Trudny problem bogactwa przed namie

Piłka nożna to piękny sport. Eksponowany, potrafiący o wiele lepiej niż polityka, łączyć ludzi, zwłaszcza podczas wielkich piłkarskich świąt, jak chociażby Mundial, rozgrywki Ligi Mistrzów, Puchar Narodów Afryki czy jakże niedoceniana Liga Europy.

Gdzieś w kontekście walki o najwyższe cele, zawsze, bez względu na rangę turnieju, będą przewijać się nam zarówno zawodnicy, jak i zażarci kibice Liverpoolu. Zarówno w kwestii graczy jak i wspierających ich, często przyozdobionych w barwy klubowe, kibiców, możemy mówić o piłkarskiej elicie, która mimo, że nieco zakurzona i zapomniana, cały czas dzielnie trzyma najwyższy z możliwych poziomów, mimo trudnej przeszłości i wielu złych decyzji, które nie raz i nie dwa wystawiły nas na piłkarskie pośmiewisko zarówno pośród znajomych kibiców, jak i w internecie.

Z jednej strony, to dzięki sieci zyskaliśmy tak dużą łatwość dostępu do informacji o nowościach z życia klubu, że trudno sobie wyobrazić – zwłaszcza uważając się za prawdziwego kibica – dzień bez lektury najświeższych wiadomości z LFC.pl. Z drugiej zaś strony, jakby nawiązując do starej zasady, że każdy kij ma dwa końce, pojawia się szereg różnego rodzaju efektów niepożądanych, które będą wzrastać wprost proporcjonalnie do jakości gry naszego klubu i jego pozycji w tabeli.
Zresztą, samo zagadnienie nie dotyczy tylko i wyłącznie Liverpoolu, ale zahacza o jakże popularną w Polsce, napompowaną niemal do rangi polskiej ostoi piłki nożnej, Borussię Dortmund, ociekające w dolary Paris-Saint Germain oraz dwa największe a na pewno cieszące się największym globalnym zainteresowaniem medialnym kluby, za jakie bez chwili wahania należy uznać Barcelonę oraz Królewskich z Madrytu.

O ile jeszcze rok temu, większość kibiców the Reds płakała nad miejscem w tabeli, gdzie zaczęliśmy już powoli stawać się drużyną mocnego środka a rywal zza miedzy, Everton, upokorzył bardziej utytułowanych czerwonych sąsiadów, zajmując wyższą lokatę w ligowej tabeli, o tyle zarówno w mediach o zasięgu ogólnopolskim, jak i w naszej małej, zamkniętej społeczności fanów, mogliśmy poszczycić się względnym spokojem oraz jakością o jakiej wiele stron popularnych (czytaj: wtenczas lepszych pod kątem sportowym) klubów mogło jedynie pomarzyć. Dyskusja rzadko wybiegała poza określony temat a jej jakość stała na wysokim poziomie. Oczywiście, gdzieś pojawiały się różnej maści problemy a po otwarciu okienka transferowego, część forumowiczów – w tym i ja – rzuciła się do pisania postów o każdym potencjalnym celu transferowym z taką wielką pasją, że biedni, skołowani tym obrotem spraw moderatorzy z trudem zdołali opanować sytuację. Uważam, że nie można nas za to winić, bo podobnie jak klub i kibice skupieni już bezpośrednio wokół Anfield, byliśmy – i nadal jesteśmy – głodni sukcesów, na jakie Liverpool po prostu zasługuje. A nowe transfery miały nas przecież do tych wszystkich pucharów na nowo zbliżyć. To już jednak przeszłość.

W chwili obecnej, nie dość, że bijemy się o powrót do elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów, to jeszcze cały czas umiejętnie wywieramy presję na pierwszą trójkę w tabeli. Wróciliśmy do elity piłkarskiej na wyspach a zainteresowanie meczami Liverpoolu, w tym i tymi, które możemy zobaczyć u nas, w Polsce, wzrosło względem poprzednich lat znacząco. Pojawiły się duże nagłówki w wielkich portalach, przy okazji, niejako przypadkowo, ktoś łebski wykreował pojęcie SAS, które nie dość, że nawiązuje do elitarnej jednostki, to jeszcze nie daje o sobie zapomnieć, raz za razem wbijając przeciwnikom kolejne bramki.

Nikt na szum medialny nie może pozostać obojętny, toteż zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu nowe komentarze nowych fanów Liverpoolu, którzy często „przeszli do nas” od konkurencji, której z różnych powodów przestało się wieść w tabeli. A czasem wystarczy i tak banalny czynnik, jak lepsze statystyki danego zespołu w jakiejś grze. Człowiek usprawiedliwi przed sobą niemal każdą drastyczną zmianę frontu, dlatego też wcale nie będę zdziwiony, jeśli rozczarowany postawą dajmy na to Borussii, świeży narybek nagle odpuści i razem z Lewandowskim, przejdzie do Bayernu. A może część „pikników” pokocha Luisa Suareza i na fali jego doskonałej formy strzeleckiej dołączy do nas? Do naszej powoli rozrastającej się społeczności? Trudno powiedzieć.

Zasadnicze pytanie brzmi: co polska społeczność Liverpoolu może na tej zwyżkującej formie the Reds zyskać a co stracić. Uważam, że poza wielkim uśmiechem na twarzy, gdy nasi wbijali pięć bramek bezradnemu Arsenalowi, gdy na początku sezonu w całkiem niezłym stylu zatrzymywaliśmy Manchester United lub gdy pośrednio zwalnialiśmy z pracy trenera Tottenhamu, pojawia się też problem sezonowców. Gatunek specyficzny, bo niczym przysłowiowa chorągiewka, ustawiają się tam, gdzie wiatr zawieje. O ile każdy z nas wierzy w rosnącą formę Liverpoolu na przestrzeni wielu najbliższych lat, o tyle zarówno naszych piłkarzy jak i wszystkich aktywnie działających na rzecz klubu, prowadzących lokalne fanpage i strony, czeka ciężka robota: obronić jakość prezentowanych informacji i utrzymać starą gwardię pod rosnącym naporem narybku, który może zniknąć tak nagle, jak się pojawił.

Optymistycznie zakładam, że zakończymy sezon na podium. Przyjdą kibice. Dużo. Nowi, niektórzy z bogatą historią, gdzie gdzieś po domu koło siebie wala się stary szalik Galacticos, na którym leży skąpana w kurzu koszulka Messiego obok której z kolei można znaleźć charakterystyczne, żółto-czarne szaliki z napisem BVB a na monitorze, na tapecie, Ibra cieszy się z kolejnej bramki. Może utrzymamy część tego narybku i tak samo, jak stara gwardia, która pamięta upokorzenia z sezonów 2010/11, 11/12 i 12/13, pokochają oni piękną i bogatą historię Liverpoolu a może, po kilku miesiącach, rzucą się na kibicowanie kolejnej ekipie? Trudno powiedzieć. Wygląda jednak na to, że już wkrótce wszyscy odczujemy problem bogactwa obfitości. Ze wszystkimi jego wadami i zaletami.

Autor: Kinio25LFC Dodano: 19.02.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u