Ostatnie złe pożegnanie?

Gdy do klubu przychodzi nowy zawodnik można wyczuć ekscytacje. Pojawiają się pierwsze pytania o numer na koszulce, pensje i o umiejętności. Zazwyczaj także rozmawia się o jego roli na boisku i o tym, czy rzeczywiście wkomponuje się w zespół. Gdy odchodzi ludzie mówią o przyczynach odejścia czy też słabej formy. Tym razem jest jednak inaczej .

Anglik w momencie przybycia do klubu ostatniego dnia zimowego okna transferowego wzbudził więcej kontrowersji niż ktokolwiek inny. Najpierw okazało się, że klub zapłacił za niego rekordową sumę, później fani (nie wszyscy znali wtedy Carrolla) dowiedzieli się, że będą musieli poczekać aż zadebiutuje ponieważ jest w trakcie leczenia urazu. Od początku było wiadomo, że kwota będzie ciążyła cały czas na barkach nowego nabytku, a presja jaka się z tym wiąże może być po prostu zbyt wielka. Najgorsze jest jednak wtedy, kiedy nie ma się jeszcze odpowiednich umiejętności aby grać w Liverpoolu. To wszystko właśnie pokazało Carrollowi, że nigdy nie będzie numerem jeden w ataku i pomimo licznych prób Kenny’ego Dalglisha , Andy nie potrafił przekonać do siebie fanów The Reds. Udało mu się jednak wstrząsnąć parę razy The Kop na tyle mocno, żeby przez kilka dni nie mówiło się o jego wartości rynkowej.

Gole z Citizens, Evertonem oraz Chelsea będą chyba wspominane zawsze gdy padnie pytanie o Carrolla. Na równi jednak będzie padała odpowiedź „przepłacony” bądź „za słaby na Liverpool” . Warto też dodać, że Anglik przybył do klubu jako „zastępca” Fernando Torresa i naprawdę ciążyły na nim wielkie oczekiwania. Szybko jednak rzeczywistość zweryfikowała na czym naprawdę będzie opierała się gra Liverpoolu i nawet przy taktyce wrzucania piłek w pole karne nie udało się wprowadzić Carrolla na szczyt.

Zastanawiałem się nad co by było, gdyby klub nie zapłacił za niego tak bajońskiej kwoty, a jego występy ograniczyły się do zastępowania kogoś lepszego. Mniejsza wartość pozwoliłaby na mniejszą presję ze strony mediów, fanów, menadżera (który musiał ratować jakoś swoją decyzję wystawiając Andy’ego wszędzie gdzie popadnie) . Może jego kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej? Choć bardzo mało prawdopodobnym jest żeby piłkarz chciał grzać ławkę rezerwowych. Może nawet Brendan dałby mu kilka razy pograć w momencie kiedy gra nie układała się po naszej myśli. Wejście w samej końcówce na jakiś stały fragment gry może dodałoby trochę animuszu grze popularnego wieżowca. Są to jednak pytania, na które fani Liverpoolu nie muszą już szukać odpowiedzi. Carroll odszedł do WHU (znowu stając się najdroższym piłkarzem w historii klubu) i pora zacząć już myśleć o nowych nabytkach. Jest jednak coś, o co bardzo się martwię.

Carroll przyszedł w następstwie za El Nino, który dla wielu był lub wciąż jest bohaterem. Torres odszedł jednak w bardzo złym świetle i wszyscy dokładnie pamiętają dlaczego jest teraz nielubiany przez wielu. Strzelanie jednak bramek szło mu świetnie i doskonale pamiętam, że cieszyłem kiedy mówił o oddaniu i miłości do klubu. Cieszyłem się, bo Hiszpan zastąpił poniekąd inną legendę z Anfield Road – Michaela Owena. Za którym także tęskniłem do momentu kiedy nie odszedł do United…

Z zakupem nowego napastnika naprawdę mamy ostatnio problem. Fakt, Suarez pokazuje, że potrafimy ciągle kupować gwiazdy do ataku, ale powoli się z nim żegnamy. I znowu historia pokazuje, że lubi się powtarzać. W przypadku Urusa jednak pieniądze nie mają wielkiego znaczenia, znaczenie ma jednak póki co chęć gry w wielkim klubie (tylko nie wiadomo czy to zdanie Lusia, czy jednak mediów) . Na rozwiązanie całej sprawy liczę naprawdę bardzo mocno i bardzo chciałbym żebyśmy wiedzieli wszystko jeszcze do końca tego miesiąca. Nasi napastnicy odchodzą ostatnimi czasy w bardzo zwariowanych okolicznościach. Zamiast na dobre zapisać się w kartach historii wolą zapisywać się w pamięci fanów jako zdrajcy, najemnicy czy po prostu oszuści. A kolejni, którzy za nich przychodzą po kilku latach podążają tą samą drogą.

Mikchtarian ma być piłkarzem, który zastąpi Suareza. Jeśli Urugwajczyk zostanie, Henrik mógłby dodać dużo więcej jakości do naszej linii ataku, a jeśli włączymy w to jeszcze Sturridga oraz Aspasa , powstanie naprawdę mocna ofensywa. W sam raz na początek sezonu, który jak wiadomo nie jest aż tak wymagający jak np. zeszłoroczny. Widać już, że wyciągnęliśmy wnioski z naszych ostatnich transferowych przygód i wszystko idzie w dobrym kierunku. Musimy jednak być skoncentrowani cały czas, bo co prawda okienko transferowe na dobre się nie otworzyło to w zeszłym roku też pokazaliśmy, że można coś efektownie zawalić. Wydaje się jednak, że tym razem nie popełnimy tych samych błędów.

Bardzo liczę też na to, że już nie będziemy musieli martwić się o przyszłość naszych czołowych graczy. O ile wciąż musimy szukać obrońców, o tyle napastników powinniśmy mieć na naprawdę długie lata. Chciałbym wierzyć w to, że Suarez zostanie, lecz ciągłe obawianie się o to, czy znowu nie popełni czegoś głupiego plus perspektywa 50 milionów funtów na wzmocnienia wygrywają z przywiązaniem do naszej siódemki. Niestety. Wszystko w rękach klubu oraz menadżera, który powoli układa nową układankę zwaną dobrym składem. Jeśli wszystkie transfery naprawdę się powiodą będziemy mieli skład porównywalny do tego z roku 2009. Nie boję się tego powiedzieć. Możemy realnie bić się o pierwszą czwórkę pod warunkiem, że nie popełnimy prostych błędów. I oby pieniądze nie ciążyły już na żadnym z naszych napastników. Bo jeśli chodzi o duże liczby, to wolę oglądać je w tabeli strzelonych bramek, a nie w kwocie transferu. Chciałbym też aby piłkarze kończyli kariery w klubie i żegnano ich jako gwiazdy, a nie odchodzili w złym świetle zostając zapamiętani jako ci, którzy nic nie osiągnęli.


Autor: Gall Dodano: 19.06.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u