Niepoprawny marzyciel

Liverpool wreszcie dobrze wszedł w sezon. Dobrze, nie znaczy idealnie, ale najważniejsza zawsze jest pozycja w lidze i fakt, że strzela się jedną bramkę więcej od przeciwnika. Aktualnie fani dyskutują nad tym czy lepiej zachować spokój i skupiać się na najbliższym meczu czy jednak lepiej trochę pomarzyć.

Marzenia to jest to o czym kibicom Liverpoolu nikt mówić nie musi. Marzyliśmy o odejściu poprzednich właścicieli, o nowym stadionie, znanych nazwiskach w klubie no i wreszcie o powrocie do Ligi Mistrzów. Po kilku latach w klubie rządzą odpowiedzialni ludzie, przebudowa Anfield jest bardziej niż mniej prawdopodobna a najważniejsze jest to, że zawodnicy znają swoją wartość i wiedzą czego się od nich oczekuje. Przez ostatnie sezony wielu piłkarzy przychodziło do klubu i zatrzymywało się w rozwoju bądź notowało niezrozumiały regres. Jeszcze do niedawna mówiono tak o Downingu, Hendersonie czy Reinie, a za kadencji poprzednich menadżerów warto wymienić nazwiska takie jak Adam, Cole, Carroll czy chociażby Aquilani. Generalnie w czasie okienek transferowych przeważnie panowała euforia lecz już po kilku kolejkach skarżono się na słabą dyspozycje nowych grajków. W tej kampanii jest wyjątkowo inaczej.

O debiutach powiedziano już wystarczająco wiele więc nie będę ciągnąć po raz kolejny tego tematu. Przed nami poniedziałkowe starcie ze Swansea a więc i kolejna szansa na ujrzenie nowych twarzy na boisku. Sakho wydaje się być kandydatem do pierwszego miejsca w składzie pod warunkiem, że kontuzja Toure będzie wciąż niewyleczona i pomimo dobrego występu Skrtela w ostatniej kolejce wolałbym już teraz oglądać nowego stopera The Reds. Im szybciej nowi zawodnicy zgrają się z resztą drużyny tym lepiej będziemy wyglądać na boisku, a że najbliższe spotkania nie są zaliczane do arcytrudnych myślę, że to dobry moment na wprowadzanie ich do gry.

O ile środek obrony ma się dobrze (niech tylko Agger wróci do optymalnej formy) o tyle na bokach znowu pojawiły się braki. Kto zagra na lewej stronie to "oczywista oczywistość" lecz Brendan musi podjąć bardzo trudną decyzję jeśli chodzi o zastąpienie Glena. Przez ostatnie sezony Johnson pokazywał się z dobrej strony w ofensywie często jednak popełniając błędy tam gdzie nie powinien był ich popełniać – w obronie. Oczywiście wciąż daje drużynie wiele dobrego, a w ten sezon wszedł naprawdę dobrze, co za tym idzie zastąpić go będzie bardzo trudno. Wierzę, że któryś z młodych zawodników podoła zadaniu. Do tej pory będzie to chyba najtrudniejsza do podjęcia decyzja Brendana jeśli chodzi o skład. Z Manchesterem się udało, Skrtel jak i Wisdom spisali się poprawnie więc myślę, że będą brani pod uwagę lecz jak wcześniej wspomniałem środek widziałbym bez Słowaka, a prawą stronę podarowałbym komuś innym niż Andre. Wciąż widać w nim brak ogrania, doświadczenie niestety jeszcze nie te i już w meczach sparingowych zdarzało mu się popełniać proste błędy ( chociażby mecz z Celticiem) . Miejmy nadzieje, że po raz kolejny zawodnicy wywiążą się ze swoich zadań i zdobędą komplet punktów. Bo jak dobrze wiadomo pierwszy mecz zawsze jest najtrudniejszy. Później może już być tylko lepiej.

Wiele także mówiło się o wypożyczeniu Mosesa a w szczególności o tym, że Liverpool nie ustalił ceny pierwokupu.
Jestem zadowolony z tego ruchu transferowego i nie wierzę w to, że w przypadku dobrego sezonu w wykonaniu Nigeryjczyka, Brendan nie zgłosiłby się po niego. Chociażby po to, żeby Mourinho nie miał z niego pożytku. Obserwowałem go już wcześniej i naprawdę ucieszyłem się w momencie sfinalizowania tejże umowy (a trzeba wspomnieć, że ostatni dzień okienka dał nam sporo radości) . Szybki, twardo stąpający po ziemi zawodnik, który nie da się tak łatwo powalić na murawę. Dodatkowo potrafi dobrze dośrodkować i myślę, że także dołoży kilka bramek na konto Liverpoolu. Póki nie ma Suareza wariant z dwoma skrzydłowymi (Moses-Aspas) wydaje mi się być najlepszym z możliwych ponieważ w odwodzie jest jeszcze Sterling a w ostateczności Ibe, co najważniejsze jednak, Coutinho będzie grał za napastnikiem. Tak naprawdę właśnie na tej pozycji daje nam najwięcej dobrego i liczę na to, że znowu będziemy delektować się jego asystami z zewnętrznej części stopy czy niebanalnymi prostopadłymi zagraniami.

No cóż. Liczę, mam nadzieje, wierzę. Tak naprawdę są to chyba najczęściej powtarzane słowa od rozpoczęcia tegorocznych rozgrywek. Jest to pewien miły progres ponieważ kiedyś mówiono by „obyśmy zremisowali”, „byleby tylko nie przegrać” czy chociażby „może się uda” . Szczerze wierzę w sukces w tej kampanii. Nie trzeba już wielu argumentów do tego aby dywagować na temat silnej kadry czy też tego czy jesteśmy w stanie konkurować z najlepszymi. Fakt, póki co wygraliśmy tylko trzy spotkania w tym jedno z mistrzem Anglii, ale sezon długi i bardzo wymagający. Nie mam zamiaru jednak nie dostrzegać aktualnego położenia Liverpoolu. Jak długo jest się liderem tabeli tak długo trzeba mówić o tym, że zajmuje się to miejsce i niezależnie od stylu w jakim się to osiągnęło. Zresztą styl przecież nie jest taki zły skoro w ostatnich dniach nagrody menadżera oraz piłkarza miesiąca trafiały właśnie do Melwood. To nie może być przypadek.

Najbliższe spotkania powinny powoli ukazać to czego się oczekuje w tym sezonie od nas. Są to mecze z drużynami, które nie powinny zaskakiwać w tabeli wysoką lokatą. Mecz z Łabędziami może być wymagający ale musimy go wygrać żeby pozostać na zwycięskiej ścieżce. Kolejne pojedynki są z rywalami gorszymi bądź lepszymi, mimo to wciąż powinniśmy je wygrywać. Nie licząc spotkania pucharowego z Czerwonymi Diabłami przed nami sześć „łatwych” spotkań. Oczywiście nie możemy popadać w hurraoptymizm i powinniśmy twardo stąpać po ziemi. Ja jednak puszcze wodzę fantazji i znowu zacznę marzyć. W każdym z najbliższych sześciu spotkań można zdobyć komplet punktów. Przy pełnej koncentracji, braku kontuzji, dobrej grze w obronie oraz skuteczności w ataku możemy brać to pod uwagę. Wiem jednak, że gdzieś się możemy potknąć, kiedyś piłka do naszej siatki w końcu wpadnie, a my obijemy jeszcze nie raz obramowanie bramki przeciwnika. Wtedy remis będzie lepszy niż porażka. Mimo to – w najbliższych tygodniach realistą nie będę potrafił być. Zwłaszcza jak w poniedziałek zaczniemy zwyciężać. Kibic nigdy nie żyje teraźniejszością. Liczy się przeszłość i przyszłość. O ile to pierwsze jest bajeczne o to drugie trzeba zawalczyć. I ja wierzę, że zawalczymy. Cóż, znowu zaczniemy marzyć.

Autor: Gall Dodano: 14.09.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u