Odejście legendy

W życiu są takie momenty, w których człowiekowi po prostu chce się płakać. Takie coś spotkało wszystkich fanów the Reds, kiedy przeczytali, że Jamie Carragher postanowił po tym sezonie zakończyć karierę. Ciężko jest opisać słowami jego niesamowite wyczyny, które mogliśmy podziwiać od stycznia 1997 roku.

Właśnie 8 stycznia tamtego roku rozpoczęła się era Carraghera. Młody Jamie pojawił się wówczas na boisku w meczu przeciwko Middlesbrough. Jednak czy ktoś się spodziewał, że jeszcze przez tyle następnych lat będziemy go oglądać w akcji w barwach Liverpoolu? Od początku jego kariery było widać, iż jest to wyjątkowy zawodnik. Wszechstronnością na boisku i walką do upadłego szybko zyskał uznanie wszystkich fanów na Anfield. W przeciągu 16 lat współpracował z sześcioma menedżerami i każdy mógł zawsze na niego liczyć. Największy wpływ miał na Carraghera bez wątpienia Rafa Benitez, który zaczął wystawiać go na środku obrony. Jamie szybko stał się jednym z najlepszych stoperów na świecie. Wszyscy pamiętamy finał w Stambule, w którym Anglik tak naprawdę już nie był w stanie grać, ale wola walki wyzwalała u niego takie pokłady sił, że wciąż dyrygował defensywą the Reds. To zresztą była najlepsza noc w jego życiu, o czym później wspomniał w jednym z wywiadów.

- Ilekroć mówię, że była to najlepsza noc w moim życiu to moja kobieta ma ochotę mnie zamordować, gdyż jestem żonaty i mam dzieci. Na pewno jednak jest to jedna z najlepszych nocy - wyznał Jamie.

Carragherowi, podobnie jak Gerrardowi w karierze zabrakło tylko jednej rzeczy, a mianowicie mistrzostwa Anglii. Nikt bardziej od nich w ostatnich latach na to nie zasłużył, a jednak wszystko wskazuje na to, że ta sztuka im się nie uda. Z czego Carra może być dumny? Z dwóch Pucharów Anglii, trzech Pucharów Ligi, dwóch Tarcz Dobroczynności, Pucharu UEFA, dwóch Superpucharów Europy i przede wszystkim z wcześniej wspomnianego finału w Stambule, w którym Liverpool pokonał Milan po rzutach karnych. Jeśli chodzi o osiągnięcia indywidualne, to nie ma ich zbyt wiele, bo to zdecydowanie inny typ zawodnika, ale pod względem występów w barwach Liverpoolu wyprzedza go tylko Ian Callaghan. Warto także pamiętać, że Carragher został pierwszym piłkarzem the Reds w historii, który zaliczył 100 występów w barwach klubu w europejskich pucharach.

W reprezentacji kraju rozegrał 38 spotkań, występując na Euro 2004 i na Mistrzostwach Świata w 2006 i 2010 roku. Obecność na ostatnim wymienionym turniej była o tyle zaskakująca, że trzy lata wcześniej oficjalnie zakończył reprezentacyjną karierę, ale ostatecznie powrócił do gry w kadrze i znalazł się 23-osobowym składzie Anglików.

Carragher w ostatnich dwóch, trzech sezonach nie odgrywał już tak wielkiej roli w zespole na boisku, ale poza nim bez wątpienia był świetnym przykładem profesjonalisty dla mniej doświadczonych obrońców. Kiedyś on tworzył imponujący duet na środku z Samim Hyypią, a później pod jego skrzydłami bardzo szybko rozwinęli się Agger oraz Skrtel, którzy także świetnie się rozumieją. Martin Kelly, Jon Flanagan, Jack Robinson, Andre Wisdom - ich wszystkich też na boisku ustawiał Jamie Carragher. Zasada "lepiej mądrze stać, niż głupio biegać" doskonale się sprawdza u Jamiego od czasu, kiedy nie możemy już liczyć na jego formę fizyczną. W rywalizacjach z najlepszymi drużynami zawsze był jednak skarbem, gdyż nikt tak jak on nie motywował się na tego typu spotkania. Ileż wślizgów wykonał on na boisku, ileż razy sfaulował napastnika, ileż razy krzyczał na młodszych zawodników...


W tym roku jesteśmy świadkami powrotu mistrza do wielkiej formy. Po dobrym meczu z Norwich, Brendan Rodgers woli stawiać na Carraghera niż Skrtela i ja mu się bynajmniej nie dziwię, gdyż w kolejnych starciach - z Arsenalem i Manchesterem City - był absolutnie naszym najlepszym obrońcą. To ostatnie pół roku Carraghera i jestem pewien, że Rodgers w 100% wykorzysta obecność doświadczonego Anglika w składzie, przez co kto wie, być może uda się sięgnąć po zwycięstwo w Lidze Europy? To byłoby piękne uhonorowanie kariery Jamiego i sens tych rozgrywek nabrał od wczoraj nowego znaczenia.

Dla mnie Carragher zawsze będzie kojarzył się z lojalnością, walką do upadłego i niesamowitego charakteru. Nigdy nie widziałem w jego oczach strachu i nigdy prawdopodobnie nie zobaczę, ponieważ jest to człowiek, który innych ludzi ma właśnie wyzwalać z jakichkolwiek obaw przed meczem. Większość z nas nie pamięta Liverpoolu bez Carraghera w składzie, dlatego latem, gdy cała drużyna spotka się na pierwszym treningu przed nowym sezonem, bez wątpienia odczujemy wielką pustkę. Na Anfield nadchodzi nowa era, w której mam nadzieję nie zabraknie Jamiego. Co prawda wątpię, że od razu otrzyma stanowisko w klubie, bo jak pisze Tony Barrett w The Times, Anglik preferuje pracę w mediach, ale z czasem jego powrót będzie konieczny.

Przed nami ostatnie pół roku z Carragherem w składzie. Wykorzystajmy ten moment i doceniajmy każdą chwilę naszego vice-kapitana na murawie. Odejścia Carraghera jest troszkę podobne do zakończenia kariery przez Adama Małysza. Wtedy rozpaczali Polacy, zaś teraz fani the Reds. Co jednak łączy tych obu panów? Decyzję o przejściu na emeryturę podjęli w momencie powrotu do wielkiej formy. Oby pożegnanie Jamiego 19 maja w ostatnim meczu na Anfield z Queens Park Rangers było godne jego kariery, a my jeszcze przez wiele lat będziemy mimo wszystko śpiewać "We all dream of a team of Carragher's"...

Autor: Oski_LFC Dodano: 08.02.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u