Zmartwienia Rodgersa

Od początku pracy Brendana Rodgersa na Anfield Road nie wszystko idzie po jego myśli. Ostatnie dni są dla szkoleniowca Liverpoolu szczególnie ciężkie. Musi on znaleźć odpowiedzi na pytania, które nie dają mu spokojnie zasnąć.

Co zrobić z Joe Allenem?

Walijski rozgrywający to chyba dylemat numer jeden Irlandczyka z Północy. Allen był kluczową postacią środka pola Swansea i Rodgers wykazał się bardzo dużą determinacją, by ściągnąć tego piłkarza na Anfield. Suma, którą na niego wydał – 15 mln funtów – potwierdzała tylko wielką wiarę, którą trener pokładał w swoim podopiecznym. Początki miał bardzo obiecujące, ale czym dalej w las, tym gorzej. Teraz Rodgers przed sobą ma dwa dylematy. Pierwszy – jak przywrócić dawną formę Allena, który od kilkunastu tygodni prezentuje się bardzo słabo. Drugi, nie mniej ważny – na jakiej pozycji miałby być wystawiany. Pierwszym zamysłem była pozycja tuż przed defensywnym pomocnikiem Lucasem. Gdy Brazylijczyk doznał kontuzji, Walijczyk z konieczności przejął jego rolę, a to spowodowało cofnięcie się w głąb boiska Gerrarda. Kapitan swojego miejsca na boisku już nie zmienił, co było jedną z przyczyn przedwczesnego zerwania kontraktu z Sahinem, który nie czuł się dobrze w roli ofensywnego pomocnika, a dodatkowo zarabiał spore pieniądze. Allen wykazywał zbyt duże braki w grze defensywnej, by na stałe być defensywnym pomocnikiem. Jeszcze mniej przekonująco wypadał w roli ofensywnego pomocnika. Jak więc wygląda perspektywa przed Allenem? Słowa Rodgersa nie brzmią dla niego optymistycznie:

- Steven świetnie spisał się w roli cofniętego, kontrolującego grę pomocnika, myślę, że ku tej pozycji może zmierzać w najbliższych latach. Ze swoimi podaniami i pomysłowością może regulować tempo i rytm gry.

Ciężko Allenowi będzie zająć inną pozycję niż rozgrywającego. Trudno sobie też wyobrazić, by Walijczyk wygryzł ze składu obecnego kapitana. 22-latek ze Swansea nie został jednak sprowadzony po to, by siedzieć na ławce, zwłaszcza że w grę wchodziła duża suma pieniędzy. Jedynym rozwiązaniem po powrocie do formy Allena wydaje się być jego powrót na ulubioną pozycję i przesunięcie Gerrarda do przodu. Co na to sam zainteresowany i trener?

Jak przywrócić środkowych obrońców do pełnej dyspozycji?

Na początku sezonu Carragher był czwarty w hierarchii środkowych obrońców. W drugiej kolejce w meczu z Manchesterem City z powodu zawieszenia nie mógł zagrać Agger. Wówczas Rodgers długo rozmyślał, kto ma wystąpić obok Skrtela. Wybór padł na Coatesa, a szkoleniowiec motywował to tym, że podjął decyzję z myślą o przyszłości klubu. Niecałe pół roku później, w połowie lutego, trudno sobie wyobrazić środek obrony bez wychowanka Liverpoolu. Coates mimo dobrego występu z mistrzem Anglii grał rzadko. Od listopadowego spotkania z Anżi, gdzie był współwinny utracie gola, praktycznie nie dostaje szans. Więcej mógł pograć w FA Cup, ale między innymi przez jego słabiutką postawę w meczu z Oldham, klub pożegnał się z tymi rozgrywkami. Potężny zjazd zaliczył też Martin Skrtel, który tylko wyglądem przypomina zawodnika z poprzedniego sezonu. Słowak stracił miejsce w składzie i takim występem jak z Zenitem raczej szybko go nie odzyska. Agger także gra poniżej oczekiwań. W meczu z WBA miał udział przy obu straconych golach. Najpierw nie pokrył McAuleya, później dał się ograć jak dziecko Lukaku.

Rodgers musi szybko znaleźć receptę na słabą postawę swoich defensorów. Obecnie tylko Carragherowi można w pełni zaufać, a należy pamiętać, że wkrótce skończy karierę i pojawi się problem. Trzeba będzie znaleźć nie tylko jego następcę na boisku, ale także zastąpić go innym twardym charakterem, gotowym poprowadzić swoich kolegów na murawie. Może kimś takim będzie 21-letni kapitan Feyenoordu Rotterdam, Stefan de Vrij, który ma trochę ponad rok do końca kontraktu, a podobno zainteresowany jest nim nasz klub.

Jak zmniejszyć zagrożenie przy stałych fragmentach rywala?

Stałe fragmenty gry w ofensywie i defensywie od dawna nie były mocną stroną Liverpoolu. Kto wie, czy w 2009 roku mistrzostwo Anglii powróciłoby na Anfield, gdyby nie spora ilość goli straconych po rzutach rożnych i wolnych. W meczu z West Bromwich straciliśmy tak pierwszego gola, gdy Agger nie potrafił upilnować McAuleya. Również Arsenal w niedawnym starciu z nami strzelił swoją kontaktową bramkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Manchester United na 2:0 podwyższył dzięki główce Evry ze stałego fragmentu gry, a pod koniec roku Stoke wyszło na prowadzenie w meczu z Liverpoolem po celnej główce Jonesa po wrzutce z kornera. Można by tak wymieniać dalej. Rodgers powinien przestrzec swoich piłkarzy przed zapadaniem w zimowy sen we własnym polu karnym. Bierność w kryciu rywali nieraz w tym sezonie kończyła się dla The Reds najgorzej jak mogła.

Czy dalej stawiać na Reine?

Hiszpan kilka razy znalazł się już pod odstrzałem krytyki. Bramkarz od czasu do czasu popełnia kosztowne błędy, a już rzadkim wydarzeniem jest mecz, po którym można by dziękować mu za uratowanie punktów. Mimo to Pepe wciąż ma dużo wyższe notowania od Brada Jonesa. Australijczyk zastępując Reine spisywał się dobrze aż do czasu spotkania z Oldham. Od tego feralnego meczu nie wrócił do bramki i raczej już go w akcji w tym sezonie nie obejrzymy. Po sezonie Rodgers będzie musiał rozważyć, czy sprzedać Reine i kupić młodego zdolnego golkipera, czy dać mu kolejną szansę. Z drugiej strony ciężko będzie znaleźć ewentualnego kupca, który wyłożyłby zadowalającą klub sumę i byłby atrakcyjnym miejscem z punktu widzenia Hiszpana.

Autor: Licznerek Dodano: 15.02.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u