W Liverpoolu kwitną kasztany

Egzamin dojrzałości czeka młode pokolenie Polaków tradycyjnie dopiero w maju, jednak swoista matura ziści się podopiecznym Brendana Rodgersa w najbliższych 5 dniach, które odpowiedzą kibicom Liverpoolu na kilka kluczowych pytań i zagadek.

Jutro na Emirates dojdzie do rywalizacji, której wyczekuje się z zapartym tchem zarówno wśród Kanonierów, jak i Czerwonych. The Reds tracą aktualnie 3 punkty w ligowej otchłani do drużyny dumnie prowadzonej od wielu lat przez Wengera.

Liverpool w tym sezonie ma problem, który objawia się brakiem pełnych zdobyczy punktowych z drużynami z czołówki Premier League. Owszem znaczącej poprawie uległy mecze z teoretycznie słabszymi przeciwnikami (wystarczy przypomnieć ostatnie bokserskie K.O jakie Liverpool zgotował na Anfield ekipom Fulham, Sunderlandu czy Norwich), jednakże nikt z aktualnej pierwszej szóstki ligi, nie został ujarzmiony przez the Reds.

W zasadzie bardzo blado w tych spotkaniach wypadliśmy tylko raz ... przeciwko Arsenalowi na własnym terenie, gdzie byliśmy tłem dla doskonale zorganizowanych Londyńczyków, świetnie dyrygowanych w środku przez Diaby'ego i za żadne skarby nie mogliśmy tego letniego dnia dobrać się do skóry gościom, którzy za sprawą Podolskiego i Cazorli niemiłosiernie nas wypunktowali.

Z Manchesterem United (mowa oczywiście wyłącznie o meczu na Anfield) i Evertonem nie pomagali nam sędziowie, bardzo delikatnie rzecz ujmując, na Stamford Bridge odnieśliśmy zasłużony remis, z kolei tylko jedne dobre 45 minut, wobec sielsko poczynającego sobie na murawie Garetha Bale'a nie wystarczyło na wywiezienie chociażby punktu z White Hart Lane.

W sierpniu doskonałą szansę miał Liverpool na Anfield w starciu z mistrzem kraju - the Citizens, ale wobec rozłożonych praktycznie na tacy chłopcach Manciniego, świątecznym gestem (zdecydowanie pomylił miesiące!) błysnął Martin Skrtel prezentując Tevezowi wyrównujące trafienie.

Dość już rozważań o tym co było, bo i tak czasu nie cofniemy i nikt nie dołoży nam w tabeli chociażby 2 oczek, za nieuznane na Goodison Park trafienie Luisa Suareza w samej końcówce meczu.

Na Emirates Stadium w środowy wieczór z pewnością dojdzie do prawdziwej weryfikacji aktualnych celów Liverpoolu. Brendan praktycznie ma do dyspozycji swój najmocniejszy skład, wobec come backu Reiny, Johnsona czy Jose Enrique. Braki tej trójki odpowiadającej głównie za dostęp do bramki były nad wyraz widoczne w pucharowej batalii z Oldham, co zakończyło nasze marzenia na powtórną wycieczkę na Wembley.

Ponadto potencjał ofensywny drużyny Liverpoolu wobec styczniowego zakupu Sturridge'a, czy powrotu po kontuzji Fabio Boriniego wygląda dużo lepiej, niż jeszcze kilka tygodni temu, gdy Kopites modlili się tylko o nogi Suareza (nie twierdzę, że dalej nie powinni tego robić).

Boss Liverpoolu powtarza, że jego zespół uczynił nie tylko piłkarski rozwój od ostatniej wrześniowej nauczki od Kanonierów. Zwraca uwagę na aspekt taktyczny i mentalny.

Jutrzejsza konfrontacja zespołów, które zdecydowanie pod kątem lokat w Premier League rozczarowują swoją rzeszę fanów będzie więc kluczowa, gdyż albo pchnie, którąś z drużyn w górę, podtrzymując wielkie nadzieje na piłkarski raj, zwany Ligą Mistrzów w przyszłym sezonie, tudzież będzie kolejnym przykrym rozczarowaniem dla jednych, bądź drugich.

Jestem umiarkowanym optymistą przed tą rywalizacją, pod warunkiem, że zagramy 2 połowy na równym i dobrym poziomie, prezentując pełną konsekwencję w grze. Mimo wielokrotnie dość chimerycznej gry Arsenalu na przestrzeni sezonu, to jeśli przyśniemy chociażby na 2 kwadranse w tej rywalizacji, oddając pole popisu Giroux, Podolskiego, Cazorli czy Walcottowi, może już być później po herbacie.

Liverpool potrafi wygrywać na Emirates, co udowodnił w zeszłym sezonie pokonując 2-0 Kanonierów na początku sezonu i sugestie o rozbitym kadrowo wówczas Arsenalu, nie mogą odbierać the Reds tego, na co wówczas w pełni zasłużyli.

Rodgers moim zdaniem nie będzie miał dużej linii obrony, jeśli wróci z Emirates na tarczy. To 24 kolejka Premier League i nadchodzi TEN MOMENT SEZONU, w którym Liverpool musi wrzucić 5 bieg i zacząć dynamiczną pogoń za odpowiadającymi standardom klubu lokatom w tabeli.

Remis nie byłby według mnie najgorszym rozstrzygnięciem, gdyż wówczas między Arsenalem a Liverpoolem wciąż będą 3 punkty różnicy w lidze, a zespoły Evertonu i Tottenhamu, z którymi przyjdzie podjąć nam jeszcze w tym sezonie rękawice, przyjadą na Anfield, co w jakimś stopniu powinno ułatwić the Reds zadanie.

W niedzielę kolejna duża atrakcja dla oczu kibica, wobec naszego wyjazdu do Manchesteru, by podjąć próbę zdobycia stadionu najlepszej ekipy Anglii zeszłych rozgrywek.

Wszyscy zdają sobie doskonale sprawę z siły i potencjału the Citizens, oraz faktu, iż na własnym stadionie nie należą do specjalnie gościnnych teamów, jednakże Liverpool na pewno stać na wyrównany i zażarty bój z zamiarem osiągnięcia swego celu.

To kluczowy tydzień dla Liverpoolu, po którym zweryfikuje się informacje, czy jesteśmy ciągle desygnowani do misji zwanej 'Operacją Champions League', czy czas w końcu wyłączyć Play Station ...

Autor: AirCanada Dodano: 29.01.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u