Czerwony jak cegła

Są takie filmy, w których przytłaczająca liczba gwiazd pierwszego planu, przysłania nie mniej ważne role drugoplanowe. Są również takie mecze. W ostatnim, niezwykle emocjonującym spotkaniu, mieliśmy do czynienia właśnie z podobną sytuacją.

Daniel Sturridge popisał się najważniejszym strzałem w meczu. Simon Mignolet najistotniejszą interwencją. Philippe Coutinho najpiękniejszymi podaniami. Ale w tym tłoku pojawił się jeden bohater, który w sposób subtelny (tzn. jeśli w ten sposób można w ogóle określić rzemiosło środkowych obrońców) przywitał się z kibicami zgromadzonymi na Anfield. A jest nim Kolo Touré. Człowiek, który poszcząc przez miesiąc, pokazał większą werwę i siłę od niejednego piłkarza ze Stoke (których poznać można po tym, że sumiennie i konsekwentnie łączą kopanie piłki z kopaniem przeciwnika).

Szczerze mówiąc, nie oczekiwałem wiele po graczu z Wybrzeża Kości Słoniowej. Raczej odbierałem ten ruch, jako ostatnią deskę ratunku na wielką piłkę dla Iworyjczyka. Spodziewałem się, że wniesie doświadczenie i pogłębi skład. I tyle. Jednak to, co zobaczyłem i usłyszałem - sprawiło, że zrobiłem się czerwony, nie metaforycznie - jak to określa się kibiców Liverpoolu - a ze wstydu.

Uśmiechnięty i bardzo dojrzały zawodnik szybko zadomowił się w zespole. Widać, że momentalnie poczuł ducha drużyny i przesiąknął The Liverpool Way. Na samym początku mocno zaakcentował swoje pragnienie walki o pierwszy skład. A nie były to obietnice bez pokrycia. W sparingach pokazał, że zna się na swoim fachu, przyczyniając się do czystych kont, jednak to cechy przywódcze stawiają go wyżej w hierarchii od chociażby takiego Martina Škrtela.

Szczególnie dwie rzeczy przykuły moją uwagę w ostatnim czasie. Pierwszą jest porażająca ilość wywiadów, których udzielił od momentu dołączenia do zespołu. Wypowiedział się już o swojej „miłości” do Suareza, dumie jaka go rozpiera, gdy widzi Sturridge’a, podziwie dla Mignoleta oraz nie bał się wskazać Coutinho jako najlepszego zawodnika w drużynie. Szczerze również przyznał w wywiadzie dla Daily Mail, że nieco utracił swoją szybkość, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Mówi często i przy tym unika, jak tylko może, utartych regułek. To wyraźna oznaka, że po prostu mu zależy.

Drugą kwestią jest jego postawa w ostatnim spotkaniu. Oprócz bardzo solidnej gry w obronie, pokazał swoje umiejętności kierowania tą formacją, których nie da się w sztuczny sposób wypracować. Również w tym przypadku mówił często, ale jak to na boisku - w sposób bardziej autorytatywny. Jest kilka moich ulubionych sytuacji, gdzie można było to zobaczyć. W 41. minucie meczu pokazywał Gerrardowi, gdzie ma zagrać piłkę (tak, GERRARDOWI). W 52. Minucie, próbując rozegrać akcję ofensywną, kierował Sturridgem. A w pamiętnej 89. minucie, po obronionym przez Mignoleta rzucie karnym, nie bał się udzielić reprymendy kapitanowi i reszcie, żeby ustawić się z powrotem na swoich pozycjach.

Nie wiem czy Kolo Touré jest wystarczającym wzmocnieniem na środek obrony. Nie mam pojęcia czy utrzyma na długo dobrą formę. Ale niezmiernie cieszy mnie to, że człowiek, który wydawał się złem koniecznym - po odejściu Carraghera - okazuje się niezbędnym dobrem. Kolo nie jest już byłym zawodnikiem Arsenalu i Manchesteru City. On jest na wskroś czerwony.

Autor: Raf Dodano: 22.08.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u