O żalu i frustracji po derbach

Zawsze gdy zbliżają się derby, chodzę nakręcony. Nie potrafię sobie znaleźć miejsca i jedyne o czym myślę, to wynik meczu i styl w jakim zagramy. Tym bardziej kiedy po ostatnim spotkaniu apetyty wzrosły, a po ostatnich derbach pozostał niedosyt.

Żałuje, że tak bardzo czekałem na to spotkanie. Szumne zapowiedzi, mówienie o walce do samego końca i nadzieje, że Carragher strzeli bramkę (należałem do ludzi, którzy bardzo tego chcieli w tym spotkaniu) . Wszystko zostało szybko zakończone. Cisza, która panowała na stadionie najlepiej podsumowuje poziom tego meczu. Ale nie chciałem pisać tylko i wyłącznie o tym jak bardzo czułem się zawiedziony. Chciałem zwrócić uwagę na coś zupełnie innego. Od zawsze zastanawiało mnie co czują zawodnicy przed takim spotkaniem. O ile mogę się domyślić jakie emocje rządzą Gerrardem, Carragerem i każdym innym piłkarzem, który pochodzi z Liverpoolu, o tyle nie wiem czy to samo czują zawodnicy, którzy przyszli do klubów z reszty Anglii, czy też Europy.

Brakowało mi najbardziej szybkich i składnych akcji, tego co zawsze pozwala takim meczom dostarczyć wielu emocji. Oczywiście kilku naszych piłkarzy próbowało rozkręcić tempo tego spotkania, ale ile było takich sytuacji? Znacznie mniej niż powinno. Moim zdaniem błędem było pozostawienie Sturridga osamotnionego. Nie mógł zrobić właściwie nic, a i tak był bliski zdobycia bramki. Długo czekał na otrzymanie jednego dobrego podania (w meczu z NUFC było takich od groma, ale nie ma co porównywać oby spotkań), po którym stanąłby sam na sam z bramkarzem gości. Przez znaczną część meczu Anglik był skutecznie powstrzymywany jeszcze zanim zdążył na dobre rozpędzić się z piłką. Brakowało w tym meczu drugiego napastnika, a przypuszczam, że gdyby Brendan zaryzykował wystawieniem Boriniego od pierwszych minut, dałoby to nam dodatkową siłę w ataku. Jeśli nawet Fabio nie potrafiłby przedostać się pod pole karne Evertonu, to obrońcy musieliby pilnować już dwóch zawodników zamiast jednego. Pozwoliłoby to na większe pole manewru pomocnikom, którzy niestety też zawiedli.

Zawsze irytowałem się na widok gry Downinga. W tym sezonie jednak zasługiwał na więcej pochwał niż krytyki, ale jednak zawsze czegoś mi brakowało w jego grze. Nie zaskoczył mnie właściwie niczym i trudno się spodziewać, że zaskoczyć mógł obronę The Toffes. Brak szybkich rajdów (kilka zakończonych wrzutkami, z których nic nie zrobiliśmy) oraz parę rzutów rożnych to zdecydowanie za mało jak na spotkanie pomiędzy tymi klubami. Zawsze oczekuje się więcej od zawodników, dlatego też nie byłem zadowolony z gry naszej drugiej linii. Stewart długo aklimatyzował się w klubie i jeszcze dłużej walczył o uznanie w mieście, ale na pewno musi przebyć jeszcze trochę swojej drogi w kierunku bycia czołowym skrzydłowym w Premier League. Brakowało mi impetu, werwy, chęci do zrobienia czegoś nietuzinkowego. Zaskoczenia wszystkich na stadionie.

Jeśli chodzi o to ostatnie, Coutinho jest świetnym przykładem, że można jeśli tylko się chce. Niestety też nie pozwolono mu na zbyt wiele. Starał się, ale brakowało mi jeszcze jednego dobrego zagrania. Oczywiście gdybym miał krytykować każdego, uznałoby się mnie za wariata. Mam jednak własne zdanie na temat derbowych spotkań i chcę tylko udowodnić, że były to jedne z najgorszych derbów ostatnich lat. Spodziewałem się chociaż jeszcze jednej, dwóch piłek, które zawładnęłyby publiką na stadionie (kilka razy udało się dograć w bardzo efektowny sposób). Nie doczekałem się. Nawet Gerrard nie potrafił zdziałać nic w tym spotkaniu. Miał co prawdą szansę na zdobycie bramki (pokazuje to, że mogliśmy wygrać) jednak skończyło się tylko na interwencji obrońców. Takich sytuacji było jak na lekarstwo i o to mam największy żal do piłkarzy. Ja na szczęście jednak nie musiałem płacić za bilet, bo dopiero wtedy byłbym zdenerwowany. Pamiętam takie spotkanie z FC Utrecht w lidze Europy, gdzie mieliśmy już zapewniony awans do fazy pucharowej (klub zaprosił nawet dzieci, żeby tylko zapełnić stadion) . Mecz zakończył się bezbarwnym remisem 0:0, a emocje były tylko w przerwie, kiedy puszczono muzykę. Dokładnie to samo przeżywałem w ostatnią niedzielę.

Nie chce jednak żeby cały tekst poświęcony został krytykowaniu zespołu. Aktualny sezon pokazał, że długa droga przed nami do równej formy. Kilku rzeczy brakuje, ale najważniejsze co musi zrozumieć każdy zawodnik, to świadomość, że nie ma miejsca na przeciętność w Liverpoolu. Piłkarze w głowie mogą mieć różne rzeczy, ale w najważniejszych momentach sezonu muszą skupić się na tym jednym meczu. Zawsze wydawało mi się, że niektórzy z naszych graczy nie mają odpowiedniej mentalności do gry w tym zespole. Widziałem jednak progres w kilku kolejkach, a cała kampanie zostanie oceniona przeze mnie pozytywnie. Szkoda jednak, że ten jeden mecz pokazał w jakim miejscu aktualnie znajduje się klub. Wiele pracy przed menadżerem, transfery muszą okazać się trafione, a piłkarze muszą wreszcie zrozumieć gdzie grają. W innym razie powinni szukać nowego klubu.

Na zakończenie chciałbym dodać, że będzie bardzo brakowało mi Carraghera i te ostatnie derby dobitnie pokazały, że trzeba znaleźć odpowiedniego zastępcę. Dla mnie jednak nikt nie zastąpi naszego 23 karatowego złota. Przypuszczam, że Brendan kupi jakiegoś środkowego obrońcę, co i tak nie zastąpi posiadania w klubie wychowanka z takim charakterem. Tej walki, zaangażowania i woli zwycięstwa będzie mi brakowało najbardziej. Tego też najbardziej brakowało w derbach. Oby w przyszłym sezonie miasto znowu było czerwone i obyśmy mieli więcej chwil do radości, bo końcówka tego sezonu i tak będzie smutna.

Autor: Gall Dodano: 07.05.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u