmosfera na jakimś stadionie może równać się z tą na Anfield. Odpowiedział "Old Trafford i San Siro są bardzo dobre".

Następnie derbową porażkę na Goodison opisał jako "najlepszy występ sezonu". Tego typu wpadki kontynuował narzekając na absencję "słynnego wsparcia Anfield" po porażce u siebie z Wolves oraz nalegając by "fani stali się kibicami". Po niecałych dwóch tygodniach od tych zdarzeń nie był już trenerem.

Rodgers też nie miał łatwo. Mimo wszystko wielu fanów było złych po zwolnieniu Dalglisha i jego zatrudnienie również wywołało mieszane reakcje. Jednak w przeciwieństwie od Hodgsona, Rodgers od początku budował więź z fanami. Już w czerwcu stwierdził, że będzie "walczył o swoje życie i dla ludzi w tym mieście" by odnieść sukces z klubem.

Podkreślił historię i tradycję Liverpoolu, otwarcie mówił o problemach jakie zauważył, a także przedstawił swój plan na zapewnienie The Reds lepszej przyszłości.

Rodgers jest krasomówcą - elokwentnie opisuje swoją wizję i łączy się z kibicami w stylu, którego nie potrafił opanować Hodgson. Rodgers natchnął fanów do lojalności.

Również w kwestii stylu gry jest ogromna różnica. Podejście Hodgsona sprawiło, że naszą grę ciężko było oglądać. Negatywny, bezpośredni futbol jaki zaprezentował był nie na rękę kibicom. Po wygranej nikt nie narzekał, ale gdy przegrywaliśmy nie miał się gdzie schować.

Natomiast filozofia Rodgersa idzie w parze z tradycjami klubu. Wprawdzie w tym sezonie nie zawsze przynosiło to rezultaty, jako że dominowanie w posiadaniu piłki jest bezużyteczne, gry nie potrafisz zachować zimnej krwi w tercji przeciwnika.

Jednak mimo tego fani widzą co Rodgers chce osiągnąć. Jest nadzieja, której pod wodzą Hodgsona nie było. Do tej pory występy były lepsze niż wyniki. Liverpool zapłaciło słono za brak siły ognia i wszyscy szczerze wierzą, że gdy w styczniu się wzmocnimy, to postęp będzie zauważalny jeszcze bardziej. W 2010 roku fani czuli jedynie, że The Reds bardzo szybko lecą w dół.

Również nazwiska piłkarzy różnią obu menedżerów. Dwa lata temu Liverpool jechał do Stoke z piłkarzami takimi jak Paul Konchesky, Christian Poulsen i Milan Jovanovic.

Dzisiaj zapewne zobaczymy młode trio - Raheem Sterling, Andre Wisdom i Suso. Fani kochają oglądać młodych zawodników wdzierających się do pierwszej drużyny, a Rodgers dał im szansę na pokazanie umiejętności. Oczywiście czasami odbywało się to bardziej z potrzeby niż celowo, jednak inaczej odbiera się budowanie przyszłości na bazie młodych chłopców, niż zatrudnianie przepłacanych profesjonalistów średnio grających w piłkę.

Fani nie są szczęśliwi, że z jedenastu meczy wygraliśmy dwa, jednak - co najważniejsze - są murem za Rodgersem. Akceptują to, że przywrócenie Liverpoolowi świetności będzie trwało lata, a nie miesiące i Rodgers ma ich wsparcie.

Autor: James Pearce Dodano: 17.11.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u