Trzy życzenia Scousera

Każdy z nas zapewne zna historię o dżinnie w złotej lampie. Magiczny stwór uwięziony w złocistym naczyniu, po jego potarciu spełni trzy dowolne życzenia szczęśliwego znalazcy. Jaki to ma związek z piłką nożną? Jeśli jesteście tego ciekawi, zapraszam do mojego debiutanckiego tekstu!

„Margaret Thatcher nie żyje, a sir Alex Ferguson odszedł z Manchesteru United. Gdzieś na świecie pewien Scouser trzyma w ręku złotą lampę i rozmyśla nad trzecim życzeniem…”. Na tego typu wypowiedzi można było się natknąć w internecie mniej więcej rok temu. Aktualna postawa Liverpoolu sprawia, że fani mogą uwierzyć, iż trzecie życzenie tego Scousera jest bardzo bliskie realizacji.

Życzenie pierwsze

Margaret Thatcher to postać bardzo kontrowersyjna, jeszcze długo trwać będą spory odnośnie tego, czy jej rządy były udane, czy raczej wprowadziły Wielką Brytanię w stan kryzysu gospodarczego. Co jednak nie ulega wątpliwości, to sprawa traktowania futbolu przez „żelazną damę”. Młodsi fani (w tym i ja) nie zaznali reżimu Thatcher na własnej skórze, tak więc mogą nie rozumieć, dlaczego mając do wykorzystania trzy życzenia, kibic Liverpoolu zmarnowałby jedno z nich na śmierć byłej premier Wielkiej Brytanii. Thatcher pełniła urząd premiera podczas dwóch katastrof piłkarskich dotyczących Liverpoolu – Heysel oraz Hillsborough. O ile jej reakcja po belgijskiej katastrofie była zrozumiała, o tyle demony Hillsborough ciągnęły się za nią do końca życia. W 2012 roku ukazały się oficjalne dokumenty potwierdzające przypuszczenia zainteresowanych – Thatcher wykorzystywała swoje wpływy jako premier, aby zatuszować próby obarczenia winą za Hillsborough policjantów zajmujących się bezpieczeństwem podczas meczu. Według bardzo popularnej opinii, Thatcher nienawidziła futbolu, albo może inaczej - nienawidziła ona klasy robotniczej i wszystkiego co z nią związane. To właśnie ona wprowadziła szereg ustaw „antychuligańskich”, które miały na celu zwiększenie bezpieczeństwa na stadionach. Niektórzy idą nawet dalej i twierdzą, że Thatcher próbowała całkowicie zabić angielski futbol. Najpierw popierając decyzję FA o usunięciu angielskich drużyn z rozgrywek europejskich po katastrofie na Heysel, a potem obcinając nauczycielom fundusze na edukacje sportową. To drugie, zdaniem Sama Allardyce’a miało wpływ na zmniejszenie się liczby rodowitych graczy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nauczycielom przestano płacić za prowadzenie dodatkowych zajęć sportowych po lekcjach, tak więc pokolenie młodych chłopców nie miało gdzie brać swoich pierwszych piłkarskich szlifów. Liverpool jako miasto czysto robotnicze (portowe) i jednocześnie całkowicie zakochane w futbolu był uważany za jeden z największych bastionów „anty-Thatcherowskich”. Śmierć żelaznej damy została w Merseyside przyjęta z lekkim uśmiechem, jako znak pokonania jednej z barier blokujących drogę do sprawiedliwości za wydarzenia z 15 kwietnia 1989 r.

Życzenie drugie

W przeciwieństwie do Margaret Thatcher, ta postać jest znana każdemu kibicowi Liverpoolu albo raczej każdemu kibicowi piłki nożnej na świecie. Sir Alex Ferguson niewątpliwie był jednym z największych trenerów w historii futbolu, a już na pewno największym z tych wciąż żyjących. Szkot Czerwone Diabły zastał na dnie tabeli, a zostawił na samym jej szczycie, zostawiając po sobie kilka drobnych pamiątek, takich jak 13 mistrzostw kraju czy dwa puchary najlepszej drużyny w Europie. To, jak wielki wpływ miał on na poczynania drużyny z czerwonej części Manchesteru, widać gołym okiem w tym sezonie. David Moyes to doświadczony trener, dobrze znający tą ligę – wydawałoby się, że z większym budżetem i dużo lepszym składem będzie w stanie zawalczyć o puchary, tymczasem prowadzone przez niego United na pięć kolejek przed końcem sezonu zajmuje zaledwie siódme miejsce. Nie trudno więc sobie wyobrazić, że kibic Liverpoolu mający dość dominacji odwiecznego rywala zażyczyłby sobie odejścia jego największego skarbu. Wraz z odejściem Fergusona zakończyła się pewna era. Kiedy ktoś służy swojemu klubowi przez tak wiele lat, odnosząc przy tym tak wiele sukcesów, nie może to obejść się bez konsekwencji. Czy drużynie z Old Trafford uda się kiedyś powrócić do sukcesów jakie święciła pod batutą wielkiego Szkota? Nie wydaje mi się. Ferguson na zawsze zapisał się w historii piłki nożnej tą samą czcionką co Bill Shanky, Matt Busby czy Bob Paisley. Ludzie tego kalibru pojawiają się w świecie futbolu bardzo rzadko, a ich odejście oznacza rozpoczęcie zupełnie nowego rozdziału.

Życzenie trzecie?

Tutaj przechodzimy do sfery hipotetycznej, jak brzmiało trzecie życzenie znalazcy złotej lampy? „Uczyń mnie najbogatszym człowiekiem na świecie”? „Niech na świecie zapanuje pokój”? Nie byłoby to w stylu naszego bohatera, założę się, że powiedział coś w stylu „Niech Liverpool zdobędzie mistrzostwo Anglii”. Patrząc na łzy Stevena Gerrarda po meczu, na pewno musiał pomyśleć, że było warto. Kto by pomyślał przed sezonem, że na cztery kolejki przed końcem to Liverpool będzie rozdawał karty w wyścigu o tytuł (tak, wiem że ty, kolego Werbatim)? Sam uwierzyłem niedawno; jeszcze dwa miesiące temu mówiłem sobie, że przecież taka forma się nie utrzyma, nie ma na to szans. Jasne, nie brałem już w ciemno czwartego miejsca tak jak bym to zrobił przed sezonem, jednak na pierwszym nas mimo wszystko nie widziałem. Wszystko zmieniło się kiedy pewien mężczyzna na ekranie mojego monitora, z twarzą pełną emocji zdjął z siebie koszulkę. Tego mroźnego wieczora w Londynie Steven Gerrard uwierzył, a jeżeli Gerrard wierzy, to każdy kibic Liverpoolu zobowiązany jest wierzyć razem z nim. Osobiście uważam, że sam Gerrard już jakiś czas temu pogodził się z myślą, że tytułu jako zawodnik już nie zdobędzie. W swoich futbolowych wspomnieniach będzie miał kilka pięknych momentów do opowiadania, ale nigdy nie pokaże palcem na zdjęcie w starym albumie i nie powie swoim wnukom – a tutaj wasz dziadziuś podnosi puchar za mistrzostwo Anglii. W Londynie uwierzył, że po tylu latach niepowodzeń, po dwóch wicemistrzostwach, po czterech latach spędzonych na miejscach 5–8 w końcu się uda. Po niedzielnym meczu Gerrard płakał i krzyczał do swoich kolegów, że to jest ten czas, a kibice Liverpoolu wpatrzeni w swojego kapitana jak w obrazek śpiewali „We’re gonna win the league!”.

Jeśli 11 maja ostatnie życzenie Scousera z lampą się spełni, świat nie będzie już taki sam. Trzema, wydawałoby się, dziwnymi życzeniami, odmieni on losy tysięcy, jak nie milionów ludzi na świecie. Z każdym rokiem jesteśmy bliżej prawdy odnośnie Hillsborough, z każdym dniem fani United coraz mocniej tęsknią za Fergusonem i w końcu z każdym kolejnym meczem Steven Gerrard wierzy coraz mocniej, a wraz z nim wierzą miliony fanów.

Autor: Jetzu Dodano: 17.04.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u